czwartek, 24 lipca 2014

Bell, Gel 4D Mega Gloss, odcień 04, Lakier do paznokci z efektem żelu

Dawno nie było postu lakierowego. Dlatego dziś chciałabym przedstawić Wam świetny lakier Bell z nowej kolekcji 4D o żelowej formule. 
Konsystencja jest bardzo fajna żelowa, lekko zwarta, nie wodnista. Rewelacyjnie się go nakłada.
Mały krótki pędzelek jednym ruchem precyzyjnie aplikuje lakier. Nawet najgorsze niezdary nie pomalują sobie skórek.
Kolor jaki wybrałam to fuksja. Odcień 04. Fantastyczny żywy odcień. 
Szybkie schnięcie pozwala aplikować tuż przed ważnym wyjściem. A trwałość zagości na 2-3 dni. W moim przypadku jest to 2,5dnia, gdyż prace w ogrodzie i na budowie mają swe złe moce na paznokcie. Nie tylko w trwałości, ale i w długości. Zapewne w normalnych warunkach wytrzyma ponad 3 dni.
Po tym czasie lakier zwyczajnie się ściera.
Co najważniejsze nakładam tylko jedną warstwę!! Szok. Już dawno nie nakładałam tak małej ilości. Tym bardziej musicie spróbować tych lakierów. Mam nadzieję, że inne odcienie mają tak samo. Bo do wypróbowania mam jeszcze 05 
Owy lakier ma zastąpić nam żelowy lakier jaki wykonywany jest u kosmetyczki pod światłem lampy UV. Powiem Wam szczerze, że nie mam porównania, bo nigdy takiego nie robiłam. Ale może i dobrze, bo bez względu na wszystko mogę się cieszyć tym wspaniałym połyskiem, blaskiem i efektem wiecznie jak nazwał producent „ mokrych” paznokci. Taki efekt 4 D bardzo mi się podoba.  
Lakier zachwycił mnie swoim kolorem, rewelacyjną konsystencją, szybkim schnięciem, świetną trwałością i nienagannym wyglądem. Ciągle błyszczy i wygląda „świeżo”. Uwielbiam tę serię. 
Najgorsza jest dla mnie dostępność. Nie tylko lakierów, ale i ogólnie kosmetyków Bell. Ostatnio naszukałam się mojego wspaniałego CC cream i w każdym sklepie, drogerii polecali mi inne i głupio pytali czemu Bell. A ja prosto odpowiedziałam, bo mi pasuje i nic innego nie chcę. Ach ta moja wierność do marki:) Cóż zrobić jak mają produkty odpowiednie dla mnie.
Do wyboru jest 10 fantastycznych odcieni, dlatego każda z Was na pewno znajdzie odpowiedni odcień dla siebie. W cenie ok. 10zł/8g

środa, 23 lipca 2014

Delawell, Zmysłowy scrub solny

Ostatnio tak się nie wyrabiam, że kosmetyki dobijają dna, a ja nawet słowa o nich nie wspomniałam. Szybko wracam do żywych i opisuję Wam oto ten kosmetyk. A jest nim scrub solny.
Takie małe niepozorne opakowanie, dostępne były w marcowej edycji Shiny boxa. Ubolewam nad faktem, że to nie pełnowymiarowe opakowanie. To na zdjęciu ma tylko 100ml i niestety szybko się kończyło. 
Scrub ma drobne kryształki soli, które są bardzo ostre. Wystarczy delikatnie masować, a i tak odczuwam mega szorstkość. Przygotujecie się na to, że ostrość tego peelingu ma wielką moc. W dodatku ma przyjemny kolor, a zatopione w nim czarne jakby nasionka całkowicie przypominają  truskawkowy deser. Scrub w opakowaniu wygląda i jest zbity, ale podczas stosowania gładko i miękko idzie. Choć używanie jego nie jest miękką sprawą:P Kryształki soli po woli się rozpuszczają, więc mamy czas na dłuższy i dokładniejszy masaż ciała w kwestii pozbycia się martwego, niechcianego, starego naskórka.
Pachnie przyjemnie słodko, owocowo, z kwaśną mieszanką. Może to faktycznie liczi. 
Nie spodziewałam się, że ten zmysłowy jak nazwał producent scrub będzie takim zabójcą martwego naskórka. Skóra jest po nim czerwona, ale nie podrażniona. Mega miękka, wygładzona, jędrna i chętnie przyjmuje balsamy.
Idealny także do stóp. Tutaj jestem bardzo zadowolona, bo wiele peelingów do stóp nie działa. A ten dosyć, że jest do ciała to i do stóp rewelacyjnie się sprawdza.
Scrub nie wysusza skóry, gdyż zostawia delikatną tłustą warstewkę. Dzięki czemu nawet mocno wypeelingowana skora nie odczuje suchości. Warstwa jest na tyle przyjemna, że nie przeszkadza mi. Wiecie co mam na myśli, niekiedy spotyka się mocno tłuste peelingi, po których trzeba drugi raz się myć. Tutaj tego nie odczujemy i nie musimy powtarzać czynności myjących.
Taka delikatna warstwa jest wielkim atutem dla osób, które nie lubią balsamowania. Skóra po tym scrubie nie wymaga nakładania balsamu. Jest na tyle nawilżona miękka i że nie domaga się żadnych dodatkowych kosmetyków.

