piątek, 3 lipca 2015

Lirene, Leg Make-up, Rajstopy w spray'u kontra Last Minute Body BB Fluid make-up




Tak jak wspomniałam kilka dni temu opalone mam nogi, ręce i trochę dekoltu. Nie raz się śmieję z siebie, że nago dziwnie to wygląda. Reszta jest blada. A topless raczej nie zamierzam się opalać. Do wyjścia nie które miejsca są opalone, a jeśli w grę wchodzi jakaś fikuśna sukienka to muszę się czymś wspomagać. Gorzej jak mnie źle opali np. w ogrodzie wtedy jest problem. Jeszcze za nim wszystko opalę po zimie jestem blada jak ściana. Aby lekko się zarumienić ( nie od słońca) do tego służą różne kosmetyki, a dziś przedstawię Wam dwa z Lirene. Wyprzedzę fakty i jeśli mam być szczera to w tej kwestii najlepiej wypadły rajstopy w sprayu. Choć nie do końca są na plus. Zobaczcie małe porównanie.


Fluid BB dostajemy w formie balsamu do ciała do ciemnej i jasnej karnacji. We względu na moją opaleniznę wybrałam od razu ciemną wersję. Zresztą jasna wersja niczego nie wnosi na mojej skórze. Jest bardzo jasna, prawie nie widoczna, więc szybko powędrowała do mojej siostry, która jest jeszcze bladsza ode mnie. Dla niej efekt okazał się w sam raz. Dlatego wersja do karnacji ciemniejszej jest ze mną. Mimo to nie spełnia moich oczekiwań. Jeszcze przed tak dużą opalenizną stosowałam fluid na praktycznie całe ciało, niestety był to za mały efekt, jaki oczekiwałam. To znaczy z początku wiosny spodobała mi się tak subtelna opalenizna, ale z czasem stawała się coraz to za słabsza. Przy wyrównaniu z dzisiejszą opalenizną nie jest w stanie się zrównać. Zresztą sami widzicie na załączonych zdjęciach. Wybaczcie moje, ze tak pokazuję moje uda, ale jest to najlepsze miejsce jakie mogę pokazac i porównać z opaloną i białą skórą.
Jeśli zastosowuje go osoba bardzo blada uzyska całkiem delikatny, ledwo muśnięty słońcem efekt. Nie jest to brzydka pomarańczowa plama, a bardzo delikatna opalenizna. Co lepsze produkt nie robi smug, doskonale się nakłada i całkiem dobrze wchłania. I taki efekt powinien zainteresować osoby bardzo blade. Więc nie bójcie się ciemniejszej wersji.
Wszystko pięknie, ładnie. Efekt jest subtelny itd. Ale przy mocno obciskających nas ubraniach lekko ściera się i zostają blade plamy (w tym przypadku nasza biała skóra szybko daje o nas znać). Jeśli ubrania są lżejsze, szersze nie ma problemu fluid doskonale się utrzymuje. Wiem, że nie stosuje się takich produktów do noszenia na ubrania, ale jednak mają one stycznośc z takim kosmetykiem. Efekt otrzymujemy od razu zaraz po zastosowaniu i tak samo zaraz po pierwszej kąpieli szybko go tracimy. Dlatego w lato, gdy mamy więcej odkrytych miejsc na ciele całkiem fajnie będzie wyglądał.
Skóra z fluidem wygląda naturalnie, jest jedwabiście miękka. Produkt nie posiada zapachu.
Rajstopy w sprayu to całkowite przeciwieństwo fluidu. Po pierwsze aplikacja jest lepsza, bo w  formie sprayu. Co prawda produkt przy niewłaściwym rozpylaniu zostawia smugi/plamy, więc trzeba go nie rozsmarowywać, a wklepać w skórę. Wiadomo, że wcześniej trzeba go energicznie wstrząsnąć, ale wklepanie jest idealnym rozwiązaniem. Wtedy plamy nie mają miejsca. Pamiętajcie o tym! Efekt jest wspaniały. Od razu widoczny. Natychmiastowy. Skóra wygląda naturalnie opalona, nie jest chamasko pomarańczowa, a złociście brązowa.
Piękna zdrowa opalenizna i jak widać zrównała się z moją prawdziwa opalenizną z czego jestem ogromnie zadowolona.  Skóra jest także miękka, ale bardziej matowa niż przy balsamie. Nie świeci się na ciele i faktycznie stwarza efekt rajstop. Krycie zachwyciło mnie. Czyż nie wspaniały efekt? Pewnie, że tak!
Niestety ma też wady. Jeśli spódnica lub sukienka będzie się stykać z produktem niestety ubrudzi nam ubranie. Do tego dochodzi dłuższa chwila na wchłanianie się produktu. Przy wersji fluid w formie balsamu nie ma tego problemu. Całkiem nie źle sobie radzi. Natomiast tutaj trzeba poświęcić dłuższą chwilę.
Boli mnie, że produkt jest krótkotrwały, będący do pierwszego mycia. Troszkę ciężej go zmyć. Pewnie jakbym zostawiła go na noc to na drugi dzień mógłby być. Ale, co gorsza wtarłby się w pościel i nic z tego by nie było. A nie umyta spać się nie położę. Więc i tak odpada.
Za to przemawia do mnie forma aplikacji.  Zdecydowanie jest wygodniejsza w użyciu.
Ubolewam nad tymi dwoma wadami, choć jedną zmywalną przełknę, ale brudzenie już nie. Na całości nóg fajnie to wygląda, ale przy końcówce spodenek lub spódnicy, gdy dotyka ściera się i niezbyt estetycznie to wygląda. A pilnowanie się, co chwila jeszcze bardziej zwraca uwagę.
Produkt nie ma specyficznego zapachu jak przy samoopalaczach, które wiele osób nie lubi. W tym także ja.

