środa, 23 kwietnia 2014

Pistacjowa kurtka i szare botki

Ostatnio pokazałam Wam dużo wyjściowych eleganckich stylizacji. Dziś będzie całkiem codzienny look. Jest to mój częsty, szybki outfit na co dzień, a raczej był, gdyż chciałam go pokazać jeszcze przed świętami, ale nie było okazji. 
Strój jest prosty i bardzo wygodny, szczególnie, gdy wybieram się do sklepu, a nawet do szkoły po syna. Zazwyczaj zmieniają się spodnie, obuwie i inne dodatki.
Tę lekką kurtkę, dorwałam w sh (jak zwykle prawda). Kupiłam ją za grosze i całkiem przez przypadek wpadła w moje dłonie. Okazała się praktycznie nowa bez uszkodzeń. Ale tylko taką odzież wybieram.
W sklepie myślałam, że to beż, jednak po przyglądnięciu się z bliska i szczególnie na dworze dostrzegłam, że to pistacjowy. Mimo to bardzo mi się podoba. Szczególnie duże kieszenie, w których ląduje i mieści się smartfon. Tak jak w przypadku tutaj na zdjęciach nie zawsze mam ze sobą torebkę czy listonoszkę i takie kieszenie rewelacyjnie się przydają. 
Oprócz parki nowością w tej stylizacji są jeszcze buty, w których śmigam dosyć spory czas. Są mega wygodne i co lepsze nadają się na rower. Podeszwy są jak w adidasach czy balerinach i nie zsuwają się. Zresztą cały zestaw nadaje się na rower:) Wygodnie i modnie.
Foto- Fotomaniak
Kurtka -sh
Spodnie- goodies
Sweter- nn
Apaszka- nn
Buty- kupbuty.com 

Co myślicie o takim zestawieniu?

wtorek, 22 kwietnia 2014

Joanna, Naturia, Olejek do kąpieli i pod prysznic, kawa i śmietanka

Sezon jesienno- zimowy sprzyja dłuższym kąpielom w wannie, gdzie możemy do woli się wylegiwać. W prawdzie to już mamy go za sobą, ale jeszcze przed świętami było chłodniej i lubiłam sobie poleżeć. Wtedy też wykończyliśmy do końca tę małą buteleczkę. W tej chwili na sezon wiosenno-letni preferuję prysznic. 
Opakowania Joanny są zazwyczaj proste, mocną stroną jest przeźroczystość. Dzięki temu widać ile mamy jeszcze produktu. Łatwo się otwierają, gdyż mają wyprofilowaną wypustkę, z którą nie trzeba się męczyć nawet mokrymi dłońmi.

Konsystencja jest jakby dwu fazowa. Przed użyciem trzeba wstrząsnąć, aby dwa składniki kawy i śmietanki się zmieszały. Odcień kawy jest bardziej wodnisty, a biały śmietanki pulchniejszy, śmietankowy. Ogólnie olejek jest płynny, rzadki, lekko oleisty, tłusty. Dlatego wolę aplikować go tylko do wanny, niżeli bezpośrednio na ciało. 
Ma cudowny słodki zapach kawy ze śmietanką, kojarzy mi się z lodami kawowymi. Z taką roladą kawową tiramisu z Biedronki (może kojarzycie?).  Jeśli lubicie zapach kawy i sama kawę, to będzie to dla Was przyjemny zapach, który lekko pobudza. Nie jest to mocna, czarna kawa.
Zapach długo utrzymuje się w łazience, na skórze trochę mniej, ale jednak jest wyczuwalny. Za to intensywny zapach wyczuwamy na zewnątrz łazienki jak i w niej samej. Boski.

Olejek pod prysznic i do mycia jestem produktem 2w1. Zdecydowanie wolę wersję jak wspomniałam wyżej tylko do wlania do wanny. Ale jak ktoś lubi aplikować olejki bezpośrednio na ciało to i w każdym sezonie się sprawdzi.
Moja i syna skóra lubi się mocno wysuszać podczas takich wypoczynków w wannie. Dlatego musimy o nią szczególnie dbać.

