poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Le Petit Marseillais, Pielęgnujacy krem do mycia intensywne nawilżanie Balsam do mycia intensywne odżywienie oraz Kremowy żel pod prysznic malina i piwonia

Lato dobiega końca, ale zamknięte w butelkach zapachy przedłużają nam wspaniałe wspomnienia. Najbardziej zimą będzie mi brakować owoców i kwiatów. To one sprawiają, że chce się żyć. Wiele firm o tym wie i stara się przemycić choć cząstkę danego owocu lub kwiatu do swoich cudownie pachnących żeli.
Jako Ambasadorka Le Petit Marseillais czuję się dumna, że mogę przedstawić Wam trzy wspaniałe zapachy pod prysznic w różnych formach. Jeden skradł moją duszę i nie mogę przestać go używać. Ale o tym niżej. Ale jestem również dumna z tego powodu, że Le Petit Marseillais potrafi tak odzwierciedlić żywy zapach w żelu.
Mój codzienny rytuał balsamowania ciała dobrze znacie, ale jeśli śledzicie mój blog to wiecie, ze jestem znana z dużej ilości żeli, bo je najbardziej lubię. To ta kategoria sprawia, że podczas kąpania odpływam, a z tymi kosmetykami to już całkiem chce być tylko sama i jestem wredna, bo nie mam zamiaru z nikim się nimi dzielić. Dlatego cudownie jest mieć te dwie czynności w jednym. Dzięki tym produktom moja skóra jest zadbana i nawilżona przez 24 godziny.

W paczce ambasadorki znalazły się trzy kosmetyki do kąpieli:
- kremowy żel pod prysznic malina i piwonia o cudownym zapachu słodkich malin i słodkiej piwonii. Ale nie obawiające się nie jest mdło. Jest słodko, ale z dystansem, z lekką świeżością. Wspaniały zapach dla fanów owoców.

- Pielęgnujący balsam do mycia intensywne odżywienie masło arganowe, wosk pszczeli i olejek różany. Bałam się nuty różanej, którą nie wszyscy lubią, ale jest tak skomponowana z woskiem pszczelim i arganem, że aż trudno stwierdzić co tak pięknie pachnie. W pierwszej kolejności poczujemy różany aromat, ale po chwili otacza go następna nuta zapachowa.
- Pielęgnujący krem do mycia intensywne nawilżanie, masło shea i akacja. To mój hit spośród tych trzech zapachów. Uwielbiam jego ciepłe nuty. Ogólnie kojarzy mi się z młodością, i jest tak podobny do któryś żeli Palmolive, że po prostu używając go wracają mi wspomnienia kiedy kończyłam szkołę, poszłam do pierwszej pracy. To było i jest cudowne wspomnienie, gdyż ten zapach jest cudowny i nigdzie indziej nie mogłam go później zdobyć. A dzięki niemu mogę się rozkoszować.
Trzy zwykłe kosmetyki do mycia ciała o niezwykłych zapachach i cudownej konsystencji. Bo to co je łączy to zdecydowanie kremowa, pól gęsta konsystencja o fantastycznej gęstej pianie, która tak fenomenalnie otula moją skórę. Sama przyjemność. Czy to balsam, krem czy żel kremowy, mają taką samą moc otulenia ciała, choć przy balsamie i kremie czuć wyraźną delikatność, subtelność. Wprost to pieszczota, która nie pozwala na użycie czegokolwiek innego. To jak narkotyk, który tylko pragnie się z coraz to większą dawką. Jestem nimi oszołomiona. Ogólnie to uważam, że ta akcja bodajże już 4 ambasadorska wypadła dla mnie najlepiej. Miałam okazję uczestniczyć tylko dwa razy. Pierwszy raz był ok, zapachy jak zapachy, ale te przebijają wszystko!
Żele fantastycznie delikatnie obchodzą się ze skórą, ale jednocześnie są skuteczne w oczyszczeniu jej i odświeżeniu. Usuwają brud i zanieczyszczenia spełniając swoje podstawowe funkcje. Zaskakują zapachem, bo można poznać wiele przez te trzy odmienne zapachy. I każdy znajdzie coś dal siebie.
Zdecydowanie mają przewagą nad innymi tańszymi żelami, gdyż nie wysuszają skóry. To wielki atut, bo skóra nie robi się skucha, szorstka, ani tym bardziej nie ściągnięta. Osoby borykające się z tym problemem będę na pewno odczuwały ulgę podczas kąpieli. Bo te kremowe wspaniałe żele o cudownym opakowaniach zapewnią Wam ulgę podczas kąpieli. Nie twierdzę, że mocno nawilżają, ale nie wysuszają skóry, która zachowuje swoje naturalne ph. Dla mnie to wystarczający dowód na to, że mogę się cieszyć gładką, miękką, cudownie pachnąca skórą po kąpieli.
Nie ukrywam, że opakowania balsamu i kremu do ciała robi na mnie ogromnie wrażenie. Również przez to, że posiadają rowki, które podczas kąpieli są wygodne. Nie wyślizgną się z mokrych dłoni.
Ponadto są kwadratowo-płaskie i zajmują bardzo mało miejsca na półce. Co jest dla mnie plusem, bo lubię mieć kilka żeli i że mają specyficzny wygląd po prostu mieszczą się wszędzie.