Najgorszą wadą jest efekt zmywalny w obu przypadkach, ponieważ nie są trwałe. Nie jest to efekt długotrwały. Bardzo szkoda. Produkty to kosmetyki na „już”. Wtedy, gdy potrzebujmy natychmiastowej reakcji ze strony kosmetyku. Ale w tej kwestii i przy mojej cerze efekt widoczny jest tylko ze strony rajstop w sprayu. Znaczy deliaknty ze strony fluidu tez jest, ale dla mnie za mało wystarczalny. No chyba, ze tylko po zimie, albo w czasie jej. Ale to zazwyczaj nie chodzę tak odkryta, a obcowanie kosmetyku z produktem nie wchodzi w grę.

No cóż tak to już jest. Coś jest super, ale ma małą wadę. Rajstopy to prawie mały hit, gdyby nie to brudzenie. Zaznaczam, że nie u wszystkich może wystąpić ten defekt. Ponieważ spotkałam się z opiniami, że rajstopy wcale nie brudza ubrań i wyśmienicie się spisują. Owszem z efektu krycia i wyglądu także jestem zadowolona. Gorzej z brudzeniem ubrań. Wiec wychodzi na to, że każda skóra inaczej je przyjmie.

Jeśli potrzebujecie tak natychmiastowego efektu to takie produkty są doskonałą alternatywą dla osób nielubiących się opalać oraz dla tych, co nie mogą tego robić. Ja uwielbiam sie opalać:) Choć czasem sa takie miejsca, gdzie chciałabym wyrównac koloryt opalonej skóry i te rajsopty byłby idealnym rozwiązniem, gdyby nie to ścieranie się. Nic innego nie zostaje jak opalanie się w zacisznym miejscu lub zastosowanie trwalszych samoopalaczy.

Jak się Wam podoba efekt rajstop w spray'u?
Który produkt bardziej by Wam pasował?
A może wolicie tradycyjne opalanie się?

czwartek, 2 lipca 2015

Timotei, Szampon i odzywka do włosów - Moc i blask



Szampon i odżywka to niezbędne produkty w pielęgnacji włosów. Często je zmieniam i mam różnorodne rodzaje. Dziś przyszła pora na drogeryjne, wszędzie dostępne kosmetyki Timotei.


Bardzo podobają mi się małe opakowania tych produktów. Nie mam mowy o nudzie. Kończą się w odpowiednim momencie. Wygodne otwarcia nie przysparzają kłopotów, no może w transporcie, bo zawsze się coś uleje. Chociaż zawartość ich to szampon 250ml, a odżywka 200ml to na tle innych w podobnych gabarytach kosmetyków wypadają małe i niskie. Nawet żel Isany jest szerszy:P
Konsystencja szamponu jest przeźroczysta w jasno zielonym odcieniu, natomiast odżywka jest biała, kremowa. Szampon dobrze się pieni, idealnie spłukuje.
Zapach ogromnie mi się podoba. Trochę przypomina mi winogron. Przepiękny słodki, owocowy, jadalny zapach, choć delikatny, subtelny. A jednocześnie świeży i rześki. Nie przytłacza zapachem włosy. Szkoda, że dłużej nie zostaje na włosach.