Olejek zostawia delikatną nawilżoną warstwę na skórze. Dzięki temu otrzymujemy miękką, gładką, przyjemną w dotyku skórę.
Nie jest jakoś specjalnie odżywiona, ale nawilżenie czuć. Nie mamy suchej, szorstkiej skóry i to jest ważne. Jednak po kąpieli i tak lubię ją dodatkowo nawilżyć masłem czy balsamem. Bo jak wiecie jestem do tego przyzwyczajona. Ale skóra dziecka w żadnym stopniu tego nie potrzebowała.

Podczas długiej kąpieli bez olejków zazwyczaj woda wysusza nam skórę, a olejek prawidłowo dba o jej nawilżenie. Nie jest to „chamskie” tłuste natłuszczenie, a delikatna muśnięcie, które nie przysparza problemów z uczuleniami czy podrażnieniami skórnymi.

Ubolewam nad faktem słabej wydajności. Wystarczyło ledwo na kilka użyć, a produkt zwyczajnie znikł.
Jestem bardzo zadowolona z olejku, który prawidłowo się sprawdził. Nie wysuszył skóry, zmiękczył ją i dodał świetnego kawowego zapachu. Zdecydowanie byłam wypoczęta i zrelaksowana.

Są także inne wersje zapachowe, ale ta najbardziej przypadła mi do gustu. Myślę, że na jesień znowu powrócimy do olejków dodawanych do kąpieli. W tej chwili prysznic jest lepszy. 
Za 200 ml trzeba zapłacić ok. 6zł. Możecie go dostać np. w superkoszyk.pl

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rossmann'owe rozpieszczanie

Tuż przed świętami zostałam hojnie obdarowana specjałami od Rossmann, wprawdzie to kosmetyczny niezbędnik od Rossmanna na wiosnę.
Znalazłam tam wiele nowości, w tym specjalnie przygotowane z myślą o mnie żele. Widzę, że Pani Monika skrupulatnie śledzi mojego bloga i dobrze wyczytała, że jestem maniaczką żeli. Do tego jak zawsze są świetne gadżety.
Urocze woreczki, odświeżacz powietrza z cudownym zapachem magnolii i jaśminu z dyfuzorem. Plus chusteczki o cudownym jabłkowym zapachu.
Wszystko zapakowane w cudowne wielkie czerwone pudło. Poprzednie zachowałam i przechowuję tam małe torebki, to też znajdzie swoje miejsce. 

Ciekawi Was coś szczególnie mocno?

niedziela, 20 kwietnia 2014

Fit and Shape by Shiny Box - Kwiecień 2014

Korzystając z wolnej chwili dodam przegląd zawartości kwietniowego Shiny Boxa. Pewnie większość już widziała na innych blogach przed świętami. Bo box był już we czwartek. 
Cóż nie będę Wam ściemniać. Nie jestem do końca zadowolona z tej zawartości. Spodziewałam się produktów iście antycellulitowych, wyszczuplających, rzeźbiących figurę, a w efekcie pojawiły się dwa małe (w dodatku miniaturki) produkty w tej kategorii.

Gdyby nie wielki rozgłos na ten temat byłoby całkiem ok. No powiedzmy, że 50/50, ale wraz z prezentami dla subskrybentek. Mimo wszystko nie oświadczycie już tej zawartości, bo wiele kobiet wykupiło go. Zdaje mi się, że idea fit skusiła je. Nic dziwnego. Też czuje lekkie rozczarowanie.
Zobaczcie, co było u mnie. 
1. Clarena, Diamentowy krem do twarzy
2. Mythos, & Flax, żel pod prysznic i gąbka antycellulitowa z lufy
3. Donegal, lakier do paznokci + naklejki
4. Syis, ampułka antycellulitowa 
5. Rexona, Antyperspirant Aloe vera
Dodatkowo otrzymałam krem. Zobaczymy jak się sprawdzi.
Ogólnie to zadowolona jestem z zawartości kremu clarena, (fajnie poznać nowa markę). Podoba mi się także jasny żółty lakier do paznokci idealny na tę porę roku. I nie będę narzekać na Rexonę, bo takie produkty u mnie szybko schodzą i przynajmniej w tym miesiącu nie będę musiała kupować.