Produkty do mycia LPM zaskakują cudownymi zapachami i dobrymi pielęgnującymi właściwościami.
Ich wydajność jest mniej zaskakująca, ale jak dla mnie tradycyjnie znikają.
Malina i piwonia aktualnie jest na promocji w Rossmannie do 30.08 za 6,99zł/250ml
(Uwaga! W biedronce jest akcja 2 żele LPM za 9,79zł)
Pielęgnujący krem i balsam dostępny jest w cenie 12zł/250ml również w Rossmannie

Co was bardziej kusi malinowy słodko-owocowy zapach czy delikatne i subtelne wrażenia podczas kąpieli z pielęgnacyjnym balsamem i kremem do mycia ciała?

niedziela, 28 sierpnia 2016

Bielenda, Expert czystej skóry, Kojący płyn micelarny i żel do mycia twarzy

Do tej pory Garnier w dziedzinie oczyszczania skóry po makijażu wiódł prym. Teraz z wielkim zdziwieniem mogę do niego dołączyć kolejny produkt, a nawet produkty, jakimi są płyn micelarny i żel do mycia twarzy Bielenda.
Powiem szczerze, że nie liczyłam, aby coś równie skutecznego w wielkiej butli powstało. A tu proszę hop i Bielenda zadziwia.
Oczyszczanie twarzy i ogólnie demakijaż to dla mnie ogromnie wielka sprawa, wręcz piorytetowa przy codziennej pielęgnacji. Każdego dnia nawet nie nakładając makijażu stosuję tego typu kosmetyki. Przecież pot, brud i inne zanieczyszczenia i tak osadzają się na twarzy i nie jednokrotnie tego doświadczyłam. Dlatego tak dla mnie to ważne. Ten duet jest idealny do oczyszczania twarzy stosując go zarówno do demakijażu jak i do normalnego oczyszczania twarzy.
Płyn micelarny dostajemy w ogromnej 400ml przeźroczystej butli. Uwielbiam za wielkość (pojemność) oraz przezroczystość, aby wiedzieć o kończącej się ilości.

Konsystencja również przeźroczysta, w opakowaniu widać, że lekko się pieni (bardzo podobnie jak u Garniera). Zero tłustej warstwy, zero lepienia się. Można nawet go nie zmywać, gdy zachowuje się jak czysta woda.

Brak zapachu, co uważam za ogromny plus. Dzięki temu moja skóra nie jest dodatkowo podrażniania. Co czasem zapach niestety w tego typu kosmetykach pobudza skórę i staje się podrażniona.

Efekt czystej skóry Bielenda to fantastyczny ekspert w dziedzinie skutecznego oczyszczania skóry.
Jest niezawodny w swoim zakresie. Skuteczne oczyszczanie to nie wszystko, gdyż w parze idzie jeszcze kojące działanie, które nie pozwala podrażnić skóry. Ogromnie mi się to podoba, gdyż nic mnie nie piecze, ani skóra, ani oczy.
Płyn nadaje się do stosowania również jako tonik, kiedy nie używamy makijażu. Z makijażem nawet tym mocnym doskonale sobie radzi i właśnie o tej skuteczności na mocnym makijażu opieram swoje doświadczenie i oczywiście swoje zdziwienie. 
Płyn nie wysusza skóry, ale tez jej jakoś specjalnie na nawilża. Choć po użyciu nie czuję żadnego ściągnięcia skóry. I raczej dobrze o tym świadczy.
Co do wydajności, taka butla starczy na długo, ale patrząc na stosowaniu makijażu oraz w jakim tempie on ubywa widzę, ze będzie podobnie jak w przypadku Garniera czyli 2-3 miesiące.

