niedziela, 2 sierpnia 2015

Shiny Box & TwojaSuknia.pl - Perfect Beauty Say yes!



Lipcowy Shiny Box przyszedł do mnie z lekkim opóźnieniem. Najpierw kurier, później pewne rodzinne wydarzenia nie pozwoliły mi, a nawet nie dawały wolnej ręki na zaprezentowanie go. Ale nic straconego. Co się odwlecze to nie uciecze.
Ten miesiąc jest wyjątkowy, bo postanowiłam wykorzystać swoje zbierane punkty Shiny Stars na właśnie lipcowe pudełko. Jest bardzo pożyteczne, takie przydatne. Znajduje się w nim dużo produktów, które akurat kończą mi się, więc skorzystałam z tej okazji, aby zapełnić luki. Można by rzec, że lipiec do uzupełnienie braków kosmetycznych, które każda z nas poczynia co miesiąc.

 Dobra tyle tego. Teraz zobaczcie, co znalazłam w swoich pudełkach.

 Perfect Beauty- Say Yes! to kosmetyki dedykowane na lato. Znajdziemy tu dużo produktów, które o tym świadczą. 
Jego zawartość jest zdecydowanie lepsza niż urodzinowego, tego poprzedniego pudełka. I bardzo mnie to cieszy. Jak dobrze wiecie lub kojarzycie wymieniam swoje punkty tylko wtedy jak naprawdę jest coś godnego uwagi. I mimo, że wiele osób twierdzi, że nie potrzebny ten deo Dove. Ja właśnie przez niego skusiłam się na drugie pudełko. Choć miałam nadzieję, że trafi mi się Rexona. Ale jak widzicie tylko peeling dostał mi się o innym zapachu. Reszta taka sama. Ale to nic się nie dzieje. Bo ostatni tydzień był na wysokich obrotach, a przez te kilka dni o dziwo Dove dawał radę. Aż byłam zdziwiona, gdyż wcześniejsza wersja była dobra, ale nie aż tak.
Kremy, peelingi, dezodoranty zawsze się przydadzą i dobrze jest poznać coś nowego. Ogromnie ciekawi mnie sztyft i ta pasta cukrowa. 

Przypominam, że pudełka mam z: jedno jako ambasadorka, drugie zbierane Shiny Stars. Ta opcja jest całkowicie darmowa. Nawet przesyłka jest gratis! Więc warto sobie zbierać, a jak coś nas zauroczy to w końcy wymienić --shinybox.pl-- --shinybox.pl--
A Wam jak się widzi lipcowa zawartość?

piątek, 31 lipca 2015

Denko Lipca 2015



Lipiec zleciał bardzo szybko, zresztą jak każdy jeden miesiąc. Połowa wakacji za nami, więc wykorzystajmy je jak najlepiej. Wyciśnijcie do ostatniej kropli każdy dzień, aby później nie było płaczu, że lato się skończyło. Na dziś przygotowałam denka z lipca. Źle nie poszło, mogło być gorzej.


