sobota, 25 czerwca 2016

Vita Liberata, Self Tanning, Anti Age Serum

Vita Liberata znana jest wszystkim. Ci którzy szukają skutecznego, natychmiastowego efektu pięknej, zdrowej opalenizny wiedzą co jest dobre. Produkty nie są tanie, ale efekt zaskoczy nie jednego z Was.
Osobiście marka jest mi bardzo znana i oto kolejny produkt, który mogę Wam z czystym sumieniem polecić. To serum do stosowania wraz z kremem lub solo. Nowość, którą możecie dostać w sephora.pl
Ilość pewnie nie zaskoczy, bo jest niska (w sumie typowa, przy tego typu kosmetykach), ale to tylko 2-3 krople do kremu wystarczą na bardzo długo. 
 
Serum dostajemy w małym opakowaniu z pipetą. Opakowanie jest nie takie standardowe. Chwilę potrwało za nim doszłam do wniosku „co pojawia się z góry”. Okazało się, że to nacisk uwalnia ilość kosmetyku z pipety. Efekt zaskakujący.
Serum ma płynną, przeźroczysta konsystencję. Nie jest ona w żadnym wypadku tłusta. Wchłania się błyskawicznie, wręcz natychmiastowo zaraz po nałożeniu. A na skórze tak samo natychmiastowo czuć ogromne, wielkie wygładzenie. Świetny efekt. Podoba mi się to. Dodam, że cenię sobie taki natychmiastowy efekt.
Serum posiada oczywiście wspaniały, piękny zapach. Zupełnie odstaje od reszty kosmetyków samoopalających, z którymi miałam do tej pory do czynienia z tej firmy. To całkiem inna bajka. Jest piękny, delikatny, kwiatowy. Przyjemny dla nosa. Bardzo kobiecy. Według producenta to mieszanka ogórka i róży. Owszem jest słodko i świeżo, ale nie na tyle, abym wyczuła ten duet. Idealnie ukryta woń. Aha i co najważniejsze nie poczujecie specyficznego zapachu samoopalacza, czego nienawidzę.

Self Tanning to genialne serum do twarzy, szyi i dekoltu. Wspaniale i natychmiastowo wygładza naszą skórę. Zostawiając ją jedwabiście miękką.
Stosuję go samodzielnie, czasem jak mi się przypomni dodam do kremu. Ale zdecydowanie wolę tę pierwszą wersję.
Serum stopniowo opala skórę, ale warto poczekać na efekt. Bo świetnie wyrównuje kolory skóry. Wygląda naturalnie.
Najbardziej podoba mi się fakt, że nie ma smug. To przewyższa rangą inne tego typu produkty. Denerwuje mnie, że produkt jest troszkę zmywalny, gdy stosuję płyny micelarne widzę tę mocniejsza barwę brązu. I na nowo aplikuję co daje mi taki średni efekt. Mimo to jest bardzo ładny, delikatny i co najwalniejsze naturalny. Nikt nie zwróci uwagi, że jest to wspomagacz słońca w małej buteleczce.

Serum zapewnia również właściwości przeciwstarzeniowe. 

Uwielbiam to serum za szybkość wchłaniania, łatwość aplikacji, cudowny zapach i wspaniały, naturalny efekt pięknej zdrowej opalenizny. Cóż chcieć więcej. Warto zatrzymać słonce na dłużej na twarzy. Tym bardziej, że się jej nie opala jak ja:)
sephora.pl  za 119zł/15ml

piątek, 24 czerwca 2016

Lirene, Brozne Collection, Brązujący balsam do ciała pod prysznic

Balsam brązujący pod prysznic to kolejne cudo kosmetycznej techniki. Dość sceptycznie do niego podeszłam. Efekt według producenta otrzymujemy po 5 użyciach. A jak jest w rzeczywistości zobaczcie sami.

Balsam ma kremową gęsta kremową konsystencję i taki typowy poślizg jak przy balsamie tradycyjnym do ciała. Trudność polega na zmyciu go, gdyż nie tak łatwo go za pierwszym razem zmyć. Gdyż konsystencja tego typu lepiej się wchłania na sucho, a przecież nie oto chodzi. A na jego zmycie potrzeba chwili.
Zapach jest fantastyczny podczas mycia. Słodki, kwiatowy, bardzo przyjemny, choć ulotny. Później wyczuwam tylko na ciele typowy zapaszek przy kosmetykach brązujących. Szczególnie, gdy ciało jest nagrzane nasila się i czuję się jak smażony kurczak. Nie lubię tego typu zapachu i ciąży mi podczas stosowania kosmetyków brązujących. U jednych jest on silny, a u drugich delikatniejszy. Trochę mnie drażni, bo nie przepadam za nim. A z czasem, gdy ponawiam aplikację jest on coraz silniejszy. A teraz przy tych upałach czuję go non stop.

