czwartek, 5 marca 2015

Foto Mix 2/2015


Z kilkudniowym opróżnieniem, ale jest foto mix z lutego. Zapraszam na migawki z mojego życia.

1. Początek lutego pięknie się zaczął. Tyle śniegu, słonko. Lepszych ferii nie mogliśmy sobie wymarzyć
2. Co miesięczne zakupy, czyli uzupełnianie kosmetyków pierwszej potrzeby:)
3. W końcu przyczaiłam się na sikorki, siedziałam pod ukryciem długo i jak widać opłacało się.
4. Tego dnia Roksi też ładnie pozowała, nie ma jak zdjęcia Canon’em.
5. Słodkie II śniadanie.
6. Mój mały zbiór lakierów
7. Ach Rafaello!!! Tutaj jest link, gdzie z 3-bita przerobiliśmy ciasto na Rafaello. Super sprawa polecam
8. Testowanie nowych fluidów Pharmaceris
9. Owoce i orzechy zawsze i wszędzie mile widziane.
10. Moja Metamorfoza. Długo wstydziłam się pokazać ;/od lewej 2008-2009-2015
11. Drugie śniadania są najlepsze
12. Takie tam nowości
13. #Coffietime
14. Średnio udane zakupy w sh
15. Fawortki, pączki, czyli Tłusty czwartek
16. Wymarzone czarne szpilki z czerwoną podeszwą i śliczna torebka z kupbuty.com
17. Śniadanie do łóżka:) miło
18. Mój kochany o mnie pamiętał
19. Olejki wszędzie. Ten jest świetny. Evree.
20. Muzyka w zaciszu domowym i pyszna czekolada. To jest to
21. Uwielbiam owoce i orzechy, staram się jeść ich więcej zamiast słodyczy + dodałam trochę wysiłku. Wtedy skakanka, ale szybko przeszłam na brzuszki, przysiady i hula-hop.
22. Lutowy Shiny box
23. #selfie w nowej fryzurze. nie wiele się zmieniło tylko grzywka zrobiona i podcięte końcówki. Zresztą w lepszej jakości mogliście zobaczyć przy ostatniej stylizacji.
24. Wzięłam się ostro za czytanie. Wybór Crossa i kawka w nowym kubku. Ostatnio za dużo mi ich przybyło:)
25. Nowości Petal Fresh. Fajne zapachy
26. Kolejne nowości. Tym razem Stenders - czekoladowa rozkosz
27. Nowa sukienka z besima.pl
28. Testowanie Klub Elfa olejków
29. Pochowałam kozaki, dumnie chodzę w botkach. A teraz, w tej chwili mamy śnieg. Ironia
30-31. Mąż to potrafi mnie zadowolić w każdej dziedzinie życia. Haha:D Pyszne galaretki mniami
32. Już Bazie!?
33. Piękny widok. Będzie jeszcze lepszy gdy się zazieleni.
34. Udana stylizacja wg Was:)
Mam nadzieję, że Was coś zaciekawiło.

Po więcej zapraszam na instagram  

niedziela, 1 marca 2015

Trapezowa czarna sukienka i czarne szpilki z czerwoną podeszwą



Od ostatniej sesji minęło sporo czasu. Zdążyłam już się po prostu odzwyczaić. I tego dnia co robiliśmy zdjęcia byłam jakaś taka dziwna. Jakbym to pierwszy raz robiła. Wstydziłam się aparatu, siebie. Wyszłam z wprawy, czy co:D A nie powinnam, bo zdjęcia przecież wykonywał mąż, włosy wprost od fryzjera (no tydzień temu), makijaż ok i stylizacja w porządku.
W dodatku zdjęcia na moście utrudniały. Było bardzo wysoko, ja w szpilkach. Nogi uginały mi się ze strachu, bo jak wspomniałam na instagarmie deski uginały się pode mną, wbijały się w nie szpilki, a w dodatku były śliskie. Też sobie wybrałam miejsce hehe:D Niepewnie z nogi na nogę ruszałam się. Teraz na zdjęciach widać tę sztywność i strach:)
No dobra nie będę Wam opisywała moich przygotowań do sesji, bo naprawdę wyszłaby z tego ciekawa opowieść. Swoją drogą mój backstage byłby pewnie niezłą dawką śmiechu. Oj mielibyście „polewkę”.