1. Balea, Ultra Power Harrlack. Lakier do włosów o mocnym działaniu. Mocny to on nie był. Ale nie sklejał tak chamsko włosów. Stosowałam go do opanowania grzywki i byłam zadowolona dopóki mi się nie skończył. Nie lepił włosów, ani nie zostawiał na nim żadnego brzydkiego nalotu. W dodatku siła lakieru lepienia w przypadku stosowania na grzywkę była wystarczająca. Ogólnie do loków to trochę za słaby był. Choć wyglądały na naturalne, a nie sklejone. Muszę teraz kupić sobie coś podobnego. W kosmetyczce posiadam jakiś Isany, ale ten to tak mnie drażni. Raz że śmierdzi i dusi, a Balea tego nie robi. A dwa, że psikam, a nic nie daje tylko dziwny nalot zostaje. Tak, więc musze w coś dobrego zainwestować z myślą o grzywce.  Bo Balea dobrze się sprawdzała.
2. Intimea, Emulsja do higieny intymnej. Ta wersja dedykowana jest dla dziewczynek i nastolatek, ale w niczym mi nie przeszkadza jej używanie. Przypadła mi do gustu ten pięknie pachnący wariant. Poprzednie nie były moimi ulubionymi, a ta właśnie się taka stała. Przede wszystkim nie podrażnia, łagodzi i utrzymuje odpowiednie ph skóry. W dodatku pokusiłam się o umycie twarzy tym płynem. Bo pamiętam jak stosowało się tę praktykę przy płynie z Rossmanna. I wcale się nie zawiodłam. Płyn świetnie odświeża, oczyszcza i nie podrażnia. Dla mnie super sprawa. Tym bardziej na wyjazd. Nie trzeba brać trzech kosmetyków (żelu do mycia ciała, płynu do higieny i żelu do mycia twarzy) jak jest jeden produkt. Ile miejsca zyskujemy! Oczywiście zakupiłam kolejny płyn. Ogólnie w domu posiadam dwa. Gdy wybieram się do Biedronki to często go wrzucam jak widzę do koszyka. Bo ciężko ten różowy wariant zakupić.
3. Lilla Mai, Peeling algowy do ciała. Tę próbkę w szklanym słoiczku znalazłam w Shiny Boxie. Bardzo fajny, dosyć mocny peeling o bardzo dobrych właściwościach peelingujących. Skóra jest gładka, jedwabiście miękka. Nie mogę się do niczego przyczepić. Ale okropnie brudzi wannę. Zostawia pełno ziarenek po sobie. Jest jak piasek. Cała wanna w piasku.
4. Isana, Sommerdusche, Orange & Grapefruit. Ślicznie pachnący żel o delikatnym, ale wyczuwalnym świeżym, rześkim zapachu pomarańczy. Ogólnie kojarzący się z letnimi wojażami. Robi co ma robi. Myje, oczyszcza. Ładnie pachnie, dobrze się pieni, nie wysusza skóry.
5. Isana, Nagellack, Zmywacz do paznokci. Niekwestionowany hit. Najlepszy z najlepszych w rozsądnej cenie. Doskonale zmywa, nie przebarwia paznokci. Stały bywalec w mojej kosmetyczce.
6. Yoskine, Kirei Lifting, Eliksir odmładzający. Genialny produkt. Moja skóra odzyskała cudowny wygląd, ujędrnienie, nawilżenie, ogólne odżywienie, którego ogromnie potrzebowała. W dodatku przepięknie pachnie, aplikacja na plus w formie pompki. Niestety nie wystarcza na długo. Szybko znika i kosztuje dosyć dużo. Mimo to raz na jakiś czas warto zainwestować sobie taką odnowę.
7. Lady Speed Stick, Invisible 24/7. Kremowy sztyft o cudownym zapachu. Dalej to samo dno. Zero ochrony, zostawia białe plamy. Zresztą zaraz po użyciu jeśli nie zwrócimy uwagi przy ubieraniu się będą białe ślady na ubraniach. Okropnie brudzi. Nie radzi sobie z ochroną. Można sobie nakładać ile się chce. To on i tak nie ochroni a w dodatku zważy się pod pachami. Nawet stosowany jak to się mówi „koło domu” dobijał mnie, ale szkoda było mi go wyrzucać, więc zużyłam na starych ubraniach i musiałam się ich pozbyć. Bubel!
8. Wibo, Eliksir, Pomadak. Jedna z moich ulubionych pomadek. Kolejna dobiła dna. Uwielbiam je na co dzień. Nadają kremowego efektu z lekkim nawilżeniem. Nie są tępe, suną się po ustach łatwo i przyjemnie. W dodatku zostawiają ładny nie nachalny, delikatny kolor. Co podoba mi się na co dzień. Aby usta nie były gołe i nijakie. Niestety serię wycofano i są nowe, choć nie koniecznie te samo. Nowa seria zdecydowanie różni się od tej.
9. Garnier. Płyn micelarny 3w1. To mój nie podważalny hit. Którego każdemu polecam. Dosyć, że butla starcza na dwa miesiące przy codziennym używaniu, to cena jest atrakcyjna (jeśli skorzystamy z promocji). To w dodatku genialnie zmywa makijaż, oczyszcza skórę. Nie podrażnia jej, ani nie wysusza. To moja chyba z ok. 20 butla. I dalej mam zamiar kupować. Chyba zacznę robić zapasy, bo będzie wielki ból jak zniknie z półek. W domu mam jeszcze dwie w tym jedną zaczętą.
10. Flolsek, Lipodetox, Intensywne serum antycellulit. Serum, wraz ze sportem i odpowiednią dietą na pewno daje działanie. Tyle używam tych produktów, że nie wiem który już co daje. Ale wiem jedno, że jak go używałam czułam lekkie nawilżenie. Odpowiednie ujędrnienie, miękkość skóry. Na tyle było to właściwe, że dawało jako taki rezultat. Cellulit wprawdzie znikł, ale czy dzięki temu produktowi to raczej nie jestem tego pewna.
11. Dove, Kostka do mycia. Beauty cream bar i  gentle exfloliating. Uwielbiam mydła Dove. Ich nawilżająca moc i kremowa warstwa podczas mycia są kuszące. A moje dłonie nie odczuwają suchości, ani szorstkości. W dodatku pięknie pachną i potrafią zapewnić skórze czystość, świeżość i ładny nawet długotrwały zapach, który jest charakterystyczny dla mydeł Dove.
I to wszystko. Nie popisałam się dużo, ale zawsze to coś.
W tym denku jest dosyć dużo produktów wartych uwagi. Uważajcie tylko na LSS. Ten sztyft to dramat.

