sobota, 21 stycznia 2017

Zamówienie z Zaful: Szara torebka, szary sweter i stanik sportowy

Dzisiaj w krótkim wpisie chciałabym Wam przedstawić swoje kolejne zamówienie z Zaful. Jest to moje 3 zamówienie i ciągle te rzeczy mnie zaskakują. Nie powiem wkręciłam się na maksa. Są to porządne rzeczy ja przystało na takie sklepy. Wydawałoby się, że chińskie, ale to takie nasze textil, pepco czy chiński market. Wszyscy tam kupują i nie narzekamy.
Zamówienie przyszło wczoraj dokładnie po dwóch tygodniach. Już zacierałam ręce z tej niecierpliwości. Mimo to nie jest to najgorszy czas.


Opisze Wam pokrótce co i jak, bo pewnie nie które osoby się zastanawiają jak z jakością, rozmiarami itp. A W przyszłym tygodniu wybieram się na zdjęcia, więc zobaczycie ja na mnie.
Tym razem zamówiłam 
Szary sweterek, trochę taki melanżowy z naszytymi serduszkami. Wydaje się, że te serduszka są z tyłu na łokciach, ale przechodzą na przód. I tym sposobem sweter robi się ciekawszy. Zamówiłam rozmiar S (36) jest lekko luźny, ale zakładając pod spód bluzkę lub top całkiem dobrze wygląda. Podoba mi się jego kolor i te urocze serca. To mnie przekonało do niego. Sweterek jest bardzo przyjazny w dotyku. Nie jest włochaty, ale ma w sobie coś z delikatności. Przyjemne uczucie na skórze. W dodatku jest leciutki.
--Sweter--
Zaintrygowały mnie sportowe staniki. Szczerze to raz w dzieciństwie taki miałam. Oczywiście nie mam zamiaru biegać, ale przy domowych ćwiczeniach zapewne stanie się niezbędny. Chociażby do tych brzuszków co ostatnio lekko się odpuściłam i czas to nadrobić. Bo zbyt mi przybyło. Kolor oczywiście szary.
Skusiłam się jeszcze na torebkę, bo po ostatniej wywarło dobre na mnie wrażenie. Brakowało mi takiej szarej, więc znowu grey rządzi:) Do wyboru są jeszcze inne kolory, ale to szary mnie oczarował. Torebka niby prosta, klasyczna ma dodatek w postaci frędzli.
Nie doczytałam dobrze o niej do końca i tak znowu mnie zaskoczyło, oczywiście pozytywnie. Torebka jest zapinana tylko na zatrzask. W środku nie ma przegródek. Jest jakby gumowa. Fajna taka na książki (jak wybieram się do Biblioteki po nowe, to zapakuję wszystko do środka i z głowy), a także na inne okazje. Zapewne nie raz takie się wydarzą.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona i myślę o kolejnym zamówieniu:)
Jak widzicie to zamówienie zostało opanowane przez odcień szarości.
Co myślcie o moim zamówieniu? Zwróciło coś waszą uwagę?

piątek, 20 stycznia 2017

Ecolore, Mineralny rozświetlacz Nightlight no.250

Kosmetyki naturalne wiodą prym na rynku kosmetycznym, ale nic w tym dziwnego jak tak podbijają nasze serca. Tym razem przedstawiam Wam rozświetlacz do twarzy, z którym do tej pory byłam na bakier. Mimo to dalej sięgam po niego zbyt rzadko. Sztukę rozjaśniania muszę jeszcze dokształcić, ale myślę, że jest to odpowiedni rozświetlacz, który spodoba się także i Wam.