Co spowodowało, że przemogłam się, aby go przetestować? A obietnice efektu brązowej skóry już po pięciu dniach. Szczególnie zależało mi na użyciu w takich miejscach, gdzie ciężko się opalić lub gdzie słonko nie miało okazji tego zrobić. A przede wszystkim wygoda jaką jest zastosowanie go podczas kąpieli. Można wtedy wykluczyć duży problem z robieniem smug. Choć mimo to trzeba uważać z dokładnym jego rozłożeniem. Smugi się nie pojawiają, ale jednak plamy nie raz były przy nie dokładnym rozłożeniu.

Efekt jaki otrzymałam był bardzo delikatny. Przez 4 dni wręcz niewidoczny, a odczuwalny względem specyficznego zapachu kosmetyków brązujących. Faktycznie jest to stopniowy efekt i za pewne dla osób, które będą sobie to cenić spodoba się. Dla mniej cierpliwych polecam coś innego.

Przy mojej już dosyć głębokiej opaleniźnie trudno blade miejsca zrównać. Ale jak najbardziej nadaje się, aby zminimalizować tę bladość, która już dzięki temu nie będzie się tak rzucać. Dodam, że balsam będzie również dobry na początek wiosny, aby nie oślepić swoją bladością. Choć przyznam, że trzeba być cierpliwych, aby otrzymać ten efekt ładnej opalenizny.

Sztuczna opalenizna utrzymuje się przez cały czas stosowania balsamu, a później jeszcze przez kilka dni, aż do całkowitego zmycia. Choć staram się używać inne kosmetyki, aby wypełnić luki. A także z czasem słonko zrobi swoje.
Przy noszeniu odzieży bardzo blisko ciała, tej bardzo przylegającej można zauważyć lekkie ścieranie. U mnie występuje to zazwyczaj na nogawkach szortów i praktycznie staniku.

Zdradzą Wam sekret, że Lirene ma lepsze produkty, wręcz natychmiastowy efekt dostaniecie po balsamie karmelowym, choć tylko jest to jednodniowy rezultat i trzeba go poprawiać na dłuższą „opaleniznę” wolę użyć piankę w musie, która w moim przypadku ukazała swój piękny brązowy koloryt po pierwszym użyciu. Ale o niej innym razem.

Ten balsam będzie dobry tylko do bladej skóry, która po kilku dniach nabiera dopiero delikatnej opalenizny. Jest stopniowa i nie rzuci się w oczy, co będzie wyglądało naturalnie.
Boli mnie zapach, który na początku podczas aplikacji jest piękny i przyjemny, a później czuć tę charakterystyczną woń.
Choć dla mniej cierpliwych polecam coś innego.

Musze przyznać, ze jest to ciekawa opcja stosowania. Podczas kąpieli trzeba zrobić sobie 3 minutowa przerwę, aby kosmetyk wchłonął się w skórę. Trzeba pamiętać o równomiernym rozłożeniu. A także wcześniej dobrze przygotować naszą skórę przed tego typu kosmetykami, a chociażby wykonać dobry peeling.

Wydajność bardzo słaba. Po kilkunastu razach już dobił dna. Ogólnie tego typu tubki są u mnie wszystko zużywane.
Kosmetyk kosztuje 18,99zł/200ml Rossmann

Jak się zapatrujecie na kosmetyk brązujący stosowany pod prysznicem?

czwartek, 23 czerwca 2016

Czerwone szorty i białe japonki

Latem szorty, japonki i fajne narzutki są niezastąpione. Dobrze jest czuć się lekko, świeżo i komfortowo.
Na dziś przygotowałam letnią stylizację, którą tak łatwo wybrać i zestawić. 
 Dawniej ażurowe czy tego typu narzutki, bluzki z „dziurkami” omijałam szerokim łukiem, a teraz bez nich ani rusz. Jejku, jak to wszystko się zmienia. Uwielbiam je. Są wygodne, ponadczasowe, nie jest w nich gorąco.