P.S Dla ciekawskich, którzy zwrócili uwagę, że nie ma ulubieńców miesiąca ogłaszam, że pojawią się na koniec lata jako „ulubieńcy lata”. Dużo produktów powtarza się i nie chcę ich powielać. Stąd ta decyzja.

czwartek, 23 lipca 2015

Chabrowa sukienka i beżowe dodatki



Ostatnio bardzo polubiłam chabrowy odcień niebieskiego. Pewni sami to zauważyliście, gdyż kolejna stylizacja podporząd jest właśnie w tym kolorze. Sukienkę w tym odcieniu miałam od dawna na oku, ale coś nie bardzo chciała do mnie trafić. W końcu się udało. Bo sukienkę możecie zakupić w bajecznie tanim sklepie PAKUTEN
Spodobało mi się tam tak wiele ubrań, że nie wiadomo, na co się zdecydować. Zajrzycie koniecznie, bo tak tanich ciuchów chyba nigdzie nie ma w Internecie.
Odnośnie sukienki jest rozkloszowana, układa się w kontrafałdy. Jest w bardzo modnym kolorze jak i fasonie. Z dodatkami doskonała nawet na wesele, a bez nich świetna, na co dzień. Podoba mi się jak na mnie leży i całe szczęście, że mnie nie pogrubia.
Przy wyborze butów nie mogłam się całkowicie zdecydować. Pasowało do niej niemal wszystko. Czerwone szpilki byłyby pięknym kontrastem. Czarne i beżowe klasyczni. Próbowałam nawet baby blue. Kurczę to naprawdę świetny kolor, który można połączyć z wieloma odcieniami butów jak i dodatków. Tym razem zdecydowałam się na beż.
Sukienka- pakuten.pl
Torebka- kupbuty.com
Naszyjnik- Avon
Bransoletki- Venisima, Cristal, nn
I jak myślicie stylizacja idealna na wesele?