Posiadam zimny odcień Nightlight no.250.
Jest to kremowy, lekki rozświetlacz, który nie pyli. Fajnie się rozprowadza. Nadaje skórze zdrowy blask. Nie ma tutaj chamskich drobinek, a bardziej taka rozjaśniająca tafla.
Nie mam dużego doświadczenia w kwestii podkreślania, rozjaśniania danych miejsc na twarzy przy użyciu tego kosmetyku. Ale podoba mi się, że nie wędruje po twarzy. A w tym miejscu, gdzie go nałożę zostaje. 
Efekt wyrazistości lub delikatności kosmetyku możemy stopniować, więc na pewno nikt nie zrobi z siebie choinki. Nakładam go bardzo delikatnie, aby nie przesadzić i tak samo jak przy użyciu różu uczę się przy codziennej rutynie dodawać mniej/więcej lub na konkretne partie twarzy.
Jest dobrze napigmentowany, tuż po pierwszym użyciu widać, że został zastosowany.
Efekt Glamour z nim zapewne zostanie osiągnięty.
Rozświetlacz rozjaśnia skórę, daje efekt wypoczętej twarzy. A wprawna ręka zdecydowanie wymodeluje i podkreśli jej kształt.

Lekka konsystencja nie przysporzy skórze podrażnień, ani nie uczuli. Przy tym zostanie długo wraz z całym makijażem.

Rozświetlacz ten można dostać u naszej blogowej koleżanki sklep.hania.com.pl w cenie 37,99zł/4g

czwartek, 19 stycznia 2017

Kąpiel z Rossmann: Isana i WellnessBeauty

Na Rossmannowych półkach można znaleźć od groma kosmetyków do kąpieli. Zwracając uwagę na marki własne, nie wydając dużo pieniędzy możemy trafić na dobre jakościowo kosmetyki. Nie raz, nie dwa trafiłam na godne zakupu produkty, które służą mi do tej pory. Tańsze nie zawsze znaczy gorsze. Czasem nie ma sensu przepłacać i tak jest tutaj.
Od niepamiętnych czasów Isana gości w mojej łazience, a wraz z Wellness & Beauty ciężko coś pobić i znaleźć w podobnej cenie jak i jakości. Czy to mydło w płynie, żel czy może balsam zawsze jest dobrze.
Isanę wszyscy znają i najpopularniejsze to mydła w płynie i żele pod prysznic. Tym razem przedstawię Wam mniej klasyczne kosmetyki, które zdecydowanie mają przewagę. Ale koło Welness&Beauty nie można przejść obojętnie. To ta marka ma coraz to lepsze kosmetyki.
Isana, Mydło w płynie dekoracyjne. Soap.
Mydła w płynie do tej pory znałam w wersjach limitowanych, sezonowych. A tutaj całkowita odmiana. Białe opakowanie, choć nadal z funkcjonalną pompką robi wrażenie. Co prawda mydło dawno dobiło dna, ale ze względów estetycznych zostawiłam sobie opakowanie i przelewam inne mydła. Świetnie się prezentuje.
Jeśli chodzi o zapach to taka mała tajemnica. Sama nie wiem jak ono pachnie, nie mogę porównać. Ale na pewno subtelnie i delikatnie, zaskakujący zapach, który mi się podoba.
Mydło jak mydło. Zawsze jakieś u mnie gości i zapewne kupuję jeszcze nie raz to opakowanie, gdyż nałogowo zużywamy w dużej ilości mydła. Czystość i higiena ponad wszystko. Delikatnie się pieni, dobre oczyszcza, myje, przyjemnie pachnie. A w dodatku bardzo stylowo wygląda w łazience. Nie mam zarzutów.
Cena: 5,99zł/300ml