Japonki to moje ulubione sandały. Uwielbiam je i dziś chcę Wam zaprezentować idealne na gumce. Do tej pory miałam takie ze sprzączką lub bez zapięcia. Ale te z zapięciem najbardziej denerwowały mnie przy ubieraniu i ściąganiu, a w tej chwili mam ogromną wygodę szybkiego ubrania i ściągania. W ofercie czasnabuty.pl pojawiło się mnóstwo letnich butów. Na największą uwagę na ten czas wakacyjny zasługują japonki z kryształkami. Na nodze wyglądają obłędnie. Są po prostu wspaniałe. Sami zerknijcie na nie, bo są w rożnych odcieniach. Zresztą nie tylko te. Tylko nie zastanawiajcie się długo, gdyż buty z tego sklepu schodzą jak świeże bułeczki.
Buty - czasnabuty.pl
Szorty- nn (sh)
Sweterek- nn (sh)
Torebka- kupbuty.com
Okulary- firmoo.com
Bransoletki- venisima, e-blyskottki,
Foto: fotomaniak

środa, 22 czerwca 2016

Floslek, Elestabion W, Szampon zapobiegajacy wypadaniu włosów

O wypadaniu włosów ostatnio tak bardzo głośno, że chyba każdy już zdołał kupić sobie cokolwiek, aby zapobiec tej przykrej sytuacji. Ciągle coś nowego testuję i wprowadzam do pielęgnacji widać postępy, choć są one minimalne to jednak jakieś następują.
Szampon niewiele wnosi, bo zazwyczaj większą moc maja odżywki, ampułki czy wcierki. Ale one coś działają. Niby chwilę pozostawione na włosach to jednak coś w głębi skóry się dzieje.
Dziś na tapetę bierzemy szampon Floslek
W prostej biało-czerwonej oprawie. O gęstej, przeźroczystej konsystencji. Słabo się pieni, ale nie plącze włosów. Nie wywołuje łupieżu, uczulenia czy podrażnień. Głowa nie swędzi i nie wyskakują krostki.
Posiada przyjemny bardzo delikatny, kwiatowy zapach. Nie jest natarczywy, a swoją intensywnością nie przytacza nosa, ani nie obciąża włosów.
Szampon przeznaczony jest to codziennej pielęgnacji włosów. Stosuję go co kilka dni.
Zawarte w nim składniki aktywne nawilżają i wzmacniają strukturę włosa. Mam nadzieję, że z tym drugim
Zdecydowanie po umyciu są odbite od nasady, nawilżone. Ładnie wyglądają, dobrze się rozczesują i układają. Czasem warto użyć odzywki, a czasem wręcz tego nie potrzebuję.
Włosy są lśniące, miękkie. Nie elektryzują się, ani nie są obciążone.

Jeśli chodzi o główny temat wypadania włosów aktualnie stosuję różne produkty i ogólnie nie wypadają w tak strasznej ilości, choć jednak dalej wypadają. To jednak mam ogromną nadzieję, że chociaż ten okropny stan choć trosze je zatrzyma. Bo sam szampon w tradycyjnym stosowaniu sprawdza się klasycznie i bardzo przyjemnie się go używa, więc nie widzę problemu, aby zaprzestać go stosować. Z chęcią go „zdenkuję” i możliwe, że kiedyś do niego powrócę. Zresztą to mój drugi szampon Floslek z tego typu przeznaczeniem i miło wspominam.

Na efekty nie wypadających włosów trzeba czekać latami, a sam fakt, że nie lecą już tak bardzo jak kiedyś to oznacza już wielki krok.

Szampon możecie dostać w sklepie Floslek za 24,99zł/200ml
w ofercie z tej serii dostaniecie jeszcze serum, maskę, odżywkę i kurację. Wybór jest ogromny.

wtorek, 21 czerwca 2016

Lioele, Krem BB Beyond The Solution

Azjatyckie kosmetyki bombardują nas z każdej strony. Ale nic w tym dziwnego jak są takie dobre. Chyba najlepsza ich produkcja to BB cremy, które wiodą prym na polskim rynku.
Zaskakujące jest opakowanie i jego pojemność. Opakowanie to mała mięciutka tubka, ale nie tradycyjna 30ml, tylko, aż 50ml! Tubka stoi na głowie, ale jej aplikator to pompka typu air less, która jest ogromnie wygodna i higieniczna. Całość zamknięta w różowo-białym kartoniku.
Konsystencja jest kremowa, pół gęsta. Aplikuję gąbeczką (jajeczkiem) do makijażu. Ogólnie konsystencja jest lekka, co nie sprzyja wykwitowi niepotrzebnych niespodzianek. I tutaj jestem ogromnie zadowolona. Szybko się wchłania, nie roluje, nie robi smug.
Odcień jaki posiadam to uniwersalny, który świetnie stapia się ze skórą. Idealnie do niej dopasowując.To zapewne ucieszy wiele osób.

BB crem posiada przyjemny zapach, dość intensywny na początku, choć z czasem zanikający.