Stałe subskrybentki miały trochę lepiej otrzymały zestaw kremów do twarzy i ciała, kosmetyk do makijażu i kremową babeczkę do kąpieli, którą bardzo chciałam.
Kupując Shiny boxa w tym miesiącu chyba zadowolone są stałe subskrybentki. A tak kupować z doskoku byłabym mocno wkurzona. 

A Wam jak widzi się kwietniowa zwartość?

sobota, 19 kwietnia 2014

Wesołych....

Kochani Moi czytelnicy!
Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych
 serdecznie Wam życzę
Spokojnych, ciepłych, radosnych Świąt
Spędzonych w gronie najbliższych przy suto zastawionym stole.
Smacznego jajka i mokrego śmigusa dyngusa.
Wesołego Alleluja!

piątek, 18 kwietnia 2014

Garnier, Płyn Micelarny 3w1

Tak to już jest jak przez blogi przeleci fama wpisów o czymś dobrym, i zaraz każda musi spróbować. Gdyby nie Wasze blogi, za pewne na wiele kosmetyków nie zdecydowałabym się. I tak dzięki pozytywnym opiniom i wielkiemu rozgłosowi skusiłam się na wychwalany micel Garniera.
Przyznam szczerze, że trafiłam już na swój ideał Loreal Ideal Soft i nie spodziewałam się żadnej zmiany w tej kwestii. Ale, jako, że uwielbiam poznawać nowości i trafiła się okazyjna cena w Rossmannie 14,99zł za 400ml, nawet się nie wahałam, aby wybrać Garniera. Mimo, że w tej samej cenie zawsze kupowałam Loreal. Z tym, że pojemność była o połowę mniejsza. To za skutkowało tymże wyborem. I wcale nie narzekam. Był to trafny wybór. W sumie dzięki Wam.

Płyn micelarny Garniera dostajemy w olbrzymiej 400ml przeźroczystej butelce. Aplikacja jest na podobnej zasadzie jak u Loreal lubi się podlewać, ale przykładając wacik do butelki unikniemy ubytku. Ogromnie podoba mi się przeźroczystość opakowania. Wiem ile mi zostało. Przy kosmetykach tego typu to dla mnie bardzo ważne. Praktycznie co dzienny makijaż z przerwą na weekend daję się we znaki w produktach do oczyszczania. 
Płyn jest jak woda, bez tłustych, dwufazowych warstw. Nie klei się, ani nie lepi na skórze. Nawet nie trzeba spłukiwać, gdyż nie ma takiej potrzeby. Nie odczuwam żadnej nie przyjemnej, krępującej warstwy, która by krzyczała o natychmiastowym umyciu twarzy.

Nie posiada zapachu. Jest bezzapachowy. I chwała mu za to. Przynajmniej kompozycja zapachowa nie zaszkodzi naszej skórze. Nie ma dzięki temu podatkowych podrażnień.

Płyn kupiłam pod wpływem pozytywnych opinii na wielu blogach jak wspomniałam wyżej. Skusiła mnie wielka pojemność opakowania i promocyjna cena. I oto takim sposobem znalazłam kolejny hit do demakijażu całej twarzy.

Płyn wg producenta jest produktem 3w1 do cery wrażliwej. Ma usuwać makijaż, oczyszczać i koić. Zdecydowanie zgadzam się z tym, chociaż raz producent nie pisze bajek i trzyma się prawdy. Najważniejsze, że jest bezzapachowy i nadaje się do stosowania na całą twarz, w tym usta i oczy.

