sobota, 25 października 2014

Jelid, Chusteczka zmywająca lakier z paznokci

Raptem kilka tygodni temu otrzymałam do testowania ciekawy produkt do zmywania paznokci. Nie jest to typowa metoda, jaką zazwyczaj wybieramy, czyli zmywacz w formie płynu. A chusteczki nasączone nim. 
Chusteczki dostajemy w małym kartonowym pudełeczku (niestety moje nie do końca przeżyło podróż, dlatego jest tak poniszczone), w którym zapakowane jest aż 50 listków. Są one podwójne. W jednym znajduje się jedna chusteczka. Do całkowitego zmycia lakieru w tradycyjnej wersji, (czyli sam lakier, bez dodatków typu shimmer, topy, świecidełka itd..) potrzebowałam dwóch chusteczek. Niby producent obiecuje, że jedną można zmyć 10 paznokci, choć dla mnie to trochę za mało ta jedna. No chyba, że chodzi o długość paznokci i miał na myśli te krótkie ścięte blisko skóry. 
Chusteczka jest bardzo mocno nawilżona, nasączona specjalnym preparatem(zmywaczem), który skutecznie usuwa kolorowa emalię. Zdecydowanie nie przysparza to kłopotów z suchymi skórkami. Nie wysusza także paznokci.
Niestety jedyną wadą, na którą można przymknąć oko jest zapach. Fatalna woń, która kojarzy mi się z czymś podobnym do woni octu. Okropnie śmierdzi, co powoduje odtrącenie i mocne umycie dłoni. Inaczej się nie da.
Odnośnie zapachu dodam jeszcze, że jest bardzo intensywny i jeśli w domu mamy osoby, które podatne są na tak silne wonie musimy niestety przenieść się do innego pomieszczenia lub zrobić to całkowicie samemu przy otwartym oknie.
Doskonale wiem, że tradycyjny zmywacz nie pachnie ładnie i też nie jest wcale przyjemny. Ale chusteczki troszkę gorzej śmierdzą. Mają jakieś tam podobne wonie kwiatowe, ale na pierwszy plan wysuwa się ten dziwny acetonowy zapach. Mimo, że acetonu niby nie posiada.
Do tej pory w postaci chusteczek miałam takie w pudełeczku. To także świetna forma, choć one lubiły szybko wysychać. Tutaj jest ta wygoda, że pakowane pojedynczo nie są narażone na wyschnięcie. I możemy je długo przechowywać. A nawet mogą być przetrzymywane w łazience.
A tak to produkt jest rewelacyjny. Bardzo pożyteczny.
Bo w każdej chwili może wylądować w torebce, możemy zabrać go ze sobą gdzie tylko chcemy. Przyda się na w każdej podróży. Może leżeć w samochodzie, kieszeni. W każdej chwili, potrzebnym momencie może zostać wykorzystany. Tylko trzeba pamiętać o zapachu, który intensywnie daje o sobie znać. W dodatku trzeba dobrze umyć całe dłonie po jego zastosowaniu.

Produkt jest nowością, który dopiero co wszedł na rynek. Prawdopodobnie cena 2szt to 1zł.
Chusteczki znalazły się w październikowym Shiny Box jako gratis. Ale z tego co widziałam niektórzy dostali całe opakowanie, a inni tylko pojedyncze sztuki. Miałam to szczęście że otrzymałam całe duże opakowanie. I bardzo się cieszę. Tym sposobem mam spory zapas. 

piątek, 24 października 2014

Lirene, Cera sucha, regenerujaco-nawilżajacy i Aqua cristal intensywnie nawilżajacy krem na dzień i na noc

Od bardzo dawna moja teściowa jest fanką kremów Lirene. Jaki by nie spróbowała to jej pasuje. Też chciałabym mieć to szczęście, że nic mi się po każdym kremie nie przydarzy. Niestety kapryśna cera nie może sobie pozwolić na dowolny krem. Dlatego prawie wszystkie, jakie posiadam tej firmy wędrują do niej. Wracając do kremów Lirene ona jest nimi zachwycona. Dlatego dziś jej spostrzeżenia na temat dwóch kremów na dzień i noc Lirene z różnych serii.