Jestem zauroczona tym scrubem, ale jego ceną za pełnowymiarowe opakowanie już nie.
Za 260ml musimy zapłacić 39zł. Choć raz na jakiś czas można sobie dogodzić. 

wtorek, 22 lipca 2014

Beż ponad wszystko

Są wakacje! Rzecz oczywista. Wydawać by się mogło, że mam teraz najwięcej czasu. Nic bardziej mylnego, wtedy jest najwięcej pracy. Szczególnie w koło ogrodu i domu. Co drugi dzień jest tak intensywnie wyciśnięty, że na wieczór padam z nóg. Czemu to piszę, a dlatego, ze zaniedbałam swoje sesje ze stylizacjami. Mimo ogromnych chęci -brak czasu. Ostania sesja miała miejsce w czerwcu. Zdjęcia czekają, aby pojawiły się na blogu, ale z tym także jest ciężko. Mam nadzieję, że w niedzielę coś nowego zrobimy, gdyż w zapasie została mi tylko jedna stylizacja. Trzymajcie kciuki.
A dziś zapraszam Was na beżową stylizację z udziałem ciekawej sukienki. Swoją drogą bardzo lubię ten kolor. Całkowicie zastąpił mi niegdyś uwielbianą czerń. 
Sukienka niby prosta, ale jakby z dwóch elementów, choć to całość. Ciekawe połączenie spódnicy ołówkowej i panterkowej bluzki, zapinanej na szyi. Wtedy nie byłam tak ładnie opalona, teraz to zupełnie inaczej i ładniej wygląda. Górna część sukienki bardzo podkreśla i powiększa biust. dla jednych będzie to wielkim atutem dla innych mniej.
Dodatki w postaci butów i torebki są także w tonacji beżowej. Jedynie pasek, który był w zestawie z sukienką ma żywszy odcień brązu.
Foto: Fotomaniak 
Sukienka- wyznacznikmody.pl
Torebka- kupbuty.com
Bransoletki- Sensi Crystal

Jestem ciekawa czy lubicie tego typu sukienki? 