wtorek, 21 lipca 2015

Czytam vol.2 - Książki luty/marzec 2015



Lipiec jeszcze się nie skończył, a to oznacza, że udało mi się stworzyć kolejny, choć zaległy wpis z przeczytanymi książkami, które całkiem niedawno wprowadziłam. Dziś skupimy się na dwóch miesiącach, gdyż w lutym było tylko 3 książki, z czego dwie przeczytane elektronicznie e-book. 
Dobre i to, gdyż po filmie Greya ciężko było dostać je w Bibliotece. Po lutym zaczął się totalny hardcore, który trwa do dziś:P Czytam więcej i więcej. Fantastyczne jest to, że systematycznie. Ogromnie się cieszę, że powócił ten instynkt, chęci i mam czas. Choć z tym ostatnim to róznie bywa. To jednak potrafię sobie zagospodarować czas, aby w ciągu dnia, a nawet i wieczoru przeczytać te kilka godzin.
Luty:
1. Sylwia Day – Wybór Crossa
Inni twierdzą, że to lepsza wersja Greya. A gdzież tam. Tylko ciekawe pod jakim względem. Bo w tej książce jest pełno sex. Robią to wszędzie. w samochodzie, biurze, gdzie się tylko da. Z całej książki pamiętam tylko sex. Czyżby aż tak zle ze mną? Haha:D
Gideon na zabój zakochany w Evie oczywiście z wzajemnością. Są małżeństwem. Jak to tradycyjna para kłócą się i cudownie godzą. Nic innego jak tylko kłótnie, problemy i sex. Zero jakotakiej akcji. Trochę nudne, mimo, ze pojawiają się sceny naciąganego sexu po kilka razy dziennie.
2. E.L.JAMES – 50 twarzy Greya.
Poznajemy historię nieśmiałej studentki Anastasii Steele, która w zastępstwie przyjaciółki przeprowadza wywiad z wielkim, jakże młodym przedsiębiorcą Chrystianem Greyem. Spotkanie nie wypada zbytnio dobrze, Ana chce jak najszybciej o nim zapomnieć. A grey tymczasem nawet nie myśli ojej zniknięciu, a raczej o kolejnych spotkaniach.Mimo, że oboje wywarli na sobie tyle sprzecznych emocji, ciągnie ich do siebie. Grey nie może przestać o niej myśleć przecież jest dla niego stworzona. Jest cicha, posłuszna, wykonuje polecenia. Przecież to idealna kandydatka dla niego, jako Pana i władcy. Ale kandydatka na kogo? Tego Ana jeszcze nie wie. Kolejne spotkania dostarczają pełno emocji. Gdy w końcu Ana poznaje o nim, a raczej jego tajemniczą stronę wywołuje w niej strach, panikę, a jednocześnie ciekawość i chęć zobaczenia tego bliżej.
Książka ma wiele stron, a w niej ciągle pojawia się sex i na pewno nie ten „waniliowy” jak sobie wymyślił Grey. Co rusz dochodzą nowe gadżety, a przed tym poznaje jego pokój zabaw zamknięty na klucz. Ana wszystko odkrywa po mału, małymi kroczkami, w obawie, że nie da rady tego wykonać, a jak się okazuje. Wszystko można. Przerażona, a jednocześnie chętna chce więcej. Nie tylko tych zabaw, ale i normalnego życia, do którego Grey nie jest przyzwyczajony. Nie wie co to spokojny sen bez koszmarów, przyjemne chwile z ukochaną osobą. Wszystko poznaje po raz pierwszy tak jak Ana z jego strony.
Wiele osób twierdzi, że książka jest nudna, lekko naciągnięta pod poprzednią ksiązkę autorki. Tego nie wiem, ale jak dla mnie jest ok. Gdyby nie było wielu scen sado-macho, historia byłaby typowo klasycznym romansidłem. Ona z nie zamożnej rodziny, on piękny i bogaty. Poznają się, on ma wiele tajemnic nie może sobie poradzić z przeszłością. Ale idzie ku dobremu. Choć zakończenie mocno mną wzruszyło jak okropnie sprał ją pasem. Łzy mi ciekły, a gdy zobaczyłam jeszcze tę scenę na filmie miałam okropne emocje. Było to przerażające. Jak człowiek może być tak pozbawiony uczuć. Oczywiście książka kończy się rozstaniem.

Książkę czyta się szybko i lekko. Z zdecydowanym zaciekawieniem, co będzie za przysłowiowym rogiem. Oczywiście skłoniło mnie to do przeczytania dwóch pozostałych części. Bo nie mogłam pozbyć się uczucia, że nie wiem co dalej. I niecierpliwie czekam na kolejną cześć filmu.
Historia faktycznie ukazuje 50 twarzy Greya. Jego emocje, później tajemnice. Doskonale się kamufluje, unika zbędnych odpowiedzi. Cały „szary”.

3. E.L.JAMES – Ciemniejsza strona Greya.
Druga część ukazuje nam problemy Greya z przeszłości. W co został wplątany jako dzieciak. Przez co przechodził, mimo, że był pod opieką przybranych rodziców. A przecież miał wszystko. Gdyby nie sezonowe pomoce u sąsiadki nigdy nie stałoby się z nim to co się stało. Wplątał się w dziwny związek z dorosłą kobietą, gdzie teraz tego żałuje, ale nie może oderwać się od przeszłości. Powstaje pełno pytań, co z nim zrobiono, kto mu to zrobił i do czego doprowadziło?