Lioele to bez dwóch zdań świetny BB krem, który w moim przypadku sprawdza się bardzo dobrze.
To produkt wielofunkcyjny, do każdego typu skóry, który przede wszystkim zaskakująco dobrze kryje. Nie jest to super mocne krycie, ale jak na BB kremy jest wystarczające (średnie). A to już jest bardzo dużo. Świetnie wyrównuje koloryt skóry. Kryje nawet małe niedoskonałości i zaczerwienienia.

Lekko podkreśla suche skórki, ale jest taki fenomen, bo na początku on je wykrył, a z czasem zlikwidował. Nie wiem czy na tej podstawie można stwierdzić,że jest pielęgnacyjny, ale ogromnie mi się to podoba. Gdyż taka pielęgnacja jest bardzo dobra i ułatwia, a nawet likwiduje problem suchych skórek. Szczerze to używałam wcześniej innego lekkiego kremu, i nie było widać suchych skórek. Widocznie je tak maskował. A ten wydobył i zlikwidował. Super.

Trwałość BB kremy jest niesamowita. Od rana do wieczora, bez zbędnego ścierania się i zanikania. Nawet podczas upałów, gdy opalam się, kosze, czy pracuję w ogrodzie on ciągle jest. To niezwykły produkt!

Lioele to BB kremy idealny do codziennego makijażu jak i tego wyjściowego. Świetnie współgra ze skórą, wyrównuje koloryt skóry. Idealnie się utrzymuje. 
 
Skóra wygląda na promienną, zdrową. Jest wygładzona, cudownie miękka, a nawet dobrze nawilżona, co nie wiąże się z ciężkością i zapychaniem skóry. Nie wiem czemu ale wydawało mi się, że krem posiada filtr, ale jednak go nie ma. Szkoda, nie szkoda, ale są także inne BB kremy z tą dużą zaleta jakże ważną w lecie.

Efekt na zdjęciu można zauważyć było nawet tutaj przy błyszczyku  holika-holika - tak dla przypomnienia dodam. 
Jestem z niego zadowolona. Podoba mi się efekt na twarzy. Od razu ją rozjaśnia, dodaje życia i energii. Mimo, iż efekt jest naturalny to ma w sobie coś co go wyróżnia spośród innych. Zapewne ładny wygląd na twarzy, bez efektu maski, bez rolowania się i bez smug ma duże znaczenie. A także działanie pielęgnacyjne robi swoje. Nie ma nic lepszego jak zadbana skóra. I tym zdaniem można przypisać właśnie temu kosmetykowi.

BB krem Lioele można dostać w myasia.pl w cenie 66,45zł/ 50ml

Powiem szczerze, że mam ochotę na kolejny azjatycki BB krem.

niedziela, 19 czerwca 2016

Lato tuż tuż: Szorty, slipon i bokserka

Uwielbiam lato. Tę beztroską porę roku, gdy można założyć tak mało na siebie i poczuć się lżejszym, wolnym. Ten komfort i wygoda, gdy do dużej torby spakujesz tak nie wiele, bo więcej nie trzeba. Uwielbiam także spacery nad wodą, wypady do lasu i wszystko to co jest związane z taką ciszą i ogromnym wypoczynkiem. Gdzie człowiek nabiera dystansu i cieszy się każdą chwilą. A w miejscach publicznych przy okropnym gwarze człowiek tego nie osiągnie. I teraz ciesze się, że mieszkam na wsi z dala od tego wszystkiego. Gdzie mam dostęp do takich tajemniczych miejsc, choć są bardzo niebezpieczne, bo zwierzyna coraz to odważniejsza to jednak jest to coś co można nazwać magicznym miejscem. Zwykłe, a tak nie zwykłe. Tak można się rozmarzyć, ale na szczęście jeszcze istnieją w Bieszczadach takie tereny.
 

Dzisiejsza stylizacja jest prosta, klasyczna. Zresztą z tego mnie znacie. Nic ponadto. Lubię taką tradycyjność, prostolinijność bez nieudziwnień.
Tak, wiem znowu te niebieskości, ale obiecuję, że kolejna będzie bardziej w innej tonacji może w kolorze euro:P
Jak wypad nad wodę to musi być lekko. Spodenki, top nic więcej i tak jest tutaj. Całość zamykają cudownie miękkie slipon i kapelusz.
 
Szorty- nn (sh)
top- nn (sh)
Torebka- Avon
Buty- kupbuty.com
Zegarek- e-blyskkotki.pl
Bransoletki- e-blyskkotki.pl
Kapelusz- Lirene
Foto: fotomaniak
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...