Płyn micelarny 3w1 Garnier to rewelacyjny produkt do demakijażu całej twarzy. Dokładnie zmywa makijaż, zanieczyszczenia, oczyszcza skórę przy okazji tonizuje ją, a przy tym nie podrażnia jej. Zero za mgleń, zero pieczenia w okolicach oczu, a także zero podrażnień skóry. Żadnego szczypania. Wszelkie problemy, jakie dotyczyły mojej skóry względem podrażnień przy płynach znikły.
Dodatkowo nie wysusza skóry, a mam wrażenie, że delikatnie nawilża ją. Przy najmniej nie mam problemów z suchymi skórkami.
 
Płyn micelarny jest produktem, który nakładamy na twarz bez potrzeby tarcia. Delikatnie rozpuszcza makijaż i wszelkie zanieczyszczenia. Nie jest to metoda, która do końca się sprawdza, bo przy Avonowej kredce muszę lekko zetrzeć, ale ona tego wymaga, gdyż ciężko ją zmazać. Choć w większej połowie płyn ją „rozpuszcza”. I tak uważam to za wielki sukces.

Płyn nie wywołuje żadnych reakcji względem uczuleń, podskórnych bąbli czy po prostu pryszczy. Wręcz wszystko ładnie łagodzi i goi. A nawet uspokaja.

Do tej pory produkty 3w1, uważałam za słabe, bo jak jest coś do kilku to jest do niczego. Tutaj skupiam się głównie na demakijażu i jest 100% zadowolenia, gdyż pojawia się prawidłowe oczyszczenie.

W płynach micelarnych cenię sobie skuteczność i szybkość zmywania makijażu bez podrażnień. Nie wszystkie płyny pozwalają na taką łatwość usuwania. Ten to ma!

Świetna wydajność. Mega butla 400ml, a 200 zastosowań za tak niską cenę 14,99zł na promocji w Rossmann, bo swoją butlę kupiłam w takiej cenie. Standardowa cena to ok.20zł. Sporo. Trzeba czaić się na promocję:)

Czy kupię ponownie? No, pewnie, że tak! Bez zastanowienia. Do tej pory kupowałam za 14,99zł Loreal Ideal Soft, w tej chwili się to właśnie zmieniło. Nie ma sensu przepłacać, jak mam taki sam produkt w większej pojemności. Mam jeszcze jedną butlę, którą udało mi się wygrać u Coco. Na razie mam spokój na trzy miesiące. Polecam

czwartek, 17 kwietnia 2014

Farmona, Lawendowe Ukojenie, Magic Spa, Peeling cukrowy do ciała

Martwy naskórek usuwamy dzięki peelingom, których na rynku jest całe mnóstwo. Możemy im zawdzięczać gładką i miękką skórę, która łatwiej przyswaja kolejne kosmetyki. Choć zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkie podołają tym zadaniom.
Dziś przygotowałam dla Was wpis o peelingu, który swoim działaniem przyciągnie wiele kobiet, a może i nawet mężczyzn. 
W pierwszej kolejności zaciekawi Was opakowanie. Jest cudowne. Bardzo ciężkie, szklane. Zakręcane aluminiową zakrętką, dodatkowo sreberkiem. W koło niego owinięty sznureczek z uroczym kwiatuszkiem, który dodaje „smaku” całemu wyglądowi. Pięknie się prezentuje i bez dwóch zdań mocno przyciąga uwagę. Do tego łatwo wydobywa się kosmetyk, zużywamy go do samego końca. Problem jest z wydajnością, mimo, że w opakowaniu jest 200g. Jakoś mało. 
Jest to peeling cukrowy z dużą ilością cukru, dużymi kryształkami, które szybko rozpływają się w wodzie podczas masażu. Kolor jest fioletowy jak lawenda.
Konsystencja jest miękka, łatwo się rozprowadza.
Peeling podczas kąpieli robi się biały i zostawia na ciele troszkę tłustą warstwę, której nie cierpię, ale radzę sobie z tym. Oczyszczam skórę po peelingu żelem. Wtedy znika tłusta powłoka. Tłustą warstwę możemy zawdzięczać naturalnemu olejkowi z lawendy. 
Zapach to lawenda, słodki, kwiatowy. Nie przepadam za zapachem lawendy, ale tutaj jest mi zupełnie obojętny. W tym przypadku nie jest bardzo mocny, intensywny. Zresztą zmywa się go, a na ciele delikatnie go czuć. I nie przeszkadza mi już. 
Cukrowy peeling świetnie ściera martwy naskórek zostawiając skórę bardzo gładką, miękką,  przyjemną w dotyku i przez tłustą warstwę złudnie nawilżoną. Mimo mocnego ścierania nie została w żaden sposób podrażniona. Przez tłustą warstwę używam go tylko na partie nóg. Bałabym się, że na dekolcie czy dłoniach mogłyby pojawiać się pryszczyki, które towarzyszą mi przy tego typu warstwach (czyżby parafina?).
Pewnie jesteście ciekawe czy zapach przyniósł mi ukojenie, spokój po całym dniu. Niestety ten zapach nigdy nie kojarzył mi się ze spokojem i odprężeniem. Na pewno wybierając domowe Spa kierowałabym się inną kompozycją zapachową, bardziej spokojniejszą. W tym przypadku jestem trochę taka zamroczona. Lawenda raczej nie jest świeżym, lekkim zapachem. Dlatego nie mogę powiedzieć-napisać, że to odprężający, rześki zapach.