Duet Timotei blask i moc to produkty do pielęgnacji włosów dla osób mało wymagających lub wcale niewymagających. Bo w kwestii podstawowej sprawdza się. Szampon doskonale oczyszcza włosy, nie powoduje łupieżu. A odżywka wygładza włosy, dysycyplinuje je.
Niestety szampon lekko podrażnia mój skalp, co powoduje krostki nad karkiem. Rzadko mi się to zdarza;/ Poprzednia wersja nie powodowała u mnie tego efektu podrażnień. Szkoda. Bo polubiłam jego zapach. A podraznienie wracało z kazdym odstapieniem i ponownym użyciu. No i jeszcze jedna wada, a mianowicie nie ma tej oczekiwanej mocy. Włosy lecą mi garściami i od kiedy stosuję ten szampon efekt się wzmocnił i to dwukrotnie. Nie mogę opanować tego. Dlatego postanowiłam go odłożyć. Mąż chętnie go przygarnął i nie sprzeciwiał się. Nawet mu zazdroszczę, że może go stosować, bo ogromnie spodobał mi się jego świezy zapach. Niby nie wymagam dużo, ale te dwie wady całkowicie go skreśliły.
Odżywka nie jest zła. Bo dobrze wygładza włosy, stają się miękkie. A po „trudnym” szamponie włosy można opanować. Choć widzę różnicę między drogeryjnymi produktami do włosów, a tymi naturalnymi czy innymi. Po nocy nie są tak przyklapnięte. Bo po umyciu są super. Odbite od nasady. Dobrze się układają. Świeże, gładkie i błyszczące. Na drugi dzień niestety entuzjazm szybko spada. Przy tym duecie pasowałoby myć włosy, co dzień. Niestety to nie wchodzi w grę, bo w ten sposób stają się bardzo obciążone;/

Dla niewymagających, normalnych włosów ok., ale dla tych z problemami już nie. Zresztą każdy ma inny rodzaj włosów, a produkty możecie dostać w cenie ok.8zł, więc nie ma sprzeciwu, aby się samemu przekonać. Bo jak widzicie u mnie się nie sprawdza, a na głowie męża nie ma żadnych kłopotów.