Wracając do sedna postu, czyli stylizacji. Mam Wam do zaprezentowania ciekawą w kroju sukienkę trapezową oraz piękne wymarzone czarne szpilki z czerwoną podeszwą plus gumowa torebka.
Sama sukienka bez dodatków jest niczym. To one ją wypełniają i podkreślają charakter kroju. 
Trochę biżuterii, sexy rajstopy i stylówka jak trzeba.


Sukienka- expomoda.pl
Buty- kupbuty.com
Torebka- kupbuty.com
Rajstopy- Gatta
Naszyjnik- Avon
Bransoletki- Venisima, E-blyskkotki.pl, inne
Mam nadzieję, że się Wam podoba? Co myślicie o takim kroju?

sobota, 28 lutego 2015

Denko: Luty 2015



Czas na denko. Myślałam, że się nie wyrobię z jego tworzeniem, ale całe szczęcie udało się. I mogę, jak co miesiąc o tej samej porze, ostatniego dnia miesiąca zaprezentować Wam swoje puste pudełka. Nigdy nie spodziewałabym się, że będę wrzucała do Internetu zdjęcia pustych opakowań. Przecież to takie żałosne (?). No cóż zawsze jest jakąś obawa i ten pierwszy raz. Ale właśnie takie posty wszyscy lubią. Odziwo pozytywnie się przyjmują. A ja z chęcią pokazuję to co zużyłam.
Poszło mi całkiem przyzwoicie. Dawniej szło tego na prawdę mnóstwo. Teraz liczy się minimalizm, choć do niego dużo mi już nie brakuje. Pewnie myślicie, że to u mnie nie możliwe. Ale nie mam już po 10 sztuk żeli, szamponów czy odżywek. Do dziesiątki dobijam, ale nie po za nią.