Czyli mamy kolejny hit, tuż po Garnierze, jak dla mnie to nawet godny zastępca, mocny konkurent. Jestem oszołomiona jego skutecznością i brakiem podrażnień, których tak zawsze się boję. To dzięki braku zapachu moja skóra nie doświadcza tego.

Za 400ml płynu trzeba zapłacić ok.15zł. To jest zupełnie taniej niż przy Garnierze, a skuteczność ta sama. Mam nadzieję, że dostanę go również na jakiejś fajnej promocji w cenie 10zł. Byłabym wtedy szczęśliwa.
Kojący żel to świetne uzupełnienie pielęgnacji. Po zastosowaniu płynu zazwyczaj używam żelu z wodą, aby mieć 100% pewność o skutecznym oczyszczeniu. Choć nie zawsze jest tak łatwo to jednak tutaj mam już zaufanie i wiem, że dobrze poradzi sobie z brudem, zanieczyszczeniami no i przede wszystkim resztkami makijażu. Co jak się okazuje po płynie mało co zostaje.
Żel ma transparentną o różowym zabarwieniu, żelową konsystencję o dobrym pienieniu się. Również nie posiada zapachu.
Żel nie wysusza mojej skóry. Doskonale oczyszcza, (mimo, ze delikatnie to skutecznie), odświeża, nie podrażnia jej, wręcz koi i łagodzi podrażnienia. Mogę go zaliczyć do grupy kosmetyków odpowiednich dla mnie, a wierzcie mi jakby było coś z nim nie tak oraz płynem to szybko bym o tym napisała. Gdyż co jak co, ale z moją kapryśną skórą nie ma żartów i gdyby coś jej nie pasowało nie byłoby takich ochów i achów.
Za 150ml żelu trzeba zapłacić ok.15zł

Nowa technologia aktywnych Mikro bąbelków zwarta w obu produktach doskonale się u mnie sprawdza.
Duet expert czystej skóry to dwa kosmetyki, które powinny pojawić się w każdej kosmetyczce kobiety świadomej swojej pielęgnacji skóry twarzy.
Oba produkty skutecznie oczyszczają, nie podrażniają, a zadbają o skórę odświeżając ją, łagodząc i kojąc podrażnienia.
Ten duet dedykowany jest do skóry suchej i wrażliwej. Ogromnie jestem ciekawa niebieskiej wersji (nawilżającej do każdego typu skóry), czy tak samo byłabym z niej zadowolona. Wiem jedno ten duet spełnia moje oczekiwania i tego będę się trzymać. Cieszę się, że produkty nie wywołały na mojej skórze spustoszenia. Niby to tylko płyn i żel, ale jak mają dużo z zapchaniem skóry, ogromnym podrażnieniem, czy wysuszeniem. Tego tutaj nie doświadczyłam i chwała im za to. Jestem wdzięczna marce Bielenda za obiecaną wrażliwość, skuteczność w oczyszczaniu, odświeżenie i łagodzenie podrażnień. Brawo!

piątek, 26 sierpnia 2016

Bielenda, Multifazowy olejek do ciała rozkoszna regeneracja

Bielenda to świetna marka, która dumnie kroczy przez rynek kosmetyczny. Co chwila wprowadza tyle nowych kosmetyków, że każdy znajdzie coś dla siebie, a tym bardziej, że co rusz jest to lepszy kosmetyk. Jeden przebija drugi. Dziś chcę Wam przedstawić nie byle jaki olejek do ciała, który jest multifazowy. Zaciekawia swoim kolorowym opakowaniem, konsystencją i intryguje zapachem.
Już samo opakowanie jest tak kuszące, że pragnie się go mieć. Cudowna kolorystyka, iście letnia. Łatwa aplikacja w formie spreyu zdecydowanie ułatwia nakładanie. Wystarczy wstrząsnąć, aby fazy się zmieszały, „powstaje koktajl” i gotowe do użycia. Pompka nie zacina się, ale pod kątem już nie współpracuje. Wtedy wracam do pionu.