Wellness& Beauty, Peeling do ciała sól morska i olej z pestek cytryn
Peelingi tej marki są mi dobrze znane i uwielbiane, a nawet przez moją rodzinę. Peeling zawiera naturalną sól morską, drobnoziarnistą. Jest ogromnie ostry i za to go lubię. Zostawia na skórze delikatny tłustawy film, który podczas mrozów był zbawieniem dla mojej skóry.
Zapach jest cudowny. Świeży, cytrusowy. Olej z pestek cytryn i werbena mają orzeźwiający zapach. Pobudzający do działania.
Wiele razy pisałam o tych peelingach. Miałam różne wersje zapachowe, ale działanie mają ciągle to samo skuteczne. Wiele razy pojawiały się też w moich ulubieńcach. Ten również tam trafi.
Świetnie ściera martwy naskórek. Ściera mocno, a konkretnie, bez podrażnień. Zaraz za tym idzie doskonałe nawilżenie i odżywienie dla skóry, które zostawia właśnie ta tłustawa powłoka. Nie jest uprzykrzająca, więc ma to wielki plus.
Skóra jest gładziutka, mięciutka. Świetnie uelastyczniona. Zdecydowanie nawilżona. Jednym słowem dobrze zadbana.
W dodatku te opakowania są mistrzowskie. Przydają mi się na waciki, patyczki lub do innych peelingów, które sama przygotowuję.
Cena: 13,99zł/300g
Isana, Kremowy żel pod prysznic Oriental Spirit
Jest to kremowy żel o jasno fioletowej barwie, który bardzo delikatnie się pieni, praktycznie
wcale. Zapach to nuty orientalnego kardamonu. Słodkie, owocowe, z nutami drzewnymi. Orient pełną parą.
Żel myje, delikatnie oczyszcza. Zapach to rzecz gustu. I powiem, że spodziewałam się jakiegoś wow, ale takiego nie doświadczyłam. Opakowanie ma piękne i kusi niesamowicie. Przed zakupem warto go powąchać, gdyż nie wszystkim się spodoba. Wydajność słaba.
Cena: 4,99zł/200ml
Na koniec zostawiłam sobie pyszny kąsek, a jest nim Isana, Płyn do kąpieli z wyciągiem z pomarańczy Orange Heaven.
Co za zapach, co za piana, co za wspaniała kąpiel z jego udziałem. Posiada gęstą, puszystą pianę. O zniewalającym zapachu pomarańczy, a raczej pomarańczowym niebie. Normalnie jak delicje pomarańczowe. Ślinotok gwarantowany, aż chciałoby się zjeść. 
Faktycznie to czarujący płyn do kąpiel, który rozluźnia ciało, pobudzi zmysły. Zrelaksuje i doda ochoty i energii. Nie wysusza skóry, ale warto później nałożyć cokolwiek, co spowoduje dobre nawilżenie. Wraz z twardą wodą i suchym powietrzem nie ma co ryzykować. Można dodać olejek do kąpieli, ale wtedy płyn mniej się pieni. Jeśli zależy nam na dobrej pianie nie warto ryzykować. Jego cena jest bajecznie niska, szkoda, że i wydajność również. Mimo to warto spróbować i odlecieć do ciepłych krajów. Zapach przywołuje również święta.
Cena: 7,49zł/500ml

Jak widzicie są to tanie, a dobre kosmetyki, które warte są uwagi. W Rossmannie zawsze można znaleźć coś interesującego. Tym bardziej jak ktoś lubi poznawać dużo kosmetyków z kategorii kąpiel i nie chce wydawać zbyt dużo pieniędzy nie ma na co czekać.

środa, 18 stycznia 2017

Uroda Professional, Oil Repair, Kuracja Upiększająca i odmładzająca

Mania chomikowania ma to do siebie, że po czasie okrywamy cuda w swoich zbiorach. Nie dawno w moje ręce wpadły olejki. Zaskakujące jest to, że nawet nie zwróciłabym na nie uwagi, ale ze względu na minusowe temperatury wszelkie olejki poszły w ruch szczególnie do wody, aby przywrócić skórze odpowiednie nawilżenie. To zasięgłam kolejne, które w kolejce zawsze spadały na dalszy plan. Te zaczęte do twarzy szybko poszły, więc bez skrupułów otworzyłam kolejne i dostałam olśnienia.
Te olejki to także produkty z Inspiredby lub po prostu specjalnych boxów Shiny boxa. Ze względu na swoją długą trwałość i nie otwieranie kosmetyku mogę się nimi cieszyć nadal. A jest czym.
Olejkowe kuracje dostajemy w bardzo malutkich opakowaniach, w których mieści się 10ml olejku. Widać nawet na dłoni jakie to maleństwo. Olejki mają funkcjonalne pipetki.
Ich konsystencja jest lekko żółtawa. Zaskakujące jest to, że są to lekko tłuste olejki, które natychmiastowo wchłaniają się, choć zostawiają delikatna warstwę ochronną, bez mocnego, tłustawego filmu. Odczuwa się jakiś kosmetyk i jego delikatną warstwę, ale nie na tyle, aby poczuć tłustość olejku.