1. Alterra, Mydło z drzewem sandałowym. Całkiem ciekawe mydełko. Dobrze oczyszcza dłonie z brudu i zanieczyszczeń. Usuwa także brzydki zapach, co jest ogromnie ważne. Mydło jest ok., ale coś mi w nim brakuje. Sama nie wiem, czego.
2. Nu Nailnu, Zmywacz do paznokci w chusteczkach. Lepsza wersja Jelid. Nu ma większe i lepiej nasączone chusteczki, które nie śmierdzą okropnie. Zdecydowanie lepiej zmywają lakier. Ale w opkowaniu jest ich znacznie mniejsza ilość, bo tylko 10 sztuk. Choć jedna wystarcza na dwie ręce. A przy lakierach nude nawet cztery.
3. Wellness & Beauty,  Dusch und Badecreme, Shea butter & Mandelol. Przepięknie pachnący migdałowy żel, która otula swoich ciepłym, słodkim jadalnym zapachem. Przyjemne uczucie. Bardzo się z nim polubiłam i chętnie do niego wrócę.
4. Isana, Winterdusche mit Vanille Extrakt. Żel a raczej jego opakowanie rzuciło na mnie swój urok, i nie zdążyłam powąchać go. Dla mnie zapach dziwny, trochę męski i mało waniliowy. Nie tego się spodziewałam. Przy jego „denkowaniu” pomagał mi syn.
5. Etree Belle, Maskara Lash X-Press & Hyaluronic. Świetny tusz z moją ulubioną silikonową szczoteczką, która idealnie rozczesywała moje rzęsy. Nie sklejała ich, a zagęszczała i wydłużała. Służyła mi długo dopóty dopóki nie wykończyła się. Chciałam przedłużyć jej życie i nakładałam jeszcze tusz na rzęsy, ale zaczęła się na nich kruszyć, a jej cząstki wpadały mi do oczu i okropnie piekły. Więc jej koniec musiał nastąpić. Szkoda. Cena trochę za wysoka jak na tusz ok.100zł, więc nie mam zamiaru kupować. Ale jakbyście miały okazję testować to warto się skusić.
6. Maybelline, The Rocket. Gruba szczoteczka także z silikonowaną szczoteczką i krótkimi „rzęskami” także była moją ulubioną. Jej żywot dawno się skończył, ale lubiłam ją rozdzielać posklejane przez inne tusze rzęsy. Dawno nie miałam takiego tuszu, więc trzymanie jej nie miało sensu. Maskara także dobrze rozdzielała rzęsy, pogrubiała je i lekko podkręcała. Dawała rzęsom głębokiej czerni. Udany tusz o przyziemskiej cenie:) nie jak ten wyżej.
7. Lirene, Łagodzący płyn do higieny intymnej. Bardzo dobry płyn o żelowej przeźroczystej konsystencji, który łagodzi miejsca intymne. Dobrze oczyszcza i delikatnie, przyjemnie pachnie. Opakowania nie przecinałam, gdyż lubię takie z pompką. Często przydają mi się na inne kosmetyki.
8. Avon, Naturals, Shower Gel, Violet & lychee. Przyjemnie pachnący żel o dobrym pienieni się i nic więcej. Jeśli choć raz miałyście żel z serii Naturals będziecie wiedziały, że warto dla samego zapachu.
9. Joanna, Oleje świata, Olejek do twarzy i ciała. Olejek stosowałam do ciała, więc dlatego tak szybko go wykończyłam. Wlewałam do kąpieli. Dobrze nawilża, zmiękcza skórę. Przyjemnie pachnie. Szału nie ma zwykły dobry olejek.
10. Biały Jeleń, hipoalergiczny płyn micelarny. W tym miesiącu wzięłam się za produkty do demkaijażu, bo stało ich tyle na półce po małej ilości, że zaczęło mnie to drażnić. I dlatego tyle ich w tym denku. Biały Jeleń nie zachwycił mnie, miał problem z dobrym oczyszczeniem. Chwilami nie potrafił rozpuścić kredki, tuszu. Rozmazywał wszystko. Do oczyszczania samej twarzy lepiej się sprawdził. Ale wolę takie produkt, którym oczyszczę całą twarz.
11. Cleanic, Chusteczki do demakijażu. Całkiem dobry produkt na wyjazd. Idealne do torebki w razie poprawy makijażu. Ale do stosowania, na co dzień to nie to.
12. Próbki:
- Lireac, płyn micelarny. Dobry płyn, który całkiem znośnie oczyszcza skórę. Ale nie na, tyle, aby mnie zauroczyć sobą. Zdecydowanie wolę Garniera. Mimo, że to próbka to cieszyłam się, że szybko ją wykończyłam.
- Clarena, Sensual Hand Creme. Z tej próbki byłam ogromnie zadowolona. Małe opakowanie idealne do torebki. Cudowny zapach, świetne działanie nawilżenia. Po nałożeniu brak efektu natłuszczenia czy lepienia, gdyż po rozsmarowaniu przechodził w mat. Nie wysuszało to skóry w żadnym wypadku.

To już wszystko. Marnie, bo marnie, ale zawsze coś. I mogę kolejne wyciągać z zapasów:P

Pojawił się jakiś kosmetyk, który znacie?

piątek, 27 lutego 2015

Ulubieńcy lutego 2015



Zaczytałam się w książkach z serii „Greya” i straciłam poczucie czasu. Tak znikło wszystko w koło. Pierwszą część pochłonęłam w 3 dni. Niestety czytanie z e-booka nie jest zbyt przyjemne, oczy i głowa cholernie bolą, ale lepsze to niż nic. Gdyby nie liczyć normalnego życia pewnie przeczytanie ponad 600stron zajęłoby mi w jeden dzień. Zaczęłam drugą część, ale muszę zejść na ziemię i wykonywać inne obowiązki. Cholerka, ale się nie da, bo propozycja czytania i tego, co się wydarzy jest bardziej kusząca. Aż mi się przypomniały czasy szkolne, gdy pochłaniałam wszystkie lektury, jakie były do przeczytania. Tak wiem, trudno pewnie nie których uwierzyć. Owszem, jest mi wstyd, że mało czytam, ale to głównie przez czas. Też macie wrażenie, że dawniej ciągnęły się dni, wydłużały? A teraz idę spać, wstaję, i tak w koło. Ech.
Dobra nie o tym chciałam dziś wspomnieć. Przedstawiam Wam swoich ulubieńców kosmetycznych tego miesiąca, choć co innego mogłabym do niego zaliczyć :D i wracam do czytania wciągającej opowieści.