Cera sucha, regenerująco-nawilżajacy krem na dzien i na noc 
Krem ma mocno białą, a wręcz śnieżną konsystencję, o treściwej gęstej formie. Dobrze się wchłania, zostawia przyjemną powłokę na skórze. Nie nie jest ona klejąca, ani lepiąca, ale zostawia delikatny film na niej. Teściowa nie nakłada makijażu, wiec nie możemy stwierdzić czy roluje się, czy też nie.
Ma słodki, kwiatowy zapach. Choć jednoczęsnie można odczuc świeżość. 
Krem regenerujaco-nawilżajacy bardzo dobrze nawilża skórę, odżywia ją. Po nocy jest zdecydowanie miękka, gładsza, przyjemna w dotyku. Od razu czuć jego lepsze działanie. Na dzień również się nadaje, zdecydowanie ochrania skórę przed czynnikami zewnętrznymi (wiatr, zimno). Skóra wysuszona od razu poczuje dobroczynne działanie kremu.
Jeśli macie suchą, ściągniętą skórę i nie przeszkadza Wam delikatny film jaki zostawia krem to powinniście spróbować.

Aqua cristal, krem intensywnie nawilżający na dzień i na noc 
Krem o wspaniałej jasno-niebieskiej konsystencji, przypominającym taflę wody. Lekki, delikatny dla skóry, a jednocześnie treściwy. Szybko się wchłania, nie klei, ani nie lepi na skórze.
Ma ładny intensywne słodko, kwiatowy zapach, który z czasem ulatnia się lub po prostu przyzwyczajamy się do niego. Co z czasem powoduje nie zwracanie na niego uwagi.
Aqua cristal nawilża skórę, choć po nocy nie czuć tak gładkiej skóry jak po regenerująco-nawilżającym. Nawilżenie jest dostateczne, ale mogło być lepiej. Skóra jest miękka, choć zwyczajna.
Nie powoduje suchej, szorstkiej skóry mimo iż nawilżenie jest małe to nie obniża całkowicie jego poziomu.

Podsumowując oba kremy są bardzo dobre, choć głębsze intensywniejsze nawilżenie otrzymano od kremu regenerująco-nawilżajacego z serii cera sucha. Choć wiem, że nie wszystkim może przysować otulajaca treściwa warstewka. Mimo to jest lepszy nawet na noc.
Oba kremy są w cenie ok.17-18zł/50ml.

czwartek, 23 października 2014

Hask, szampon argan oil from Morocco, Szampon regenerujący z olejkiem arganowym

Moje włosy bardzo lubię zmiany, szczególnie jeśli chodzi o zmianę szamponu. Przyzwyczajają się do tego, który używam przez jakiś czas. Dlatego mam kilka na zmianę. Po ostatnim niby tylko małej próbce szamponu (z Shiny Boxa) myślałam, że zwariuję. Tak obciążał mi włosy. Wyglądały bardzo źle, oklapnięte, przylizane, i jakby tłuste. Przy moich prostych włosach od razu widać ten niepożądany efekt.
Kolejny okazał się zbawieniem. A jest nim właśnie ten z arganowym olejkiem. 
Szampon dostajemy w okrągłej przyjemnej dla wzroku, przyciągającej uwagę butelce. Niby jest brązowa, to widać ile nam go zostało. Ma dobry otwór, który dba o wydobycie bezpiecznej ilości produktu. 
Szampon ma wspaniałą jakby złotą poświatę, jest gesty, wystarczy mała ilość szamponu (na moje włosy tyle ile widać na zdjęciu), aby umyć, oczyścić włosy. Nawet dobrze się pieni, ale rozrzedzam go z wodą, aby go wspomóc. Nie wypłukuje szybko farby. 
Zapach nie jest jakiś tam fantastyczny. Ot taki sobie, ale mi nie przeszkadza. Arganowy zapach do tej pory bardzo słodko, przyjemnie mi się kojarzył, a ten taki nie jest. Jakiś taki gorzki, coś na styl zmieszanej z czymś cytryny, czuć nuty orientalne. Ale nie zostaje długo na moich włosach, bo one i tak lubią sobie „przywłaszczać” inne zapachy pod drodze, szczególnie wiatru, albo lepiej moich perfum. Dla dobrych właściwości przeboleję go. To kwestia gustu, więc nie sugerujcie się zapachem, bo dla Was może być najpiękniejszy, najlepszy:)

Jeśli chodzi o działanie to jestem zachwycona. (To chyba ostatnio moje ulubione słowo :P) Szampon faktycznie nawilża, regeneruje włosy. Oczywiście podcięłam stare końcówki, nawet pojawiła się grzywka, która i tak jest mało widoczna, ale jest. I od razu lepiej się prezentują. Wiadomo, że samym szamponem nie zrobimy innowacji w naprawie, dlatego warto zadbać o nie wcześniej.
Samo mycie jest przyjemne, nie plącze włosów podczas mycia, ma ciekawą konsystencję. Ale po nim trzeba użyć odżywki, gdyż przy rozczesywaniu lekko je plącze.