środa, 1 lipca 2015

Ulubieńcy i denko czerwca 2015



Post miał pojawić się wczoraj, ale zwyczajnie nie wyrobiłam się. Przyjechałam do domu za późno i nie chciało mi się. Tak więc dziś zaczynamy kosmetyczne podsumowanie czerwca. Doszłam do wniosku, że mało mnie zachwyciło w tamtym miesiącu kosmetyków, więc ulubieńców zobaczycie na samym końcu. Coraz to mniej produktów jest, które mnie zachwycają, a starych tychwysłużonych nie ma po co powtarzać. Ale najpierw denko
1. Le Petit Marseillais, Delikatny żel werbena i cytryna. Bardzo rzęski, świeży żel, który dodaje energii na cały dzień. Dobrze ją oczyszcza, przyjemnie pachnie. Bardzo fajne zestawienie, choć grejpfrut bardziej mi odpowiada. Spodobał się całej rodzinie.
2. Floslek, Anti-Aging, Żel pod oczy, Żel pod oczy o delikatnym działaniu napinającym. Trzymany w zimnym (np. lodówka) bardzo fajnie koi opuchnięte, zmęczone powieki. Jest ok., ale szału nie ma.
3. Dove, Nutrium moistire, Purely pampering. Cudowny kremowy żel por prysznic, który zostawia przyjemnie miękką powłokę na skórze. Bardzo delikatnie się z nią obchodzi, cudownie pachnie.
4. Farmona, Sweet Secret, Szarlotkowy peeling do mycia ciała. Mocny zdzierak, skóra jest po nim czerwona. Mega gładka i jedwabiście miękka. Podoba mi się tak mocne jego działanie. Nie cacka się ze skórą, a wykonuje odpowiednio zadanie. Zapach może trochę będzie się Wam wydawał świąteczny. Ale rześkie nuty jabłek nie robią mdłej, słodkiej woni. Wręcz przeciwnie dobrze ze sobą współgrają.
5. Golden Rose, 3D fantastic lash, silikonowa szczoteczka od razu przekonała mnie do siebie. Do tego krótkie włosie wykonało dobrą robotę na rzęsach. Tusz wydłużył, lekko pogrubił, nie powodował sklejenia. Sprawdzał się, na co dzień wyśmienicie.
6. Dermedic, Acne Expert, Tonik głęboko oczyszczający. Tonik używał mąż, bo u mnie powodował mocne najpierw wysuszenie, później ściągniecie skóry, które zamiast dobrze oczyszczać powodowało jeszcze większy wysyp pryszczy. Z czasem tak samo było u męża. Ale stosowany raz na jakiś czas w razie „W” stanowił pomoc. Ale raczej nie wrócimy do niego.
7. Vaseline, Intensiv Care, Essential healing, Delikatnie nawilżający balsam do ciała o delikatnym i nachalnym zapachu. Zdecydowanie do skóry normalnej, nie potrzebującej większego nawilżenia. Inaczej jest za słaby.
8. Senso, maska do włosów. Próbka z Shiny Boxa. Maska całkiem dobrze się sprawdziła. Przyjemnie pachniała. Włosy były miękkie po pierwszym użyciu. Ale takie zadanie to ma chyba większość tego typu kosmetyków.
9. Fitomed, Tonik nawilżający. Bardzo dobry tonik, który nawilżał, odpowiednio dbał o skórę. Gdzieś tam kiedyś o nim pisałam.
10. MyThos, Facia cleasing gel. Dobry żel oczyszczający do twarzy. Idealnie zmywał resztki makijażu. Nie wysuszał skóry. Nie pieni się.
11. Himalaya Herbals, Apricot scrub. Peeling do twarzy. Dobrze oczyszczał, miał drobne drobinki, które potrafiły odpowiednio ścierać martwy naskórek. Skóra była miękka, oczyszczona, gładka. Nie wysuszał skóry mocno, ani nie podrażniał jej swoją siłą ścierania. Bardzo dobry o przyjemnym zapachu.
12. Rexona, Invisible, Aqua. Świetny sztyft, który odpowiednio chronił przed potem. Nie zostawia plam na ubraniach. Musze się za nim rozejrzeć w Rossmannie.
13. Farmona, Lets Celebrate, Kremowy peeling myjący. Dobry peeling o dobrym ścieraniu. Zostawiał miękką, gładką i przyjemnie pachnąca skórę. Polubiłam go.
Strzec się trzeba tylko Dermedic toniku, reszta jest całkiem dobra i nawet bardzo dobra.

A ulubiency to tylko 3 produkty, które mnie zachwyciły w czerwcu. To:
1. Perfecta, Satin matt. fluid kryjacy trwale matujący. Jestem całkowicie zaskoczona jego brakiem zapychania, całkiem dobrym wyglądem na twarzy. Krycie jak wspomniałam kilka postów wstecz jest średnie, ale za to wyrównany koloryt bardzo mocny. Zapach może przez jakiś czas działać na nerwy, ale w końcu się przyzwyczaicie. Mat jest bardzo dobry. Nie mam do czego się przyczepić.

2. No36, Jedwab w spray-u do stóp. To produkt, który ciągle mi towarzyszy przy butach z problemami. To znaczy obtarte palce i zdarta skóra nad piętami to już nie problem. Nie mam odcisków, ani obtarć. Spray zostawia na skórze jedwabisty nalot, który chroni przed tym problemem. Na razie jestem nim zachwycona przy udziale balerin, które non stop mnie wygryzały. Na innych butach jeszcze nie próbowałam. Ale i tak uznaję to za sukces. W dodatku jedwab ślicznie pachnie. Zabije brzydki zapach jak ktoś ma z tym problem i radzi sobie z poceniem stóp.

3. Le Petit Marseillais, Żel 2w1 grejpfrut i pomarancza. Uwielbiam jego rześki, świeży, cytrusowy zapach. Idealny na lato. Reszta jest także w porządku. 

Mieliście z któryś z kosmetyków styczność? Spodobał się Wam, czy może jednak zaszedł Wam za skórę?