1. Lirene, Odżywcze serum SOS. Niewiarygodnie doskonała seria kosmetyków. Serum sprawdza się idealnie. Z balsamu także byłam. A co mam na myśli pod słowem idealnie? A to, że świetnie nawilża, odżywia skórę, wygładza ją. Staje się przyzwoicie miękka i taka przyjemna w dotyku. A przy tym wszystkim cudownie pachnąca. Zapach przywołuje miłe uczucie świeżości i nie za mdłej słodkości. Uwielbiam.

2. Pose, Rejuvenating Face Creme. Nie spodziewałam się, że ten krem mnie zaskoczy. Niby organiczny, a wiele osób stwierdza, że nie do końca. Ale nie przekonasz się jak jest dopóki nie sprawdzisz na sobie. I cieszę się, że go poznałam, gdyż u mnie sprawdza się wyśmienicie. Zapewnia mi dobre nawilżenie. Nie jest ono głębokie, ale jest i nie powoduje ciężkości na mojej kapryśnej twarzy. Tym bardziej, że jest to krem odmładzający i jako takie nawilżenie uważam za plus. Jest lekki, nadaje się pod makijaż, szybko się wchłania. Pachnie tak dziwnie, ale krótkotrwale. Posiada dużo olejów, ekstraktów i kwas hialuronowy. Skóra wygląda po nim dobrze, na razie bez zastrzeżeń. To co w nim spodobało mi się najbardziej to brak zapychania skóry. Tego zawsze obawiam się przed jakimkolwiek kremem czy podkładem. Mam nadzieję, że po zużyciu kremu dostrzegę lepsze efekty mojej skóry. Chciałabym do niego powrócić, choć cena jest śmieszna ok.100zł. Powinnam zrobić z nim osobny post:)

3. Bania Agaffi, Balsam do włosów. Kolejna niespodzianka, któż by się spodziewał rewelacji po cenie ok.5zł. A jednak! Cuda się zdarzają. Świetny balsam do włosów, który powoduje, że moje włosy stają się lepsze w wyglądzie. Są mięciutkie, gładziutkie, ślicznie lśnią i przyjemnie pachną. Saszetka jest mała, ale jak na moją długość i proste włosy nie potrzebuję dużo. Nawet mnie to cieszy, gdyż mogę mieć go na dłużej.

4. Beautyface, Innowacyjne serum do twarzy. Tutaj też niespodzianka. Ach same niespodziewane hity. Już ubolewam, że to mała buteleczka, która właśnie mi się kończy. Ale, chciałam o niej wspomnieć, bo warto. Dla mnie wystarcza mała kropla, aby rozprowadzić to dziwne serum. Ono w konsystencji jest jak śluz. Serio. Dziwnie tak go nakładać na twarz, ale podoba mi się co z nią robi. Nie daje żadnego nawilżenia, tylko jakby ściągał skórę. Wcześniej nakładam krem i nie muszę się bać o wysuszenie. Dopiero później to serum i efekt jest świetny. Bałam się o zapychanie skóry, ale nie potrzebnie. Serum cudów nie robi, bo to nie zabieg kosmetyczny. Ale fajnie ściąga skórę, dzięki czemu mam wrażenie mniej widocznych zmarszczek i lepsze samopoczucie.

5. Pat&Rub, Balsam do rąk. Przyjemny kosmetyk do pielęgnacji dłoni. Swoim cudownie pachnącym cynamonem, pierniczkami nadaje się na jesień i zimę. Jest otulający i rozpalający. Kurdę ile dziś stosuję dwuznacznych słów :P Zapach serio jest rozgrzewający, ale tylko on. Bo sam kosmetyk tego nie robi. W każdym bądź razie dobrze nawilża dłonie, odżywia je, szczególnie z grubszą warstwą balsamu na noc. Taki „przy łóżkowy” niezbędnik na zimowe wieczory.

To byłoby na tyle. Taka moja piątka kosmetycznych ulubieńców. Ciekawa jestem czy coś zwróciło Waszą uwagę?

