poniedziałek, 25 maja 2015

Maj 2015: Shiny Box & Venezia



Majowy Shiny Box przyszedł mi jeszcze przed weekendem. Ostatnio nie mogę się coś zebrać, aby wszystko było na blogu na czas. Wiele nie różni się zawartością, gdyż wszystkie produkty są takie same, jedynie tylko dodatkowy prezent dostały subskrybentki i Ci co zamówieli przed 27 kwietnia. Spodobała mi się kolorystyka lakieru i pomadki oraz cieszy mnie fakt, że wszyscy dostali takie same odcienie. Zazwyczaj było oto wojna:) Teraz jest po równo.

Pewnie ciekawi jesteście, jakie jest moje zdanie na temat majowego Shiny Boxa, który przy współpracy z Venezia nie wiem czy postarał się. Ale dla mnie okazało się klęską, gdyż lusterko było pęknięte;/A tak jest ok.
Z posórd tych wszystkich kosmetyków jest 6, które mnie interesują. Są kosmetykami uzupełniającymi, więc jest dobrze. Choć jak zwykle mogłoby być lepiej. Czekam teraz na full wypas urodzinowej czerwcowej wersji Shiny Box. Mam nadzieje, że zaskoczą nas kosmetykami z wyżej półki.

Zobaczcie moją zawartość.
1. Thalion- Krem nawilżający z Oceosomami. Próbka. Cena:160zł/50ml
2. Yasumi, Konjac Sponge. Produkt Pełnowymiarowy. Cena: 19,90zł
 3. Indigo, Lakier do paznokci. Produkt Pełnowymiarowy. Cena:16zł/10ml
 4. Beauty Naturialis, Aronia, Balsam do ciała. Produkt Pełnowymiarowy. Cena: 18zł/200ml
 5. Mariza, Pomadka do ust. Produkt Pełnowymiarowy. Cena:16,60/szt.
 6. Barwa, Maska do twarzy. Produkt Pełnowymiarowy. Cena:3,99zł/2x5ml
7. Venezia, Lusterko. Produkt Pełnowymiarowy. Stłuczone.
8. Prezenty dla zamówień przy subskrypcji. No36, Jedwab w sprayu do stóp
Produkt Pełnowymiarowy. Cena: 8zł/75ml
i Pharmacy Laboratories, Antyperspirant w tabletkach.
Produkt Pełnowymiarowy. Cena: 12zł/opak.

Majowa edycja wciąż jest jeszcze dostępna, można także zamawiać już czerwcową.

niedziela, 24 maja 2015

Jeans i biel



Stylizacja miała pojawić się w tygodniu, niestety czas mi na to nie pozwolił. Ale szybko nadrabiam zaległości i już pokazuję Wam kolejną. Tym razem, na co dzień. Zupełnie na luzie. Klasycznie, gdyż jeans to klasyk. Jest zawsze w modzie i zawsze dobrze wygląda. Uwielbiam tę jego nieśmiertelność.
Stylizacja całkiem prosta, bez udziwnień i często można mnie tak spotkać na ulicy, w czasie wyjścia na zakupy, czy do szkoły. Dla mnie zestawienie bardzo bezpieczne. Myślę, że nie ma co tu więcej opisywać, bo każdemu znany jest jeans i sami często zapewne ubieracie, a do tego wszechobecną i także modną biel. Co ostatnio stała się szałem względem butów.
Trampki okazały się strzałem w 10-tkę. Swoboda i wygoda to najważniejsza sprawa. A tutaj nie ma co im zarzucić. Nic nie uwiera, nic nie piecze. Na długie spacery, a nawet na rower jak znalazł. 
Gdy pokazywałam Wam te trampki na instagramie dużo osób były zainteresowanych. Niestety teraz nie ma ich już aktualnie w sprzedaży. A szkoda, bo kosztowały 19,90zł. Ale nic straconego. To przecież nie jedyne buty z tego sklepu. Polecam Wam poszperać i szybko się decydować na zakup. Bo co przeglądam, mam jakiś wybór później brakuje numeru lub całkowicie ich nie ma.
Aktualnie w sprzedaży są podobne do tych, co ja mam. Nawet w tej samej cenie. Tutaj pokazuję Wam trzy linki.
Są to nowości, więc szybko znikną. Proponuję podjąć szybka decyzję. Tym bardziej, ze jest promocja -20% na obuwie damskie. Akcja trwa do 26 maja. Zrób sobie prezent na Dzień Matki:)
Kurtka- sh
Spodnie- sh
Bluzka- allegro
Zegarek- e-blyskkotki.pl
Bransoletka-  instagram.com/venisima/
Foto: Fotomaniak

środa, 20 maja 2015

Le Petit Marseillais, Delikatne żele pod prysznic Werbena i cytryna oraz Pomarańcza i grejpfrut