poniedziałek, 21 lipca 2014

Floslek, Krem pod oczy z luteiną i świetlikiem lekarskim

Krem pod oczy to jeden z podstawowych kremów dbania o skórę. Myślę, że trzeba dbać o te okolice w każdym wieku. Na rynku jest wiele kremów dostępnych, ale nie wszystkie nam sprostają. Na szczęście jest Floslek. Marka, która nie zawodzi. Ogromny wybór produktów do każdej cery, więc każda kobieta coś dla siebie znajdzie. 
Kremowy, beżowy krem o lekkiej konsystencji zamknięty w tubce, stojący „na głowie” łatwo się rozprowadza, szybko wchłania. Nie klei się, ani nie lepi. Pod makijażem nie roluje. Nie posiada zapachu.
Krem świetnie nawilża okolice oczu, oraz powieki. Oczy nie łzawią, nie pieką. Jest wiele kremów, które to robią. Ten na szczęście nie.
Skóra jest miękka, sprężysta, nie ściągnięta.
Daje ukojenie podrażnionej skórze np. takiej po mocnym wysuszeniu lub małym kontakcie z brakiem nawilżenia. Szczególnie takiej po nadmiernym kontaktem ze słońcem.
I w prawdzie tyle z zalet. Oczy podpuchnięte dostaną małe ukojenie. Dla mnie stanowczo za małe. Jeśli trzymamy go w lodówce wtedy daje ciut lepszy efekt. Ale do takich zabiegów wolę żele pod oczy. Wtedy są świetne. Z tej serii także jest żel. I bardziej wolałabym go niż sam krem. Mam żel z innej serii i mimo, że szału nie ma to jest lepszy od tego kremu. Możliwe, że konsystencja żelowa bardziej mi przypasowała.
Krem nie likwiduje worków czy sińców pod oczami, ale świetnie nawilża te okolice i daje ukojenie podrażnionej skórze. I chyba tylko za to go lubię.

Krem znajdziecie w sklepie Floslek za 16,50zł lub sprawdzicie gdzie dostać w aptekach

niedziela, 20 lipca 2014

Foto mix 18

Byłam pewna, że ostatni foto mix pojawił się dwa tygodnie temu. A tutaj niespodzianka, bo praktycznie miesiąc temu pokazywałam Wam migawki ze swojego życia. Zatem zapraszam Was na kolejną porcję z ostatniego miesiąca.

1. Farbujemy włosy i jak wiele osób pamięta z instagramu. Kolor okazał się mocną czernią, a nie brązem. Byłam wściekła na maksa. Ale było to ponad 3 tygodnie temu, wiec kolor się spłukał, rozjaśnił do słonka. Ale nigdy więcej tej serii. O nie!
2. Spacerek do lasu. 
3. Czereśnie love:)
4. Uwielbiam góralki. Szczególnie kokosowe. 
5. Taki piękny koral. 
6. Stylizacja z koralem.
7. Agrest z krzaczka. 
8. Zachciało się szarlotki. 
9. Robimy huśtawkę.
10. Niedzielny spacer. 
11. Napotkane maki. 
12. I deser po przebytej drodze - lody koral najlepsze. 
13. Niespodziewany wyjazd do Sanoka. Mąż załatwiał sprawy, a my z synem zwiedzaliśmy. Posiedzieliśmy z Wojakiem Szwejkiem. 
14. Poszliśmy na lody. 
15. Postaliśmy z Beksińskim. 
16. Pochodziliśmy po rynku. 
17. Poparzyliśmy z tarasu widokowego. 
18-19. Ulicami Sanoka.
20-23. Po drodze do domu odwiedziliśmy szkółkę szukając inspiracji do własnego ogrodu. Nie obyło się bez zakupów. 
24. Pyszne czereśnie. 
25. Uwielbiane pistacje. 
26. I wspaniały arbuz.
27. Zakupiona lawenda już na rabacie. 
28. Kolejny kwiat z ogrodu. 
29. Rojnik.
30. Nie ma jak warzywa z własnego warzywniaka. 
31. Moc owoców na początek miesiąca.
32. Pyszny groszek.
33. Porcja zdjęć z ogrodu. Moja kraina kwiatów. To dopiero początki. 
34. Robimy ścieżki z kocich łbów. Mąż na allegro kupił formę do ich robienia. Świetna sprawa.
35. Z niepotrzebnych desek mąż zrobił mi skrzynię na kwiaty. U nas nic się nie zmarnuje.
36. Nagietek.
37. Pozostałości po kominie też warto wykorzystać. U mnie sprawdzają się jako doniczki.
38. Lawenda coraz piękniejsza.
39. Pomidorki koktajlowe dojrzewają.
40. Rozchodnik biały w pełnej krasie.
41. Świętujemy 3 urodziny bloga. 
42. Z tej okazji faktycznie było ogromne świętowanie. Nie obyło się bez różnych ciast.
43. Rodzinne wielkie lody Koral.
44. Nie samymi słodkościami człowiek żyje. Bigos
45. Lody Tiramisu.
46. Naleśniki z dżemem jagodowym. Pycha!
47. W czasie deszczu wzięłam się za sprzątnie kuferka.
48. Chwila spokoju i relaksu. 
49. Wafle ryżowe najlepsze musli z Biedronki. Polecam spróbować.
50. Odwieczny problem z prasowaniem. Uwielbiam to robić, ale nie mam na to czasu, więc prasowanie ponad miesiąc stoi i czeka.
51. Sukulenty kupione w Biedronce przez męża. Świetny zrobił mi prezent. Pierwszy to prawdopodobnie, ale nie jestem do końca pewna to ECHEVERIA LAUI. Ten drugi to Grubosz odm. Hobbit tzw.uszy shreka
52. Mrchew prosto z własnego warzywniaka. Idealna na rosół. 
53. Własne maliny. Uciecha dla nas i syna.
54. Własny agrest. Ogólnie własne owoce i warzywa to raj dla mojej duszy.
55. Ulubiony zapach Avon- Incandessence. Ale idealny na jesienno-zimowy sezon.
56. Śliczne japonki zakupione w kupbuty.com
57. Cudowna świeża, orzeźwiająca woda w sam raz na lato Avon- Scent essence- Polecam
58. Domek z huśtawką syna obok moje kwiaty. To tutaj spędzamy całe lato. Kocham to miejsce.
59. Mała metamorfoza. W końcu wzięłam się za jej przemalowywanie. Efekt pokażę za nie długo. Między ogrodem, a budową ciężko znaleźć czas na takie pierdółki. Jednak się udało.
60. Ach stoi kolejna ścianka. Duma nas rozpiera. Instagramowi podglądacze dobrze wiedzą o co chodzi. Dla niewtajemniczanych mąż muruje, a ja noszę pustaki po schodach na pierwsze piętro. Siłowni mi nie trzeba.
61. Cudowne zachody słonka z mojego okna.
62. Już są pomidorki koktajlowe z własnej uprawy. Pyszności.  Znikają w oka mgnieniu. 
To już wszystko mam nadzieję, że coś Was zaciekawiło. 
Oczywiście zapraszam na instagram, tu tam znajdziecie więcej zdjęć.