Mimo to ogromnie podoba mi się działanie peelingu. I zaspokoi potrzeby wielu kobiet, które wymagają dobre ścierania. Może nie wszystkim spodoba się tłusta warstwa, ale jest na to sposób.
Dodatkowo skusi Was ładne, szklane opakowanie, przyjemna cukrowa konsystencja i jak lubicie lawendowy zapach. 

Za 200g musimy zapłacić między 20-25zł. 
Lubicie lawendowe zapachy?

środa, 16 kwietnia 2014

Original Source, Golden Pineapple Shower

Do tej pory miałam styczność z jednym żelem OS, była to malinowa wersja, która urzekła mnie swoim zapachem. Polubiłam przez to tę firmę, ale nie zabijam się, aby mieć kolejny nowy zapach. A dlaczego? Gdyż zapachy może nie, które są co prawda niesamowite wg opisów i opinii, ale jednak w tej cenie (8zł) mogę mieć dwa inne tańsze o podobnej woni. Jak widać nie zawsze nas tak pozytywnie zaskoczą. 

Ananasowy żel zapewne zna większość z Was, gdyż ta wersja pojawiła się w marcowej edycji Shiny Boxa.

Konsystencja żelu jest bardzo galaretowata, lekko żelowa. Bardzo rzadka, rozlewa się między palcami i trzeba szybko nakładać na resztę ciała. Trochę beznadziejna jak dla mnie. Wolę bardziej zwarte i robić to po mału. A nie na szybko i mimo to mała ilość potrafi wylądować w wannie. Żel Delikatnie się pieni. 

Zapach słodki, owocowy, ale nie taki soczysty i świeży. Na początku w opakowaniu bardzo fajny, zauroczył mnie. Jednak podczas mycia jest jakiś taki słaby, mało intensywny. Ledwo go wyczuwam i na dodatek nie jest już taki super, jak po wąchaniu z opakowania. Myślałam, że w zetknięciu się z wodą jeszcze bardziej mi się spodoba, niestety tak się nie stało.

Żel jest zwykłym żelem, który dorównuje żelem Isany za 2,99zł. Niestety ten zapach nie zauroczył mnie jak malinowa wersja. Zawiodłam się na zapachu, który nie do końca spełnił moje oczekiwania. Tak bardzo się cieszyłam, że znalazłam go w Shiny Boxie, że nawet nie wyobrażałam sobie innej opinii jak mega pozytywna. Niestety pozory zapachu z opakowania mocno mnie zmyliły. Czasami tak jest, że w opakowaniu pachnie bosko, a na ciele z wodą już nie jest tym co chcielibyśmy czuć. Mało kiedy mi się takie trafiają, ale jednak są.