Kąpiele z ładnie pachnącymi żelami dodają odświeżenia, odprężenia, a nawet niektóre zapachy energii. Trzeba tylko trafić na odpowiedni. Takie właśnie mi się już trafiły.
Zapewne z instagramu czy z bloga, a nawet FB dowiedziałyście się, że zostałam Ambasadorką LMP. Z miłą chęcią przystąpiłam do programu i całej akcji. Uwielbiam żele, jestem żelomaniaczką, nie mogę się oprzeć nowym. Z tym, że zapasy żeli mam wielkie i ciężko w Rossmannie czy innym sklepie z kosmetykami przejść obojętnie. Ale muszę.
Cóż Wam mogę opisać o akcji LPM otóż po przyjściu paczki. A była bardzo ciężka, pachnąca i mile zaskakująca nic myślałam, że coś mnie jeszcze zdziwi. Byłam w błędzie, bo tak intensywnych cytrusowych zapachów wspaniałych żelach dawno nie miałam.

Od razu do gustu przypadła mi pomarańcza i grejpfrut, które jest soczystym orzeźwieniem, lekko słodkim, a jednocześnie świeżym, rześkim nie wątpliwie dodającym energii i powera na cały dzień. Mega butla tego zapachu zapewnia mnie, że możliwe starczy mi do lata. A nie ma nic lepszego jak szybki prysznic w ciągu dnia w upalne dni. Po wyjściu z basenu czy z skądkolwiek. Uwielbiam to połączenie. Poczucie natychmiastowego oczyszczenia i odświeżenia.

Werbeba i cytryna zaś to typowe kwaśne nuty. Nie wyczuwam tam już takiej słodkości, a więcej cytrusów, szczególnie wybija się cytryna. Ten zapach idealny jest na poranny prysznic, gdy ciężko wstać z łóżka i chcemy mieć więcej siły i energii. Pobudza nasze zmysły do działania. Zdecydowanie da nam większego „kopa” niż kawa. Postawi szybko na nogi, odświeży i orzeźwi.

Oba zapachy są mocne w intensywne w opakowaniu, podczas kąpieli. Po wyjściu z wody już praktycznie ich nie wyczuwam na ciele. Mimo to w czasie kąpieli zapach jest najważniejszą częścią.
Oba żele są o konsystencji pół gęstej, dobrze pieniącej się, o barwie półtransparentnej żółtawej. Cytryna i Werbena przebija bardziej żółtą nutą, a drugi żel widać, że ma namiastkę miąższu grejpfruta.
Same opakowania są bez zarzutu. Zdumiewająca jest pojemność 400ml i 650ml. U mnie ciągle stoją „klapki” otwarte, więc nie mam problemu z otwarciem. Są prostokątne, więc i płaskie. Mieszczą się na każdej łazienkowej półce.
Odnośnie kwestii pielęgnacyjnych. Żele dobrze myją ciało, oczyszczają je z brudu i zanieczyszczeń. Nie mam tutaj nic do zarzucenia.
Nie wysuszają skóry, nie podrażniają jej. Skóra wygląda normalnie, jest miękka, oczyszczona.
Żele nie zrobią Wam krzywdy, a wręcz odwrotnie zapachy przeniosą Was w miejsca, gdzie cytrusy przeważają. Pomagają zachować równowagę, dodać energii, pobudzić do działania. Są idealne na tę porę roku, jak i na lato. Cudowne orzeźwienie przeplatające się z odświeżeniem i świeżością.
Jesli gustujecie w tego typu aromatach nie ma co się dłużej zastanawiać.

Bardzo polubiłam się z żelami Le Petit Marsiellais. Myślę, że wkrótce chętnie sięgnę po inne wersje zapachowe, jak te kremowe.

niedziela, 17 maja 2015

Pastelowe baleriny



Dawno nie było żadnej stylizacji, bo aż dwa miesiące temu pojawiła się ostatnia. Trochę się zaniedbałam, ale to da się wytłumaczyć, gdyż budowa i ogród wraz z warzywniakiem pochłonęły mnie całkowicie. Nawet nie miałam czasu na spokojne zakupy coś z odzieży, tylko buty przez Internet nabyłam. W tygodniu nie ma siły, ani czasu, aby wykonać zdjęcia, a co drugą niedzielę mój prywatny fotograf ma wolną. Każdą wolną chwilę w tygodniu spędzamy na budowie, bo za moment tynkarze wpadają. Mam nadzieję, że czerwiec trochę luźniejszy będzie. Ale dobra nie smęcę Wam już o tych błahostkach. Zapraszam na niedzielną pastelową stylizację. Taka wprost ze spaceru. Na luzie. Dzięwczęco. Choć w ten sposób mogę na chwilę się odmłodzić:D
Większość odzieży znacie, gdyż pojawiała się w innych stylizacjach. Nowością są tylko piękne, pastelowe, koronkowe baleriny. Są bardzo wygodne, eleganckie. Nadają się na wiele okazji. Na co dzień jak i od święta. Choć od większych okazji czy świąt wolę szpilki. Mimo to „cicho biegi” o tej porze roku są bardzo chodliwe i praktyczne.
Kurtka- sh
Spodnie- sklepik miejski
Bluzka- sh
Pasek- nn

poniedziałek, 11 maja 2015

Isana, Fruhlingsseife i Ahoj Morze!