środa, 25 lutego 2015

Pharmaceris, Fluid matujący spf25+ i Fluid ochronno-korygujący spf50+



Wiecie lub może nie, ale w ofercie Pharmaceris pojawiły się nowe fluidy. Jeden z nich jest nowością, a drugi już od dawna pojawił się na pólkach. Jak dla mnie to dwie nowości, gdyż nie miałam styczności z nimi wcześniej. Z tej firmy znane są mi inne, które odpowiednio przypasowały mi. A tym czasem zapraszam na małe porównanie.
 Fluid Matujący, spf25+
- oba opakowania z pompką typu „air-less”, wygodnie, higienicznie. Zapakowane w kartonik z dużą ilością informacji, w tym ile jest do wyboru odcieni. (ajć nie zrobiłam zdjęcia pompki-pojawi się wkrótce)
- konsystencja mało gęsta, ale nie tak gęsta jak fluid poniżej. Jest zwarta, i lejąca się. Zdecydowanie lżejsza.
- szybko zastyga, więc trzeba wejść w wprawę, aby dobrze go rozprowadzić, gdyż lubi zostawiać żółte plamy (możliwe, że to przez ciemny odcień).
- odcień 01 ivory, i wcale nie taki jasny, niestety ciemny jak dla mnie na te porę roku, zobaczymy w lecie. Ma więcej żółtych tonów.
- brak zapachu
- filtr 25+
- faktycznie matuje, efekt jest szybko wyczuwalny. Nie potrzebuje dużego matu, ale w pewnych miejscach już tak i tutaj spełnia swoje role. Nie wiem jakby wypadł przy bardziej wymagających, tłustych cerach. W moim przypadku dobrze to robi.
- odnośnie zwężania porów to wydaje mi się, że lekko coś się zmieniło. Ale jako takich mocno otwartych porów nie mam. Przynajmniej są mniej widoczne.
- dobrze kryje, niweluje niedoskonałości, krostki, zaczerwienienia
- ujednolica koloryt skóry
- wygładza
- nie podrażnia skóry
- utrzymuje się do 8h
- cena: ok.40zł/30ml
Fluid ochronno-korygujący, spf 50+
- konsystencja bardziej kremowa, gęsta, ciężko ją rozprowadzić. Kwestia przyzwyczajenia. Zazwyczaj miałam fluidy lejące się i zapomniałam jak to jest z tego typu zwarta konsystencją.
- mimo to bardzo dobrze rozprowadza się i wchłania. Kiedy wyschnie, nie świeci się, ani nie lepi.
- szybko stapia się z cerą
- brak zapachu! Świetna robota!
- odcień 01 ivory, faktycznie jasny, ciepły, idealny do bladej cery. Posiada naturalne, neutralne tony.
- wysoki filtr spf 50+. Filtr chyba powoduje, że podkład jest bardziej gęstszy, lepki i cięższy do rozprowadzenia.
- fluid świetnie wyrównuje koloryt skóry, ładnie odbija światło
- doskonale kryje, stopień większy niż średni, naprawdę dużo potrafi zamaskować.
- maskuje zaczerwienienia i mniejsze niedoskonałości
- delikatnie nawilża, ale podkreśla te suche miejsca (skórki), które potrzebują większego nawilżenia. Wcześniej trzeba zadbać o dobre nawilżenie miejsc suchych lub po prostu wypeelingować.
- świetnie wygładza i upiększa skórę
- delikatnie może ma jakieś znaczenie w kwestii łagodzenia podrażnień. Całe szczęście, że nie nasila ich. Od kiedy mam go na twarzy nie pojawiają się często krostki, pryszcze, kurdę - odpukać!
- ogólnie podoba mi się jak prezentuje się na twarzy.
- mimo ciężkiej konsystencji cieszę się, że nie zapchał mi skóry.
- również nie podrażnia jej, ani nie pogarsza stanu skóry
- bardzo trwały, jak poprzednik, nie ściera się szybko, długo utrzymuje na twarzy, ogromny plus
- cena: ok.50zł/30ml
Oba fluidy warte są uwagi, ale firma powinna popracować na jasnym odcieniem matującego, gdyż nie jest on tak jasny jakby się wydawał. Nie mam więcej zastrzeżeń, do niczego nie mogę się przyczepić:)
Cieszy mnie efekt upiększenia, wygładzenia, dobrego krycia i niesamowitej trwałości, oraz najważniejsze brak zapchania skóry. W dodatku mamy tutaj wysokie filtry, które powodują, że przede wszystkim latem będę bezpieczna na twarzy. A nawet i teraz się tak czuję, gdyż słonko nie raz przebija się przez chmury, a ja przez zimę stosowałam kwas. Oczywiście przez odpowiedni odcień korygującego bardziej się z nim zaprzyjaźniłam. Matującego nie skreślam, gdyż przyjdzie odpowiednia pora na noszenie go latem. Teraz miałam to udogodnione, gdyż były ferie i pozwoliło mi to odpowiednio go przetestować. Mimo to podoba mi się jego prezentacja na twarzy, lepsza konsystencja w aplikacji i niższy filtr. No, ale odcień nie pozwolił mi na noszenie go między ludzi. Znaczy raz wyszłam, ale źle się czułam. Po przyjściu do domu widziałam jak odznacza się koło brwi, włosów, a nawet ust. Czyżby bardziej ciemniał? Za to przy korygującym nie ma tego problemu.
Mój wybór znacie.
Jestem ciekawa, który dla Was byłby odpowiedni?