Zakończony związek z Ann doprowadził go do szału, czarnej rozpaczy. Pragnie ją odzyskać, tęskni za nią. Bo w końcu przy niej czuł się dobrze, taki normalny. Ana dała mu więcej niż tego się spodziewał. Gdyż nie przypuszczał, że tak wpłynie na jego życie. Tyle odmieni na lepsze.
Postanawiają dać sobie jeszcze jedną szansę, zacząć wszystko od nowa, bez Uległej i Pana.
Próbuje się zmienić, stara poradzić sobie z przeszłością. Mniej ciągnie go do pokoju zabaw. Choć pojawiają się sceny, że sama Ann go tam zaciąga.
Gdy już wychodzi na prostą pojawiają się jak zwykle problemy. Wyłaniają się byłe uległe, które także chciały więcej jak Ana, ale Grey szybko zakończył taki związek. Mimo to, gdzieś ciągnie się za nim.
Ta cześć jest mniej związana z sexem, chociaż się pojawia. Mimo, to jest na wystarczającym, normalnym poziomie. Bardziej ich problemy przytłaczają tę część niż sam sex. Poznajemy trochę prawdy o przeszłości Greya i w co się wpakował oraz problemy w nowej pracy Ann z szefem.
 
Marzec:
4.  E.L.JAMES – Nowe oblicze Greya.
To ostatnia część trylogii, w której poznajemy nową twarz GReya. Po wielu kłopotach ukazuje się nam sielanka. Grey i Ann są małżeństwem, mają piękny dom. Grey martwił się, że sobie nie poradzi z życiem, opieką nad dziećmi, bo przecież miał tak fatalne życie jako dziecko. Nic bardziej mylnego świetnie w tej roli się spisuje. Oczywiście dalej jest sex, kłótnie i problemy, ale jak na to patrząc to wszystko co najgorsze za nimi.
Jednak nie bawią się już w Pana i Uległą to Ann dalej jest podporządkowana Greyowi, słucha go, a on rozkazuje. To co było u podstaw dalej zostało.
W końcówce książki poznajemy emocje Greya, pisane z jego punktu widzenia. które towarzyszyły mu podczas spotkań z Ann. Bardzo mi się to podobało, gdyż mogłam porównać dwie strony. I przy okazji pośmiać się, bo było z czego.
Ta część była chyba najbardziej przewidywalna. W sumie nic nie wniosła, ale miło się czytało. Takie romansidło z nutą większej ilości sexu.

5. Matthew Quick – Poradnik pozytywnego myślenia
Sama książka o pozytywnym w dosłownym tego słowa znaczeniu bardzo ciekawa, jak patrzeć na świat i nie zwariować. Jak być miłym i nie spuc tego siłą i agresją. Ale sama historia Pata nudna. Dla mnie trochę irytująca.
Pat zostaje wypuszczony z zakładu psychiatrycznego i stara się za wszelką cenę odzyskać żonę. Niestety nikt nie chce mu w tym pomóc. Jak się okazuje to on zrobił coś złego, a nie jego żona. Mimo, że zaatakował tego mężczyznę to żona go zdradziła. Nie może sobie przypomnieć nic z tych wydarzeń, ciągle go dręczą.
Stara sobie wpoić, że gdy będzie dużo ćwiczył, brał wszystkie leki, będzie miły i czytał wszystkie książki, jakie ona przerabia z uczniami.Jego wspaniała, idealna żona Nikki do niego wróci. Traktuje swoje życie jako film i wierzy, że będzie szczęśliwe zakończenie. Ale czy będzie? Na drodze staje Tiffany (przy okazji poznajemy jej historię i także jej psychicznie chorą naturę), która chce mu pomóc.
Taka nie typowa opowieść o przyjaźni, zakrapiana wielką miłością do meczy, nie checią chodzenia do psychologa. 
Obejrzałam także film, który zdobył 8 Oscarów. Ale nie dla mnie to nie hit, ani coś wielkiego. Kojarzy mi się z problemami społecznymi, zdrowotnymi. Jesli lubicie wątki to może Was zainteresuje.