Włosy są po nim mięciutkie, gładkie, mniej narażone na zagięcia (mam na myśli dobre wygładzenie jakby się użyło prostownicy, a jej nie używam, bo nie potrzebuję). Cudownie lśniące, wyglądają na bardzo zdrowe, zadbane. Nie przetłuszczają się szybko- wszystko jest w normie. Myję co drugi dzień, a nawet na trzeci i wyglądają dobrze.

Szampon jest do włosów suchych, zniszczonych, a nawet koloryzowanych, więc spełnił moje oczekiwania. Jestem z niego zadowolona, zdecydowanie poprawił kondycję moich włosów, lepiej się prezentują. Zresztą ich stan można zauważyć na dwóch ostatnich sesjach ze stylizacjami. Są w lepszej kondycji, są zdrowsze. No tak mi się wydaje. Ale to oceńcie sami:)

Szampon, odżywki jak i inne serie Hask możecie dostać w Hebe i na stronie biutiq.pl

środa, 22 października 2014

Granatowa spódnica

Mam nadzieję, że to nie ostatnie tak piękne, słoneczne, ciepłe jesienne niedzielne popołudnie. Tak właśnie było kilka dni temu (bo dziś u mnie okropnie pada deszcz i jest zimno). Aż prosiło się, aby wyjść na spacer i przetestować nową rzecz. I tak też zrobiliśmy.
Chyba już domyślacie się, o jaką rzecz chodzi. Tak, tak o piękną granatową spódniczkę z koła z besima.plZakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Nie tylko w niej z tego sklepu. Zobaczcie same besima.pl
Myślę, że i ze wzajemnością, bo mimo szerokich bioder pasuje mi. A ja w niej czuję się nieziemsko atrakcyjnie.
Popatrzcie jak cudownie się układa, aż sama chciała się kręcić. Delikatnie połyskujący materiał sprawia, że jest niezwykle przyciągająca wzrok i zdecydowanie ponadczasowa. Idealna na „balety”:) Ale nie tylko na takie okazje.
Do spódniczki założyłam klasyczne szpileczki nude. W końcu się rozciągnęły i z łatwością mogę je nosić.
Mocnym akcentem jest tutaj czerwień. Torebkę znacie z poprzedniej stylizacji. Uwielbiam ją i nic nie poradzę, że będziecie musiały ją oglądać:) Pokuszę Was, a co!:) Szybko, szybko, bo zostały tylko czerwone! Beżowych już nie ma. 
Nowością w tym zestawie jest jeszcze żakiet. Idealnie mi tu pasował. Krótki, biały. Dodał lekkości, zwiewności, a jednocześnie był doskonałym dopełnieniem. Nie ma to jak biel, która wszystko rozjaśnia, a nie przytłacza.
Zwykłą białą bluzeczkę, która ma wspaniały dekolt w formie naszyjnika dorwałam w sh za grosze. Ogromnie się cieszę, że zdecydowałam się na nią, gdyż pasuje do wielu setów. A taki ciuszek zawsze jest mile widziany w szafie każdej kobiety.
Żakiet- nn (szafa siostry)
Spódnica- besima.pl
Bluzka- nn (sh)
Torebka- kupbuty.com
Buty- kupbuty.com
Bransoletki- venisima.pl Sensi crystal

Wiem, wiem jest banalnie, klasycznie i prosto. Ale cóż ja na to poradzę, że tak właśnie się noszę.
Co myślicie o tym zestawie, o spódniczce?
Myślę o założeniu tego zestawu na pasowanie mojego syna. Czy to dobry pomysł, taki strój? Podpowiedzcie!

wtorek, 21 października 2014

Organique, Spa & Wellness, Shea butter salt peeling

Oto kolejny produkt, który skończył się, a ja nie napisałam o nim żadnego zdania. Tym bardziej, że jest to moja ulubiona firma, choć nie do końca mnie zachwycił. 

Peeling otrzymujemy w brązowym plastikowym słoiczku (pudełeczku). Aplikacja odbywa się po przez włożenie palców do środka i wybranie sobie odpowiedniej ilości wg gustu i potrzeby. Przy tym produkcie jest ona bardzo dobra. Nie dość, że wykorzystujemy go do końca, łatwo wydobywamy to jeszcze nie zatyka nam otworu. 