Pewnie myslicie sobie o co jej chodzi z tym zapachem? A oto mi chodzi, że w opakowaniu zapach jest bardzo intensywny, mega słodki, ananasowy. Po zetknięciu się z wodą traci na mocny zapachu. Jest rozrzedzony, mało wyczuwalny ananas, praktycznie zanikająca woń, która nie kojarzy mi się z ananasem. Widzę, że coraz częstszym chwytem marketingowym jest właśnie intensywność zapachu w opakowaniu, a niżeli podczas kąpieli.

Druga sprawa, to okropna konsystencja. W malinowej wersji byłam przyzwyczajona do kremowego, dosyć zwartego żelu. Tutaj mam całkowite przeciwieństwo. Mega rzadka konsystencja, na dodatek galaretowata i szybko znikająca z dłoni.
Tym sposobem daje nam to bardzo małą wydajność.

A jak jest z jego działaniem. Jak to mówią, żel jak żel, jako tako oczyszcza, choć mogłoby być lepiej. Czuć lekkie odświeżenie, ale nie ma tego orzeźwienia i świeżości, jaką dałby mi zapach.
Nie wiem czy wysusza skórę, bo jak wiecie używam maseł po każdej kąpieli. W sumie to nie ma dla mnie to znaczenia. Żel ma myć i ładnie pachnieć. Ten tutaj nie jest do końca dobrym wyborem.

Myślę, że jeszcze kiedyś spróbuję żeli OS, ale na pewno innej wersji. Nie skreślam ich po jednym nie udanym żelu. Jak to sam producent napisał na opakowaniu, ale się go pokocha, albo znienawidzi. Ten zapach wrzucam do tej drugiej grupy.

wtorek, 15 kwietnia 2014

DIY - Wazon na kwiaty vol.2

Dawno nie było żadnego DIY, zapuściłam całkowicie domowe robótki. Kilka dni przed świętami naszła mnie ochota na zmianę i trochę tego wielkanocnego nastroju. Rzeżucha posadzona od dawna, coś tam przygotowane. Ale nie miałam jasnego wazonu, który rozświetli stół.
Przypomniałam sobie wtedy, że przecież mam jeszcze słoiki po Kawie Nescafe. I zdecydowałam się je wykorzystać po raz kolejny.
Pierwszy raz pokazywałam Wam dawno temu o tu był to 2012rok –szok, że to tak dawno. W dodatku jakoś mniej mi się podoba. A może dlatego, że w ostatnim czasie mam ochotę na pastele.
Od tej pory w sumie nie zrobiłam nowego. Aż do dzisiejszego wpisu. Lakiery, które są mi już nie potrzebne, lub przeterminowały się zostają zawsze tak wykorzystane. Nigdy nie wyrzucam nie zużytych.
Wykonanie jest banalnie proste. Chyba nie muszę pisać po kolei kroków. Choć może ktoś skorzysta. 
1. Wystarczy mieć odpowiedni słoik, który swoim kształtem będzie przypominał wazon. W tym przypadku doskonale sprawdza się słoik po kawie Nescafe. Wiele osób ją pije, więc raczej nie będzie problemu z jej zdobyciem:) Nie chodzi tutaj o zakup, tylko zrobienie czegoś z niczego.  
2. Nie potrzebne lakiery. 
3. Zmywacz do paznokci.
4. Wstążką na kokardkę.

Etykietkę ze słoika odmaczam. Do środka wlewam lakier (kolor, jaki Ci pasuje). Jak jeden  nie starczy mieszajmy w tych samych odcieniach. 
Rozprowadzam go rozcieńczając lekko zmywaczem do paznokci. Pozostawiam do wyschnięcia. 
Dekoruję dodając wstążkę. I wazon gotowy.
W tej chwili mam kwiaty sztuczne, ale mam nadzieję, że się to zmieni. I niebawem pojawią się cięte. 
Prawda, że uroczo wygląda. Co prawda odcień jest bardziej pastelowy niż na zdjęciu.
Już mnie kusi żółty. Chyba zrobię sobie jeszcze jeden:P
A już za kilka chwil pokażę Wam co wymyśliłam z rzeżuchą. 