piątek, 18 lipca 2014

Fitomed, Krem nawilżający tradycyjny

Wybierając krem do twarzy każdy kieruje się swoimi własnymi indywidualnymi potrzebami. Jeden potrzebuje nawilżenia, drugi ujędrnienia, a trzeci wzmocnienia. Jednak wszystko skupia się na wrażliwej cerze.
Dziś mogę Wam polecić dobry krem z małym mankamentem każdej cery, która potrzebuje nawilżenia, ale także jest wrażliwa.
Krem Fitomed dostajemy w zwykłym plastikowym pojemniczku o pojemności 50ml. Szczelnie zamkniętym sreberkiem.
O przyjemnej kremowej, żółtawej barwie, która podczas nakładania na skórę nie klei się, ani nie lepi. Co jest dobrą wiadomością dla kobiet stosujących make-up. Nie roluje się. Świetnie i szybko wchłania się. Nie zostawia matu, ani kilograma tłuszczu.
Zapach jest ładny, nie nachalny, mocno wyczuwalny przez chwilę, a później znika. Wyczuwa tam najbardziej kwiat pomarańczy. Jeśli miałyście styczność z kremem do rąk Isany o takim właśnie zapachu to pewnie skojarzycie. Nie ma tutaj soczystych, świeżych nut pomarańczy, a jej kwiatu. 
Krem spełnia swoje podstawowe zadania. Bardzo dobrze nawilża. Świetnie radzi sobie ze suchymi skórkami. Skóra nie jest szorstka, sucha. W dodatku można odczuć wygładzenie i łagodzenie, jeśli posiadamy podrażnienia.
Krem prawie idealny. A czemu prawie, gdyż po pewnym czasie zapycha. Znalazłam na niego sposób stosowania go co jakiś czas. Krem mam od maja i stosuję z przerwami. Gdy zaczyna się coś dziać na twarzy odstawiam używam inny i tak na zmianę.
Odsunęłabym go całkowicie, ale ogromnie podoba mi się nawilżenie. Krem nie jest dla mnie za tłusty tylko taki w sam raz. A po drugie ciężko znaleźć dobry krem pod makijaż i ten także ma wielki plus ode mnie. Tylko irytuje mnie zapychanie. Dlatego trzeba uważać. Mimo to polecam Wam spróbować, gdyż Wasza skóra wcale nie musi tak zareagować. 