Zapach jest bardzo delikatny, neutralny. Można wyczuć typowy zapach olejków marula i arganu. Szybko ulotny i zanikający tuż po dodaniu następnego kosmetyku.
Oil Repair to kuracje olejkowe, które upiększają i odmładzają naszą skórę. Zawarte w nich olejki arganu, marula przy upiększającym kwas hialuronowy, a przy odmładzającym Witamina E mają zbawienny wpływ na moja skórę.
Ich doskonałe właściwości pielęgnacyjne to natychmiastowe wygładzenie skóry, dostarczenie jej odpowiedniego nawilżenia, bez mocnego natłuszczenia.
 Kuracja upiększająca dedykowana jest do skóry suchej,pozbawionej blasku i potrzebującej regeneracji. Natomiast kuracja odmładzająca do skóry dojrzałej, wrażliwej, nadmiernie odwodnionej oraz wymagające kuracji przeciwzmarszczkowej.
Wydawać się może, że są to dwie oddzielne kuracje, które nie mają ze sobą dużo wspólnego. Wręcz przeciwnie to dwie kuracje, idealnie ze sobą pasują do skóry suchej. Mają jeden cel, aby zaspokoić suchość, szorstkość skory odwodnionej. A jednocześnie zadbać o elastyczność, sprężystość i
wygładzenie, aby nie dopuścić do wysuszenia, które potęguje szybciej widoczne zmarszczki.
Olejki przynoszą ulgę i złagodzenie skórze suchej i odwodnionej. Można, a nawet zaleca się je stosować rano i wieczorem w codziennej rutynie pielęgnacyjnej.
Skóra jest cudownie gładka i miękka. Można odczuć sprężystość, wygładzenie oraz dogłębne nawilżenie i całkowitą regenerację.

Jeśli chodzi o upiększenia faktycznie można odczuć na skórze ten efekt, jest tak gładziutko i nieskazitelnie. Natomiast co do odmładzania nie mogę zbytnio się wypowiedzieć, gdyż nie widzę tego efektu. No chyba, że mówimy tu o ładnym, zdrowym, młodym wyglądzie. To tak olejek to zapewnia. 
Jestem całkowicie zdumiona ich zbawiennym i skutecznym działaniem, które moja skóra doceniła. Tym bardziej, że bez efektu zapchania jej. Cieszę się, że zasięgłam po nie.

Olejki to koszt ok.22zł w sklep.urodapolska.eu

wtorek, 17 stycznia 2017

AMILIE, Róż mineralny Audrey

W kosmetykach naturalnych, sypkich na wysokim poziomie ważne są dla mnie róże do makijażu. Jednym z nich, o którym w sumie zapomniałam wspomnieć w swoich hitach roku 2016 jest ten oto róż Amilie.
Posiadam go z któregoś boxa Inspiredby, bodajże Joanny Krupy i jestem nim zachwycona.
Długo się zastanawiałam za nim podeszłam do niego. W końcu przełamałam lód. Okazało się, że posiadam coś, co dla mnie stało się hitem i w dodatku jest to produkt, na którego dawniej nawet nie zwróciłabym uwagi. Tak to jest, że każdy z wiekiem, powolne kroki wykonuje, choć mozolne to dopiero z czasem mamy świadomość, że są to dobre decyzje.