Korzystając z chwili wolnego i jako takiej chęci do naskrobania czegokolwiek chciałabym wspomnieć o ładnie pachnących mydłach w płynie Isany.
Gdy w Rossmann’owej wiosennej paczce znalazłam limitowaną wersję limonki, będąc na zakupach nie mogłam oprzeć się nowej etykiecie mydła Isany Ahoj Morze. I takim spsobem w mojej łazience znalazły się dwa mydła o odpowiednich zapach względem pory roku. Może z latem trochę przesadziłam, gdyż za szybko to Ahoj morze tak właśnie się kojarzy.

Nie są to super ekstra produkty, ale niska cena i ładny sezonowy zapach często kusi mnie do zakupu. Przecież nic nie tracę, a czasem przez przypadek mogę coś zyskać. Czy nie prawda?

Ostatnio coś zmieniły się pompki, bo mimo, że dobrze dozują odpowiednią ilość mydła to jednak przy końcówce jest problem z wydobyciem resztek. Pompka nie jest tak długa i niestety nie sięga do końca opakowania. Przez co ciężko, aby całe mydło uszło. 

Limitowana edycja o zapachu limetki przywołuje wspaniały rześki, świeży zapach wiosny. Idealny wiosenny zapach. Szkoda tylko, że podczas stosowania. Jest za słaby, bardzo delikatny, nienachalny, krótkotrwały. Co powoduje, że zaraz po umyciu go nie czuć. A szkoda, bo lubię limonkowe nuty.
Natomiast wersja Ahoj Morze! Jest troszkę bardziej trwalsza względem zapachu. Jest jak bryza morska świeża, także rześka. Choć o ładniejszej nucie. Jakaś taka nostalgia mnie przy tym zapachu bierze. Nie wiem skąd takie skojarzenia. Ale nawołuje może nie tylko wspomnienia, ale jakąś taką tęsknotę za czymś nie odbytym. Czuję się jak po spędzonych wakacjach w tropikach. A jednoczęsnie mi ich brak. W dodatku zapach za mną „chodzi”. Ciągle go czuję i mam miłe skojarzenia. Przyjemny i bardzo w moim guście. Morska bryza zazwyczaj kojarzona jest z męskimi nutami, a ten zapach całe szczęscie ich nie ma. I za to tak go uwielbiam. Chętnie widziałabym żel o tym zapachu. Ach!
Obie wersje spełniają podstawowe funkcje mydeł w płynie, dobrze oczyszczają skórę dłoni z brudu i wstępnych zanieczyszczeń. Czasem jak to bywa przy tych mydłach z Isany w zależności od zapachu (mocny, średni czy słaby) nie likwiduje go. I tak jest w obu przypadkach.

Mydła mają rzadką konsystencję, ale dobrze się pienią.
Dłonie są oczyszczone, odświeżone i jest uczucie „dobrego umycia”.

Moich dłoni na szczęście mydła nie wysuszają, ani tym bardziej nie nawilżają. Bo mam tego świadomość, że od nawilżania są kremy do rąk.

Wydajność pozostawia wiele do życzenia, ale nie ma co się dziwić. Jeśli używa go 3 osobowa rodzina to znika w mig. Limitowane wersje pojawiają się dosyć często dlatego nie rozpaczam, bo lubię je zmieniać i rzadko kiedy wracam do tego samego zapachu. Chyba, że kupię, a później dostanę to wtedy mam dwa. W każdym bądz razie żadna to wada. Jak coś ładnie pachnie to jest mile u mnie widziane i tak właśnie jest z tymi mydłami.

Znacie mydła Isany?
*dostępne tylko w Rossmann!

czwartek, 7 maja 2015

Farmona, Lets Celebrate, Sunrise Balsam do ciała i Mojito masło do ciała



Balsamowanie to mój codzienny wieczory rytuał. Im ładniej pachnie balsam lub masło tym chętniej po nie sięgam. Choć nie ukrywam, że nawilżenie tez gra dużą rolę, a nawet najważniejszą. Cow  niektórych przypadkach nie idzie w parze.
O nowej serii Farmony Lets Celebrate wspominałam kilka razy, co za skutkowało dużym zainteresowaniem. Wcale się temu nie dziwię, bo sama uwielbiam ładne zapachy, a Farmona tak właśnie mi się kojarzy. Dziś przyglądniemy się dwóm „mazidłom” do ciała.
Sunrise balsam do ciała dostajemy w dużej okrągłej plastikowej butelce z pompką. Bardzo wygoda i higieniczna forma aplikacji pozwala na wygodniejsze użycie.
Opakowanie bardzo przyciągające uwagę, w dodatku etykieta kojarzy mi się z latem.