6. Liz Fielding – Wszystkie chwyty dozwolone
Wspaniała historia o trzech siostrach, które prowadzą dom towarowy w Centrum Londynu. Gdy trzej bracia chcą wykupić ich udziały między nimi dzieją się fanatyczne emocje. Oczywiście cała szóstka, ani myśli się zakochać, ale całe to odtrącenie idzie w zupełnie inną stronę. Podobała mi się każda przygoda z ich parami. zycie i osoby im towarzyszące, jak z dnia na dzień wszystko ich zaczyna łączyć. W jeden książce są trzy historie sióstr dopasowane do każdego z braci. Niby takie przewidywalne prypetie, ale prosty wątek miłosny jest jak najbardziej ujmujący. Podobało mi się. Popatrzymałam inaczej na osoby, ktore coś do siebie czują. Jak kilka prostych wydarzen może łączyć.
7. Lucy Gordon – Dogonić szczęście
Kolejna opowieść o trzech braciach, którzy zostali źle potraktowani przez los miłości. Na ich drogach stają kobiety odpowiednie dla nich, choć nie brakuje tu niespodzianek i kłopotów.
Poznajemy trochę zakątków Włoch, gdzie matka mężczyzn wiedzie prym jako głowa rodziny. Pragnie szczęścia dla swoich synów i oczekuje wnuków. Potrafi przewidzieć, która kobieta będzie pasowała do jej synów. Zwykły romans, ale ile w nim uczuć i emocji. Nierozerwalne więzi rodzinne, które trzymają ich przy życiu i skłaniają do refleksji jak to rodzina jest mocnym fundamentem.
8. Danielle Steel – Grzechy matki.
Opowieść o kobiecie sukcesu, która ma międzynarodową firmę, odziedziczoną po matce, które w szybkim tempie potrafiła ją rozgałęzić. Mimo, że główna bohaterka Olivia ma czworo już dorosłych dzieci, nie potrafiła opuścić firmy dla rodziny. Każde dziecko rodziła w „przelocie” i za chwilę byłą już w firmie. Z jednej strony okropna historia, bo dzieci do dziś wypominają jej, że nie było matki przez ich dzieciństwo, a tylko babka i ojciec. Kiedy matka robiła karierę i otwierała co chwila nową filię dzieci rosły i rosły, aż w końcu przyszedł czas, gdy zaczęły pracować z nią. Miały przejąć po niej całą firmę, choć nie wszystkim się to podobało. Poznajmy życie każdego z nich, jak nie mogą się uporać z problemami. Kluczowym zdarzeniem jest coroczny wyjazd rodzinny. Olivia zwołuje całą swoją rodzinę na jeden termin i spędzają razem powiedzmy, że urlop. Tym razem Olivia wynajęła ogromny luksusowy jacht. A na nim dzieje się pełno rzeczy. Są łzy, kłótnie, wszystkie przemilczane sprawy zostają wypowiedziane.
Początek okropione mnie nudził, ale od połowy zostałam usatysfakcjonowana.
 9. Sarah Jio – Jeżynowa zima.
 Uwielbiam tę autorkę i na swoim koncie przeczytanych książek zostało mi raptem dwie do nadrobienia. Jej opowieści czyta się szybko i lekko. A najgorsze, że nie mogę się nasycić i chcę kolejną przeczytać. Taki głód książkowy jej autorstwa.
Jeżynowa zima to historia dwóch opowieści, które schodzą się w jedno.
Atak zimy powoduje zbieg dziwnych okoliczności. Claire po ciężkich problemach ma napisać kolejny artykuł. Nie ma pojęcia, o czym pisać. Redaktor każe skupić się na dziwnej aurze, która nie jest typowa dla tej części miasta o tej porze roku. Jak się okazuje ostatnia taka groźna śnieżyca była kilkanaście lat temu, bo aż 80! wtedy gdy zaginął chłopiec. Ujmująca historia, którą Clare chce rozgryźć.
Między czasie poznajemy historię zaginionego chłopca Daniela i jego matki Very, która ciężko pracowała i tej felernej nocy musiała zostawić syna samego. Gdy wraca oczywiście już go nie ma. Vera trafia na ludzi, którzy niby coś wiedzą o jego zaginięciu. Posuwa się do okropnych czynów. Ale to wszystko, aby odzyskać syna. Niestety historia kończy się tragiczny jej przypadku.
Gdy Claire zaczyna głębiej sięgać informacji o tej okropnej tragedii dochodzi do tropów rodziny męża! W końcu daje sobie spokój. Dzięki temu daje szansę pogodzić się z utrata własnego dziecka i prawie utratą męża....
Polecam przeczytać, bo naprawdę ciekawa historia przeplatana z wątkiem miłosnym, wiele tez kryminału. Pełno zagadek, nie domówień, ale w końcu przychodzi czas na całkowiete rozwiązanie wszystkich tajemnic. Cudowna książka!