Konsystencja jest biała, trochę taka maziowata, bo bardzo tłusta z kryształkami soli i dosłownie kilkoma drobinkami czegoś pomarańczowego (co można zaobserwować na zdjęciu). Kryształki rozpuszczają się dosyć szybko. Peeling zostawia po sobie bardzo tłustą, lepką skórę, co do końca mi nie pasuje. A jak mam być szczera to w ogóle mi nie pasuje. Dlatego zawsze po jego umyciu musiałam domywać się żelem. 
Zapach jest fatalny, przypomina mi jakieś spalone, stare oleje. Nie wiem czy tak pachnie guarana. Jeśli tak to jest obrzydliwa. Podejrzewam, że z dodatkiem olejków tak zmienia zapach. Po jego zmyciu nie wyczuwam nie przyjemnego zapachu(po dodatkowym myciu ciała). Ale nie mam miłych wspomnień.

Mimo nie przyjemnej maziowatej konsystencji i oleistego brzydkiego zapachu peeling działa bardzo dobrze. Nie jest to mocny zdzierak mimo kryształków soli jakie zawarte są w nim. Masuje odpowiednio i mogę go zaliczyć do tej środkowej grupy. To tez zależy gdzie go użyjemy, gdzie wyczuwamy mocniejsze tarcie. Wiadomo, że na delikatnej, wrażliwej skórze, będzie można odczuć mocniejszą moc. Ale jak ktoś lubi mocne zdzieraki to nie odczuje mocnego tarcia, a delikatniejsze.
Świetnie zmiękcza, wygładza skórę. Usuwa martwy naskórek. Oczyszcza, sporo natłuszcza i niewątpliwie nawilża. Można sobie z nim pozwolić odpoczynek z balsamowaniem ciała po kąpieli, więc dla leniuchów i nielubiących tego robić to dobra wiadomość.
Skóra na drugi dzień nie woła i nie krzyczy, że potrzeba nawilżenia. Jest odpowiednie.
Nie tak kojarzy mi się chwila relaksu w Spa.  
Uwielbiam Organique, ale ten produkt niestety nie przypadł mi do gustu. Nie lubię po peelignu dodatkowo się myć, jak robię to wcześniej. Zresztą zbyt oleiste to także nie moja bajka. Myślę, że do tego nie powróciłabym. Za to do tego czekoladowego  jak najbardziej. 

Peeling był dostępny w zawartości czerwcowego Shiny Box za ok.40zł/200g

poniedziałek, 20 października 2014

Lirene, Lactima, Łagodzący płyn do higieny intymnej - Rumianek

Rzadko kiedy zmieniam żele do higieny intymnej, boję się podrażnień. Jak sobie upatrzę jeden to bezpiecznie tylko jego się trzymam. Choć czasem w moje ręce wpadają ciekawe nowości i nie powiem lubię je sprawdzić. Tak właśnie było z tym płynem. 


Płyn ma przeźroczystą, żelową konsystencję, nie pieni się. Nie klei, nie lepi, nie zostawia po sobie nieprzyjemnych warstw. Całkowicie jest bezpieczny dla skóry. 
Ma ładny delikatny, subtelny, kwiatowy zapach. Jest prawie niewyczuwalny, choć jednak jest. Nie przeszkadza mi, a wręcz podoba się. Myślę, że nie powinien podrażniać, osoby, które uczulone są w jakimś stopniu na zapach w tego typu kosmetykach.

Płyn jest delikatny dla okolic strefy intymnej. Nie podrażnia, a wręcz łagodzi wszelkie stany zapalne. Dobrze oczyszcza, myję skórę. Zostawia ją odświeżoną. Nie odczuwam przykrych podrażnień.
Składnik rumianku bardzo zachęca. Dlatego lubię, gdy pojawia się w płynach do higieny intymnej.  
Nie wysusza, nie uczula. Jest dobrze.

Dodatkowo plus za opakowanie z pompką (nie zacina się) i dużą wydajność.
Co tu dużo pisać, bardzo dobty produkt do higieny intymnej. 
cena: 300ml/ok.13zł
Znacie?

niedziela, 19 października 2014

Etre Belle, Maskara Lash X-Press & Hyaluronic

Silikonowa szczoteczka to jest to, na co najbardziej zwracam uwagę przy wyborze odpowiedniej dla siebie maskary. Jakie było moje zaskoczenie kiedy w wrześniowej zawartości Shiny Boxa odnalazłam właśnie taką szczoteczkę. 