Posiadam odcień Audrey. Subtelny odcień różu, z niewidocznym delikatnym brązem Zupełnie w naturalnym odcieniu. Na zdjęciu po niżej widać, jak jest subtelny i delikatny.
Podczas nakładania róż nie pyli. Wysypuję sobie odpowiednią ilość produktu na wieczko. Nareszcie mam wprawę w tym dawkowaniu kosmetyku. Tuż przy pierwszym „przypudrowaniu” wygląda anielsko, jak zawstydzona nastolatka w dwuznacznej chwili:P
Łatwo się go aplikuje, a nałożony na kości policzkowe nie tworzy dziwnych plam czy smug.
Wykończenie makijażu jest matowe, bez zbędnych drobinek czy innych połyskujących świecidełek.
Na twarzy wygląda zupełnie naturalne, co mi znacząco odpowiada.
Daje świeży, zdrowy i dziewczęcy wygląd. Subtelnie podkreśla kości policzkowe lekko je „zaróżowiając”.
Koloryt skóry nabiera blasku i zmysłowego looku. Bardzo mi się to podoba.
Musze przyznać, że jego trwałość to nie cały dzień. Ale tylko wtedy jak nałożę go mocniej lub z bazą to nie mam żadnych utrudnień w ciągu dnia. Wtedy faktycznie utrzymuje się długo. Inaczej trzeba robić po 4-5 godzinach poprawki. W sumie dla mnie to nie problem.
Moje kroki w używaniu różu są powolne i staram się delikatnie/subtelnie stosować kosmetyk. Nie chcę otrzymać niechcianego lub co gorsza karykaturalnego wyglądu.
Lekkie muśnięcie różem mi wystarczy i jak na razie odpowiada. Myślę, że jak nabiorę wprawy będę bardziej zwinniej i mocniej stawiać kroki w lepszym podkreśleniu tego i owego. Bo ciągle jeszcze mam ten problem i dylemat z nałożeniem, nadaniem odpowiedniego kształtu. A subtelne muśnięcie zupełnie nie rzuca się w oczy i nie widać nawet jakby były małych niedociągnięć.
Za 3,8g (na moim opakowaniu), a w sklepie 4g płacimy ok.33zł w amilie.pl
Można również w cenie 2,90zł/0,20g poznać próbkę tego odcienia, jak i innych. Gdyż do wyboru jest 8 odcieni różu.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Lirene, Nawilżająco-odżywczy krem do stóp i Olejkowe serum do rąk, skórek i paznokci.

Pielęgnacja stóp i dłoni nie jest skomplikowana tylko wtedy, gdy systematycznie o nie dbamy. Nawet i mi czasem przy bardzo minusowej temperaturze zdarza się wysuszyć dłonie. Ale to nie moja wina tylko dodatkowo twardej wody i suchego powietrza. Gdy temperatura jest w normie również wszystko również wraca do normy.
Dziś chciałabym Wam przestawić dwa produkty do stóp i dłoni, które przy regularnym używaniu są odpowiednie do każdej skóry.


Nawilżająco-odżywczy krem do stóp.
Posiada kremową, pół gęstą, śnieżnobiałą konsystencję. Zostaje delikatny film dłużej wchłaniający się. Zazwyczaj zakładam tuż po nałożeniu kremu skarpetki, więc nie przeszkadza mi to. Choć nie jest mocno lepki, ani klejący.
Zapach bardzo mi się podoba. Lekko glicerynowy. Już kiedyś miałam coś o podobnym zapachu z Lirene. Tylko nie mogę sobie przypomnieć co to jest.
Stop suchości krem to faktycznie kosmetyk, który zapobiega wysuszeniu stóp. Przede wszystkim doskonale nawilża, odżywia skórę pięt. Zdecydowanie szybko ją zmiękcza. Staje się bardziej elastyczna i odporna na wysuszenie i okropne pękanie. Ten krem nie doprowadzi do tego. Będzie chronił skórę pięt. Dostarczał jej to co najlepsze i w razie czego łagodził podrażnienia.
Uwielbiam jego kremową konsystencję, która dobrze wchłania się w moją skórę, zostawiając ochronny film zabezpieczający.
Nie mam ku nie mu żadnych przeciwwskazań, które mogłyby być na nie.
Krem zwiera 10% mocznika (Urea), który skutecznie zmiękcza, wygładza. A wosk z oliwek nawilża i regeneruje skórę stóp. Nic więcej mi tu nie trzeba, tylko wcześniej warto usunąć martwy naskórek peelingiem lub pumeksem i będzie bardzo dobrze.
Efekty widoczne są szybko, a systematyczne stosowanie tylko podbija ochronę stóp i zapewnia długotrwałe nawilżenie. Które skutkuje pełnym komfortem.