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Floslek, Sun Care, Suchy olejek do opalania spf15



Uwielbiam się opalać, chociaż doskonale wiem, że jest to nie zdrowe. Moja skóra jest blada, więc chociaż ręce i nogi muszę, co roku opalić. Z pomocą w opalaniu muszę być także wszelkiego rodzaju kosmetyki ochronne. I w tym przypadku do ciała przydał się suchy olejek spef15.

Suchy olejek dostajemy w formie sprayu, w podłużnej pomarańczowej buteleczce, gdzie pojemność to 150ml. Podoba mi się taka forma spryskania ciała, aniżeli wcierania balsamu. Łatwo i szybko można go zaaplikować. Nie stosować na twarz!
Jego ochrona jak widać jest średnia, bo spf 15, ale to w zupełności wystarcza, aby opalić skórę i nie nabawić się poparzeń.
Konsystencja jak przystało na olejek płynna, tłusta. Choć bardzo szybko się wchłania i znika. Podczas opalania skóra ładnie lśni. Nie lepi się i nie klei. Produkt jest wodoodporny.

Zapach ma bardzo ładny słodki, jadalny, coś w nutę migdałów. Przymnie się unosi na skórze. Bardzo mi się podoba.

Suchy olejek do opalania dobrze nawilża skórę, średnio chroni ją przed promieniami UV i pielęgnuje. Pozwalając się jej opalić bez efektu łuszczącej się skóry. Zapobiega spieczeniu się skóry, która przy nadmiernym wystawieniu na słońce staje się poparzona. Dodatkowo dzięki olejku zyskujemy efekt fotostarzenia się skóry.

Po opalaniu skóry nie jest wysuszona, ani ściągnięta. Delikatnie nawilżenie nie powoduje dyskomfortu. A brak poparzeń sprawia niesamowita ulgę.

Bardzo odpowiada mi forma aplikacji, zapach, jaki zostawia i ochrona podczas opalania.

W tej chwili jest promocja w sklepiku Floslek. Można go dostać za niecałe 19zł!

niedziela, 28 czerwca 2015

Perfecta, Express Slim, Wyszczuplajace krio Serum, Cooling slimming serum



Jako, że wprowadziłam od dłuższego czasu (a nawet jak nie było ćwiczeń) dużo ruchu w swoje i tak szybkie życie, a mam na myśli ćwiczenia w domu - wspomagam się kosmetykami Slim. Zdaję sobie sprawę, że one mało wnoszą, bądź co bądź coś tam minimalnie dają. Za to lubię skórę po ich zastosowaniu.
Tego typu kosmetyków w moim życiu przewinęło się bardzo dużo. Przez różnorodne firmy i formy oraz konsystencje. Bo były serum, kremy, a także olejki. Dziś mamy do czynienia z serum.
Opakowania bardzo ładne, zdecydowanie przyciągające uwagę. Produkt stoi na głowie, więc serum spokojnie sobie spływa w dół. Dla wiele może być problem z niewidoczną ilością kosmetyku, ale nie stoi nic na przeszkodzie, aby pod światło zobaczyć tę ilość.
Konsystencja jest biała, kremowa. Doskonale się rozprowadza, świetnie i błyskawicznie wchłania. Po chwili i nawet wręcz natychmiast odczuwamy efekt zimnego mrożenia ciała. Ten efekt jest 100 razy większy niż przy Eveline. Moje ciało jakby dilirki dostawało. Trzeba natychmiast wyjść z łazienki, bo im w  cieplejszym pomieszczeniu byłam, wtedy efekt zimna-mrożenia się nasilał. Na skórze pojawia się gęsia skórka! Idealnie nadaje się do używania w gorace, upalne dni, kiedy chcemy schłodzić temp. ciała. W innym przypadku można się rozchorować. Nie mogłam sobie poradzić z tym zimnem. Dopiero po 30min. Efekt nas opuszcza. Uff.. Przyznam, że raz się lekko spaliłam opalając się i ten produkt niestety nie przyniósł mi ulgi, gdyż jeszcze bardziej nasilił gorące miejsce. Zazwyczaj ratowałam się z takim samym efektem  Eveline. A ten ma troszkę inne działanie zimna. Także efekt mrożenia jaki nam zapewnia producent jak najbardziej jest prawdziwy!

Zapach jest ładny, nie przeszkadza. Po chwili i tak znika, więc nie uprzykrza życia.