Fikuśnia, wykręcona szczoteczka Maxi-Curl z małymi krótkimi silikonowymi włoskami idealnie podkręca, wydłuża moje proste, tępe rzęsy. Do tego nadaje im prawdziwej czerni.
Wiele osób skarży się na konsystencję. Twierdzą, że jest za rzadka. Nie wiem może dostałam inną, ale moja była w odpowiednim stanie. Choć na początku wydawało mi się, że jest wysuszona. Jest taka na pół, czyli wcale nie taka „mokra”.

Mała szczoteczka nabiera odpowiednią ilość tuszu. Co powoduje dobre nałożenie go na rzęsy. Sprawia, że jedna, druga, warstwa nakładana na siebie jest praktycznie niewidoczna. Podoba mi się ten efekt, bo nawet przy wyschnięciu tuszu można poprawić i jeszcze bardziej wydłużyć, pogrubić rzęsy. Pozostawiając je bez grudek czy sklejenia.

Genialny efekt, który dostaję dzięki tej szczoteczce zachwyca nie tylko mnie, ale i moje rzęsy. Łatwość, z jaką się nakłada ten tusz przechodzi wszelkie wyobrażenia.

Zobaczcie jak wygląda na moich rzęsach. Zdecydowanie je zagęszcza. Bardzo podoba mi się ten efekt. A Wy co o nim myślicie?  
I jeszcze inne ujęcie.
O trwałości powinnam wspomnieć na samym początku, bo jest prawidłowa. Utrzymuje się cały dzień, bez obsypywania i kruszenia. Nie odbija się na powiece.
Rzęsy są w lepszym stanie niż po innych tuszach. Faktycznie nie są sztywne, a elastyczne.
Łatwo go także zmyć. Po nałożeniu płatka z płynem micelarnym Garniera jakby go „rozrywał” na kawałki. Nie trzeba trzeć. Super sprawa. 
Jedynie boli mnie tylko cena tego produktu (ok.100zł). Mimo, że jest tak doskonały nigdy nie byłabym w stanie wydać tyle pieniędzy na tusz. Tym bardziej, ze często je zmieniam.
Ale zadowolenie, jakie mam z posiadania tego tuszu zachwyca mnie bardzo. Dawno nie miałam tak podkręconych, wydłużonych rzęs.

Jeśli efekt Wam się spodobał to dostępny jest jeszcze wrześniowy Shiny Box . Zdecydowanie lepiej opłaca się go kupić lub wymienić na ShinyStar, gdyż w pudełku jest jeszcze genialny korektor (o nim za niedługo). Warto się przyjrzeć. Po co płacic 100zł, jak możesz mieć za połowę oraz dodatkowo kilka innych produktów.

czwartek, 16 października 2014

Czerwona torebka i beżowe botki

Tak jak obiecałam dziś chciałabym zaprezentować Wam dwie nowości, które znalazły się w jesiennej liście życzeń i wczorajszym poście.
Udało mi się je szybko zrealizować. Zobaczymy jak dalej będzie z jej resztą. Ale na to mam jeszcze dwa miesiące do zimowej odsłony. 
Marzyła mi się czerwona torebka nie za mała nie za duża. Taka, którą można nosić na co dzień. I odkąd zobaczyłam tę ze sklepu kupbuty.com nie mogłam oderwać oczu. Nie muszę wspominać, że jestem oczarowana nią. Wykonana jest ze sztywnego materiału. Wygląda jak typowy tornister, choć w ulepszeniu. Kojarzy mi się z takim stylem nauczycielskim. Szczególnie, gdy ją trzymam w ręku to wydaje mi się, że idę do szkoły. Choć zazwyczaj noszę przez ramię jako typową listonoszkę. To i tak zwraca na siebie uwagę.