Krem można dostać za ok. 11zł w sklepie Fitomed

środa, 16 lipca 2014

Isana, Fruhlings dusche, Lime & Mint

I znowu ogród całkowicie mnie pochłonął. Nie mam na nic czasu, a szczególnie na bloga. Wprawdzie to wolę siedzieć cały dzień na tym ukropie, niż trwonić czas na siedzenie przed monitorem. Jeszcze przyjdzie na to czas. Prędzej znajdziecie mnie na instagramie. Ogród to wieczna praca jak się nie kosi, to się plewi, zbiera owoce, warzywa itd. Ale dobra mniejsza oto, bo nie których to najmniej obchodzi jak widać nawet mnie opuścili. A Wam, którzy do mnie zaglądają i są ze mną serdecznie Dziękuję.
Wracają do dzisiejszego tematu, a jest nim mianowicie żel.
Pewnie powiecie kurdę kolejny żel. Ale jak dobrze pamiętacie jestem ich wielbicielką i często będą się pojawiać na tym blogu. Aby Wam ułatwić zakup. A dziś ogromnie Was pokuszę. 
Nie będę się rozpisywać nad tematem opakowań, bo są te same, zmienia się tylko kolor i ewentualnie opis, że to edycja limitowana. No bo przecież monotonna jestem to kolejny raz o opakowaniu nie będę się rozwodzić :D
Akurat w tym przypadku jest to limitowana seria i już ubolewam nad tym faktem. Trzeba będzie zrobić zapas.

Konsystencja żelowa, lekko rzadka, o wspaniałym limonkowym kolorze. Dobrze się pieni, zmywa. Nie mam nic do zarzucenia. 
Zapach to kwintesencja tego żelu. Wspaniały rześki, cytrusowy zapach. O intensywnym limonkowym zapachu z nutą mięty. Jedni nawet twierdzą, ze jest coś na wzór drinka mohito. Dawno go nie piłam, ale coś w tym jest. Idealny na wakacje. To on sprawia, że chce się wrócić do tego zapachu.
Po całym dniu ciężkiej pracy, lub po prostu dniu spędzonym w pełnym słońcu potrzebujemy mocnego orzeźwienia. A ten żel nam to daje. Kąpiel z nim to czysta przyjemność, dodanie energii i cudownego uczucia czystości i świeżości. Totalnego umycia. Od razu odświeża umysł:)
Odnośnie mycia, świetnie oczyszcza ciało z brudu i zanieczyszczeń. Mojej skóry nie wysusza, ogólnie to nie mam z tym problemu. Ani tez nie nawilża. Spełnia podstawowe funkcje żeli czyli myje i bajecznie cytrusowo pachnie.
Aż żal że to edycja limitowana. Ostatnio nie widziałam go na półkach w Rossmannie, może kolejnym razem mi się uda. Oby. Bo letnie kąpiele z nim są rewelacyjne.

Za cenę 2,99zł grzechem jest nie wziąć. Polecam!

niedziela, 13 lipca 2014

Coral Dress

Jeśli lubicie koronki i koralowy odcień ubrań to mam dziś dla Was idealną sukienkę na lato. Sama uwielbiam koral, który bardzo dobrze pasuje do mojej cery. A koronka podkreśla kobiecość. Takie zestawienie wraz z różnymi dodatkami, w tym przypadku beżowymi sprawdzi się na niejedno wyjście. Sukienkę możecie dostać w amstyl.pl internetowym sklepie, który ma szeroki wybór ubrań (nie tylko sukienek) jak i kolorów co ogromnie mnie cieszy.
Foto: Fotomaniak 
Sukienka- Amstyl.pl 
Torebka-kupbuty.com
Buty - kupbuty.com
Naszyjnik- costumejewellery.pl
Bransoletka- e-blyskkotki.pl
Pierścionek-costumejewellery.pl

Lubicie koral?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...