Express Lim to prawdziwy lodotwórca. Efekt mrożenia Was zaskoczy i przed dobre pół godziny nie można usiedzieć. Ale za to efekt skóry bardzo mi się podoba. Jest wygładzona, bardzo delikatnie nawilżona, ujędrniona. I razem z ćwiczeniami warto zainwestować w dobry produkt SLim. Zrzucenie cm zawdzięczam w tej chwili tylko i wyłącznie ćwiczeniom. A temu produktowi za miłą, gładką i elastyczną skórę. W moim przypadku cały rok przewijają się tego typu produktu, i na pewno wnoszą dużo do ćwiczeń. Bo oo diecie nie wspomnę, bo sami jak widzicie jem pełno słodyczy, ale za to więcej się ruszam i nadrabiam owocami.

Jeśli Wam nie przeszkadza taki efekt mrożenia to warto wypróbować. Choć ja już po niego nie sięgnę. Za zimno! Aż jestem ciekawa czy w środku faktycznie wymraża tłuszcz? Ćwiczenia na pewno temu sprzyjają, ale czy zimno? Hmm...Zawsze myślałam, że to gorąco sprawia zrzucenie tłuszczu. No dobra w tej sprawie to się nie znam:D Człowiek całe życie się uczy!

Co wolicie efekt zimna czy ciepła?

sobota, 27 czerwca 2015

The Brithday Edition Shiny Box!



Czerwiec to miesiąc urodzin Shiny Box. Uwierzycie, że to już 3 urodziny! Kurczę, ale ten czas niesamowicie szybko leci. Z tej okazji wszystkiego najlepszego Shiny!
Wszelkie zapowiedzi jak zwykle są bardzo interesujące, każdy ciekawy jest, co będzie w pudełku. Jak urodziny to spodziewamy się wielkiej pompy i wypasionych prezentów. I nawet jednego takie wypasionego produktu się doszukałam na liście.
Wszystko byłyby dobrze do czasu, kiedy zorientowałam się, że brakuje w moim pudełku jednej i to najważniejszej rzeczy, a mianowicie właśnie tego serum do rzęs. Które jest z tej lepszej półki cenowej i wzbogaca wartość czerwcowej edycji. A cała reszta jest lekko skromna. Ale, że jestem ambasadorką i dostałam pudełko cytuję: „za darmo” nie powinnam mieć zdania i nie powinnam marudzić. Tak jak to stwierdziła jedna z osób na IG. Nie marudzę, tylko stwierdzam swoje zdanie na temat wyobrażonego pudełka, które Shiny Box samo nakręciło na FB. Nie mam do nich żadnej pretensji, o nie! Każdy ma inny gust, inne oczekiwania. Nie jest powiedziane, że wszystkim się to samo spodoba. 
Chyba każdy ma prawo do własnego zdania? Czyż nie prawda? Oto właśnie chodzi, aby wyrazić swoją opinię. Wtedy dana firma ma też obraz na ewentualne poprawki, lub wie, przy czym zostać. Ale chyba nie każdy tak myśli... Najlepiej jest wytknąc palcem, że dostało się za darmo.

Zobaczcie, co było i czego nie było w moim pudełku. 
 


Ubolewam na małą ilością peelingu algowego, ma świetny mentolowy zapach oraz tak małych próbek BB. Jakby to było pełnowymiarowe opakowanie. Jezu, to by był wypas!. Cieszy mnie także krem do rąk oraz kolejny żel, który wiadomo, że się przyda. I Pewnie cieszyłoby mnie serum, którego nie mam;/ (kurcze ostatnio mam pecha do Shiny: rozbite lusterko, brak głównego produktu)
I jeśli mam być szczera to nie chcę już w pudełku Glazel!
Aha i jeszcze jedna sprawa to jestem zauroczona grafiką pudełka. Przecudownie i prawdziwie urodzinowo się prezentuje!
A Wam jak się widzi urodzinowe pudełku Shiny Box?
 ----
Niestety ta edycja została wyprzedana, zatem zostało kliknąc po Perfect Beauty-say yes!
Zapowiada się ciekawsza wersja, oby była lepsza. Bo mam sporo punktów z Shiny Stars i chętnie wymieniłabym je:) Tak, też je zbieram i każdy może dostac takie pudełko za free. Nie wiem w czym ludzie mają problem!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...