Konsystencja jest lekka, pół rzadka. Nie za rzadka i nie za gęsta, taka w sam raz na sezon wiosenno-letni. Faktycznie trochę jak lotion. O pięknej konsystencji kojarzącej mi się z zachodem słońca. Jest brzoskwiniowa.
Balsam szybko się wchłania, nie klei się. Zaskoczyły mnie w nim delikatnie ledwo widoczne drobinki błyszczące, które delikatnie się mienią. Nie zauważyłam tego na pierwszy rzut oka, dopiero po kilkunastu dniach. Mimo to, nie powinny stanowić obawy, gdyż są nie natarczywe.

Zapach jest ładny. Słodki, owocowy, z nutą świeżości. Niby zawiera pomarańczę, ale bardziej wyczuwam tam brzoskwinię. Mimo to jest odświeżający, dodający energię. Na szczęście nie za słodki i za mdły. Mimo wrażenia, że jest perfumowany, po kilku godzinach gdzieś znika i śmiało mogę stwierdzić, że nie jest długotrwały.

Delikatny, lekki balsam Sunrise to faktycznie taka „mgiełka balsamowa” idealna na wiosnę-lato. Szczególnie dla skóry normalnej, niepotrzebującej mocnego nawilżenia. Jego lekkość jest odzwierciedleniem lekkości nawilżenia na skórze.
Skóra jest normalna, nie ma tutaj super ekstra wygładzenia czy jędrności, a nawet sprężystości. Jest po prostu w porządku. Zresztą nie oczekiwałam tutaj żadnego mocnego odżywienia skóry, czy moga jej poprawy. Nic się z nią nie dzieje.
Balsam pięknie pachnie, delikatnie podkreśla skórę swoim tajemniczym z znienacka błyskiem.
Spodobał mi się bardziej niż kolega niżej. Poniżej możecie przeczytać co mi się w mojito nie
podoba.
Masło do ciała Mojito ukryte jest w zupełnie innym opakowaniu niż balsam po wyżej. Zabezpieczony dodatkowym sreberkiem z odkręcanym wieczkiem ukrywa białe masło, w którym zatopione są zielone kuleczki, drobinki.
Jest troszkę gęściejsze od balsamu, ale z porównaniem do mega gęstego balsamu jest mniej gęste (coś po środku).
Zapach bardzo ładny. Świeży, orzeźwiający, miętowy z nutą limonki. Trochę kojarzy mi się z kremami do stóp. I dlatego przez ten aromat ciężko używa mi się go na całe ciało. Średnio trwały, choć mam wrażenie, że dłużej go czuję. W oapkwoaniu uwielbiam jego zapach i mogę wdychać godzinami, a ciele mnie denerwuje.

Masło Mojito dobrze nawilża, ale nie jest to intensywne nawilżenie, ani tym bardziej odżywcze. Mimo słowa, że to masło jest lekkie jak balsam i także lekko nawilża. Tak samo jak kolega wyżej. Odpowiednie jest dla osób o normalnej, niewymagającej skórze.
Skóra tak samo wygląda jak przed zastosowaniem masła. Nie ma szału, ani zachwytów.
Podoba mi się zapach, ale nie na, tyle, aby stosować na całe ciało. Jak wspomniałam wyżej, źle mi się kojarzy. Jakbym masłem do stóp smarowała ciało. Dlatego to masło zostało przeznaczone do pielęgnacji stóp. Dobrze się wchłania, nie klei się. Nakładane na stopy, a później na to nałożone skarpetki, dają całkiem dobry rezultat. Skóra jest gładka i nawilżona, a nawet zmiękczona. Co na ciele nie dało się tak odczuć. Dlatego jestem zaskoczona, że lepiej sprawdza się w tej roli.
Ciekawa jestem czy takie samo zdanie miałabym o peelingu czy płynie o tym zapachu? Możliwie, ze lepiej przyjęłabym go. Szczególnie, że tego typu kosmetyki się zmywa, a masło jednak zostaje długo, mimo iż zapach nie jest jakiś tam długotrwały. To w dziwny sposób przeszkadza mi.

Kosmetyki Lets Celebrate dostaniecie w sklepiku Farmony w cenie od 15-20zł
Który zapach jest Wam bliższy?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...