Olejkowe serum do rąk, skórek i paznokci.
Konsystencja serum jest bardziej rzadsza niż kremu wyżej, choć również kremowa. Błyskawicznie się wchłania, zostawia mat, z niewidocznym i nie odczuwalnym filmem ochronnym. Uwielbiam takie kremy, które nie kleją się i nie lepią pozwalając na różne czynności. Nawet książki „niewyciapię” po jego zastosowaniu. Nie pojawia się tłusta plama.
Po nałożeniu kremu skóra błyskawicznie jest jedwabiście gładka i miękka. Tak jakby była wypolerowana. Jej cudowne uczucie, które wywołuje u mnie notoryczne głaskanie się.
Zapach fenomenalny. Czuć w nim nuty arganowe. Bardzo zmysłowy.

Pielęgnacja dłoni w sezonie jesienno-zimowym to ciężka sprawa. Dłonie wystawione są na czynniki zewnętrzne, które powodują szybszy proces wysuszenie, szorstkości. Mróz, wiatr i zimno to wróg nie tylko dłoni, a całego ciała. Ale to one najbardziej narażone są na utratę wilgoci, tracąc nawilżenie i swoją podstawową barierę ochronną. Wynagrodzić mogą to nam kremy lub serum do pielęgnacji dłoni, ale nie wszystkie nadają się na „wyjście”.

Olejkowe serum to mój hit. Jak wspomniałam wyżej wchłania się błyskawicznie, co powoduje, że skóra w tym samym momencie staje się mega gładka, wręcz wypolerowana, nieskazitelnie wyfroterowana. Zupełnie jak śliska podłoga. Uwielbiam to uczucie.

Matowy efekt bardzo mi odpowiada. A przy tym wszystkim dłonie są nawilżone, odżywione i miękkie.
Efekt wygładzenia otrzymujemy od razu, błyskawicznie, więc jest to ogromny plus tego serum. Wiele osób zapewne spodoba się to.
Eliminuje suche, spękane, szorstkie i spierzchnięte dłonie. Zastępując je długotrwałym efektem nawilżenia i miękkości. Producent wspomina coś o kilku myciach, choć w moim przypadku aplikację i tak ponawiam. Twarda woda, która posiadam w mieszkaniu jest okropna dla mojej skóry, więc notorycznie ją nawilżam czym się da.
Olejkowe serum zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Posiada w sobie 3,5%kompleksu olejków (arganowego i babassu) oraz masła shea. Spodziewałam się tłustej, lepkiej konsystencji, a jest odwrotnie. Z czego jestem ogromnie zadowolona.

Serum ma również zbawienne działanie na suche skórki i raczej mniej na paznokcie. Ten efekt niestety nie będzie widoczny od razu. Przy systematycznym stosowaniu odczujemy wyraźną poprawę w zmiękczeniu skórek. Odnośnie twardych paznokci tę kwestię można włożyć między bajki. Mniej się łamią, ale nadal są takie jak były. Zresztą teraz jest to bardziej efekt hybryd.

Produkty do stóp i dłoni przeznaczone są do codziennego stosowania. Przy systematycznym używaniu odczujemy wyraźną poprawę skóry. Choć na efekty długo nie trzeba czekać, to te bardziej wymagające dłonie zapewne będą potrzebowały dłuższego czasu. A nawet i użycia rękawic i skarpet. W początkowym stosowaniu warto ich użyć w celu przyśpieszenia efektów i zmiękczenia skóry.

Dla mnie duet jest godny polecenia. Podoba mi się skuteczne działanie. To jest to czego moja skóra potrzebuje.

Kosmetyki są ogólnie dostępne. Raczej nie ma problemu z ich zakupem.
Jestem ciekawa czy znacie ich działanie?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...