Co myślicie o dawaniu drugiego życia przedmiotom, 
które nadają się prosto do kosza?

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Facelle, Płyn do higieny intymnej Sensitive

Jakiś czas temu cała blogsfera huczała o słynnym płynie do higieny intymnej. Swój zakup planowałam, aż wykończę wszelkie produkty tego typu. Skrupulatnie zapisane w kalendarzyku, aby nie zapomnieć kupić i spróbować. W końcu i do mnie trafił hit, który dla jednych jest płynem, a dla innych szamponem. O dziwnych sposobach używania kosmetyków nie wypowiadam się, gdyż stosuję zazwyczaj wg ich zastosowania, ale czasem można przymknąć oko. I tylko taka opinia dziś się pojawi. 

Płyn do higieny intymnej dostajmy w zwykłym białym opakowaniu. Produkt wydobywa się prawidłowo, choć może za szybko. Nie jest to przeźroczyste opakowanie, a szkoda. Mimo to będzie można stawiać „na głowie”, przez swoją płaską nakrętkę.

Konsystencja jest przeźroczysta, rzadka, delikatnie pieniąca się. 
Wydawać by się mogło, ze żel nie ma żadnego zapachu. Wyczuwam w nim nutę aptecznej woni. Jest bardzo, ale to bardzo słabo wyczuwalna. Mimo to nie przeszkadza mi żadnym przypadku. Tam nic nie czuję:P

Po wielu pozytywnych opiniach nic innego nie zostało mi jak wypróbowanie tego hitu. Pewnie ciekawe jesteście jak się u mnie sprawdził. Otóż jednym zdaniem mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona.

Płyn jest doskonałym żelem, który świetnie oczyszcza i odświeża miejsca intymne. Odczuwamy uczucie czystości.
Nie powoduje podrażnień, nie wywołuje nieprzyjemnych swędzących reakcji. Łagodzi wszelkie objawy podrażnień, swędzenia czy uczucia suchości. A nawet chroni przed nadejściem kolejnych. Są to moje podstawowe kryterium przy wyborze tego typu kosmetyków.

Dla osób o wrażliwej naturze będzie to doskonałą informacją. Sama zmagam się z podrażnieniami w tych okolicach. Ale, od kiedy porzuciłam biedronkowe żele do higieny intymnej nie martwię się już o te problemy.
A plus dodam, że stosowany tylko do miejsc intymnych wystarcza na długo. Bardzo wydajny.

Dużo osób stosuje go do włosów, twarzy, i reszty ciała. Podobno sprawdza się idealnie na twarzy i włosach. Chyba jednak pokuszę na wypróbowanie, szczególnie do twarzy. Dziwnie to zabrzmi, ale może się sprawdzić. Widziałam kiedyś na portalu wiochy jak się naśmiewają z blogerek kosmetycznych, jak to używają płyn przeznaczony do higieny intymnej na twarz. Patrząc z boku faktycznie idiotycznie to wygląda. Ale jak pomaga to, czemu by nie:) A nuż okaże się świetnym żelem, który nie powoduje wysypu podskórnych bąbli i świetnie oczyści skórę problematyczną.

Do tego, jeśli planujemy wyjazd wystarczy zabrać ze sobą jeden produkt, a nie tysiąc nie potrzebnych buteleczek. Chyba nic więcej nie trzeba dodawać.
Podtrzymuję zdanie blogsfery, że jest to hit:)

Omawiany hit dostępny jest tylko w sieciach drogerii Rossmann. Za ok.7zł, cena promocyjna jest o wiele niższa. Nic nie tracimy, a tak wiele zyskujemy.

Jeśli do tej pory nie miałaś płynu Facelle możesz sprawić, że trafi do Ciebie. Wystarczy zgłosić się do konkursu na moim bloguw którym do wygrania jest właśnie ten płyn wraz z innymi kosmetykami dostępnymi w sieciach drogerii Rossmann. Nie przegap tej okazji.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...