Na stronie były dostępne 3 kolory, czerwony, beżowy i czarny. Tego ostatniego już nie ma. Dlatego jeśli chcecie je kupić to spieszcie się, bo Wam umkną. Moja siostra ma już chęć na beżową. 
Botki, a raczej sztyblety w wersji nude-khaki także od dawna chciałam mieć. Ale najpierw czarne, bo do wszystkiego pasują. A później w takim jasnym kolorze i powiem, że te także do wszystkiego pasują. Ubieram do czarnych i jeasnowych spodni. Jeszcze nie próbowałam z sukienką, ale to nadrobię. Sztyblety zapinane są na zamek, mają gumowa wstawkę, a w środku jest panterkowa wkładka oraz mają ładną sprzączkę (ładny pasek na wysokości kostki). Obcas jest bardzo niski, bo tylko 6cm, mega wygodny. Nie chcę Wam zachwalać, ale naprawdę fajnie się je nosi, szybko zakłada. Noga się nie obciera, nie męczy. W ciągu tych kilku dni co je mam pojawiają się praktycznie w każdej stylizacji na co dzień. 
Komin panterkowy to także produkt z tego samego sklepu co dwie rzeczy wyżej. To mój drugi. Nie m a co tu dużo opowiadać, bardzo je lubię, wygodnie się noszą. I nadają stylizacji elegancji, pazura. 
Nowością na tych zdjęciach jest jeszcze sweterek z krótkim rękawem w paski. Dorwałam go w sh. Był bardzo pobrudzony jakimś kurzem. Nikt go nie chciał. Wzięłam zaryzykowałam, doprowadziłam do stanu idealnego (zwykłe mydło zrobi cuda). I teraz nawet nikt nie pomyśli, że to z sh. A mąż uparł się, abym go nie brała. Choć wiedziałam, że go odnowię. I tak też się stało. Aż się założyliśmy. I wiadomo kto wygrał, kto miał rację:P

Trencz, spodnie i bransoletki znacie z poprzednich stylizacji. 
Foto: Fotomaniak
Torebka- kupbuty.com
Buty- kupbuty.com
Komin- kupbuty.com
Sweter- nn (sh)
Trencz- nn (sh)
Spodnie- nn –sklep miejski
Bransoletki- e-blyskkotki.pl

środa, 15 października 2014

Październikowe nowości

Dawno nie pokazywała Wam nowości, jakie do mnie trafiły. Chyba wszystko przez instagram, gdyż tam na bieżąco wrzucam co u mnie i tamci obserwatorzy są lepiej informowani. A swoich czytelników bloga lekko zaniedbałam w tej tematyce. Ale pędzę to wszystko naprawić. I szybko przedstawiam Wam nowości jakie trafił do mnie początkiem października i z ostatnich dni.
O wrześniu nie będę wspominać, gdyż wiele już pokazałam na blogu w stylizacjach odnośnie ubioru (swetry, buty). Natomiast z kosmetycznych to wielka paka od Lirene, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie -jeszcze raz wielkie podziękowania dla Ani i ekipy:)
W całości możecie ją zobaczyć tu na instagramie. Gdyż każde opakowanie coś skrywa. Książka jest fantastyczna. Pochłonęłam ją w kilka dni. Mega wciągajaca. 
A teraz październikowe.  
L’biotica Biovax dla mnie to totalna nowość dlatego z chęcią przekonam się na swoich włosach jak to jest z maską i szamponem. O szamponie dowiecie się już niedługo, gdyż intensywnie go używam. Ale jeszcze nie zdradzę żadnej opinii o nim. Produkty tej firmy możecie dostac w Hebe i biutiq.pl
Kolejne nowości to moje typy z jesiennej wish listy o tu.  W pierwszej kolejności beżowe botki i czerwona listonoszka z kupbuty.com. Genialna jest. Już jutro pojawi się stylizacja z udziałem tych dwóch rzeczy. 
Dalej to cudowna paka od Rossmann. A w niej znalazłam nie tylko kosmetyczne nowości Wellness&Beauty, ale także i miłe gadżety na jesienne wieczory. Szczególnie przyjemnie miękki kocyk zdobył nie tylko moje, ale i syna uznanie. Do tego imbirowa herbatka i jestem przygotowana na zimne , nudne wieczory. Zapowiada się bardzo milutko.
Rossmann’owe paczki mają to do siebie, że są zazwyczaj spersonalizowane. I tak było tym razem. Raczej mało piekę, ale czekoladowe muffinki to jest to co lubię. A słodyczy jak wiecie nie odmawiam:P o tym można się przekonać na instagramie.
Jeszcze dobrze nie nacieszyłam się jedną dużą to kolejne w kolejce wspaniałe nowości.
Olejek do twarzy Evree. Ciekawe czy się z nim polubię. 
Totalna nowość chusteczki do zmywania paznokci Jelid.
Nie zabrakło także Avon.
I totalna niespodzianka Loreal. A w niej jeszcze ciekawsza nowość neo antyperspirant niewidoczny suchy krem.
Zapowiada się dużo pracy, zdjęć, recenzji. Aż jestem ciekawa, co Was najbardziej zainteresowało?

Odwiedź mnie na:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...