poniedziałek, 23 lutego 2015

Isana, Fresches Fruchtchen



Kilka tygodni temu na Rossmannowych pólkach pojawiły się kolejne limitowane żele pod prysznic Isany. Jako, że uwielbiam je i bardzo często kupuję. Nie mogłam oprzeć się pokusie, aby ich spróbować. Więc bez zastanowienie chciałam kupić dwa nowe zapachy, ale szybko otrzeźwiałam gdyż zawsze żele wącham i tego w tym przypadku nie zrobiłam. Całe szczęście, że się opamiętałam, bo kupiłabym okropny zapach, a wręcz odór którym są wymiociny. O tak seri ma taką woń. Żel o tym dziwnym aromacie znajdziecie w anielskiej etykiecie. Raczej go nie polecam. Za to ten drugi, który znalazł się w koszyku to ten, o którym mówi tytuł.
Nowe limitowane serie wraz z pięknymi etykietami zawsze robią na mnie wrażenie. Są tak ładne i odpowiednie do danych świąt czy okazji, ze każdy chce je mieć. Choć wiadomo nie zawsze jest to czego oczekujemy, choć z drugiej strony, cóż się dziwić jak są tanie jak barszcz.

Konsystencja pół przeźroczysta, żelowa jest jak rozrzedzony kisiel. Mniami. Jak zawsze całkiem dobrze się pieni.
Zapach ładny, słodki, owocowy. Delikatna, subtelna nuta słodkich czereśni. Przyjemny, choć za słaby, dosyć, że praktycznie ledwo wyczuwalny w opakowaniu, a podczas kąpieli lekko się nasila. Ale jednak za mało, bo nie roznosi się po łazience tak jakbym chciała. Później w ogóle go nie czuć. Mi to nie przeszkadza, że później go nie czuć, ale wolałabym, aby intensywniej pachniał podczas kąpieli. Wtedy przyjemność jego stosowania byłaby większa. A tak jest ok., bez szału. Brakuje mi tej świeżości zapachu i mocy. Ech.

Ogólnie żel spełnia swoje podstawowe kryteria. Bardzo dobrze, myje, oczyszcza ciało, nie wysusza skóry, pachnie. Ale jak dla mnie żel musi ładnie i mocno pachnieć.
Jak zwykle skusiła mnie piękna etykieta. Kurczę, ale ja nigdy się nie nauczę przechodzić obojętnie obok tych żeli. Zawsze znajdą na mnie haka i prędzej czy później i tak kupię.
Oby kolejny wiosenny miał intensywniejszy zapach. Bo ten ładny jest, ale bez polotu. Musze sobie wbić w głowę, że ładna etykieta to nie wszystko:)

Jeśli same chcecie się przekonać jak to jest z tym żelem, wiele nie stracicie. Kupiłam go za 2,49zł. Cena niska, wydajność i przyjemność stosowania też. Czekam na lepszy zapach:) Mam nadzieję, że już niedługo pojawi się.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...