10. Sarah Jio – Dom na plaży.
Romans wojenny. Anne młoda, piękna i zdrowa kobieta ma wszystko czego jej potrzeba. Jest zaręczona. Wszystko może nie psuje, ale rozjaśnia jej przed oczami, że nie spróbowała prawdziwego życia. Postanawia wraz z przyjaciółką wyruszyć na wojnę jako pielęgniarka do Bora-Bora. Tam poznaje i zakochuje się w Westrym, z którym potajemnie spotykają się w domku na plaży. Dom może to dużo powiedziane, bardziej jak szałas, który przez tubylców nazywany jest nawiedzonym i każdy boi się tam wejść. Oprócz Anne i Westrego.
Cudowna historia w jakże cudownym miejscu jak Bora-Bora. Niestety większość psuje wojna i niestety jej sama przyjaciółka, do której z góry byłam uprzedzona. Jej dziwne zachowanie, jakie opisuje autorka wiele mi ukazało i jak to wiele wspólnego ma z rzeczywistością. Jak to ludzie potrafią być niby uprzejmi, mili i tyle udawać. Jakież mi to bliskie. Okropna historia. Ale ile miłego i złego Anne doświadczyła w tym urokliwym miejscu. Przez co musiała przejść, aby na nowo po tylu latach stawić czoła swoim obawom i lękom. Popłakała się nie raz. Wzruszająca miłosna historia.

Koniecznie skupcie się na książkach Sarah Jio. Jej świetne historie urzekną i zmiękczą wasze serca. A lekkość i szybkość, z jaką przeczytacie jej opowieści. Skłoni Was na następnych.

niedziela, 19 lipca 2015

Rimmel, Maskara Scandaleyes Xxtreme



W boxie Inspired by Ewy Chodakowskiej można było doszukać się kosmetyków Rimmel. Jednym z nich był lakier do paznokci, o którym jakiś czas temu wspominałam dziś przyszła pora na tusz do rzęs.
Od razu spodobała mi się jego szczoteczka. Jest silikonowa, z krótkim włosiem. Ale jego wygięty kształt i dwustronność szczoteczki sprawia, że ciężej się nią aplikuje tusz. Trzeba trochę jednak poświęcić czasu na dobre nałożenie, ale co z tego jak za tym wcale nie idzie mocne ekstremalne wrażenie.
Maskara nie skleja rzęs, niestety też mocno nie wydłuża, ani nie podkręca. Jak widzicie efekt jest bardzo delikatny, taki na co dzień. Naturalny. Zdecydowanie brakuje mi tutaj mocnego wydłużenia i podkręcenia. Mimo, że jest to obiecane, niestety nie otrzymuję tego na moich rzęsach. Nie ma tego wyrazistego charakteru.

W dodatku cena też mnie nie zachęca ok.39zł. Z czego mogę kupić tusz za 10zł, dostać lepszy efekt i nie męczyć się z tą szczoteczką. A przecież nie jest to mój pierwszy tusz w życiu. Wolę sobie ułatwiać niż utrudniać.

Oko podkreśliłam mocniejszym makijażem i rzęsy stały się jako takie, no powiedzmy, że widoczne. Ale to tylko z bliska, z daleka nie widać, że mam nałożony tusz. Jakby gołe rzęsy. Gdybym pokazała tylko sam tusz na rzęsach pewnie nikt nie zauważyłby różnicy:P
No dobra nie będę się nad nim rozczulać, bo nie przypadł mi do gustu.
Ciężka aplikacja, naturalny efekt, silikonowa szczoteczka z utrudnieniem. To raczej mnie nie kusi. Mimo, że wytrzymuje cały dzień, nie kruszy się, nie robi grudek i jako tako mocno nie skleja - to raczej nie dla mnie tusz.

Mieliście z nim doczynienia? Może Wasze wrażenia były lepsze od moich?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...