Konsystencja w formie olejku, takiego bardziej gęstego, lekko tłustego, ale szybko wchłaniającego się, co nie powoduje dyskomfortu z lepieniem się, klejeniem czy zbyt tłustą powłoką. Wchłania się praktycznie do matu. Choć delikatnie można co nie co wyczuć, ale nie na tyle aby „upaćkać” sobie ubranie. Ma przepiękny różowo-żółty odcień, który przy złym nacieknięciu „chlapnie” zamiast wytworzyć mgiełkę. Dzięki temu mogę Wam pokazać konsystencję. Ten efekt rzadko się przytrafia, i staje się tylko przy złym kącie naciskania. Nie jest to wada.
Zapach to obłęd! Jest śliczny i jak nie lubię, a raczej nie przepadam za brzoskwiniowymi nutami, tak tutaj z awokado to istny raj. Kobiecy, zmysłowy zapach. Nawet nie chcę myśleć jak pachnie druga wersja, bo zapewne jest jeszcze lepsza pod tym względem, iż tam jest marula&czarna porzeczka. Brzmi zdecydowanie lepiej. Mimo to, ten mój też jest czarujący. Jest słodko, owocowo, przyjemnie. Wręcz bajecznie.

Olejek posiada naturalne oleje stąd tak dobre nawilżenie, które zatroszczy się o nasza skórę. W letnie sezonowe czasy lubię zastosować tego typu olejki. Nie tylko zachowują się jak mgiełka otaczając nasza\ą skórę wspaniałym, zmysłowym zapachem, ale jednocześnie nawet po wyjściu z basenu, z wody, czy po prostu po wieczornej kąpieli zapewni naszej skórze odpowiednie nawilżenie.

Taka pielęgnacja skóry to czysta przyjemność, która pozwala się rozkoszować subtelnie satynową skórą. Jej gładkość, jej miękkość jej musicie to poczuć! A ten zapach rozwala, normalnie na milion kawałków rozpływam się pod tym zapachem jak i wspaniałą otoczką na mojej skórze. Którą aż chce się pieścić, dotykać. Brzmi to bardzo erotycznie, ale właśnie tak mi się kojarzy ten wspaniały mulifazowy olejek. Jestem szczęśliwa, że posiadam go w swojej kosmetyczce.
Lubię go nawet stosować w ciągu dnia, bo tak zniewala mnie jego zapach i dobre nawilżenie.

Niestety bardzo szybko się kończy. Choć powiem szczerze, że to otwiera mi furtkę na testowanie kolejnych produktów, a w razie czego wiem gdzie mogę wrócić. A powrót do Bielendy jest nieunikniony. Firma robi ogromny postęp i oby tak dalej. Zresztą za niedługo opiszę Wam dwa kolejne produkty do pielęgnacji twarzy i one również będą w superlatywach. Inaczej być nie może. Tak dobrych kosmetyków, które świetnie wpływają na moją skórę nie mogę ominąć.

Multifazowy olejek można dostać w cenie 18,99zł/150ml w Rossmannie

Like A dream by Shiny Box - Sierpień 2016

Sierpniowy Shiny Box to harmonia piękna. I faktycznie znajdziemy tutaj same kosmetyki do pielęgnacji, które ułatwią nam podtrzymanie naszego kobiecego piękna.
Box podoba mi się, choć mogłoby być lepiej. Dwa kosmetyki posiadam stad może moje takie nie do końca zadowolenie. Żałuję, że zamiast małej saszetki peelingu nie ma tu dużej butli. Jakoś tak brakuje mi ostatnio peelingów, żeli oczyszczających do twarzy, a ciągle jest szampon i odzywka w tych boxach.
Pojawiło się trochę nowości co ogromnie mnie cieszy i tego zawsze bym sobie życzyła.
 
1. Mincer Pharma, Vita-c-infusion nawilżajacy krem na dzień – Produkt pełnowymiarowy, Premiera- 30zł/50ml
2. Elfa Pharm, O'Herbal, Szampon do włosów, 5zł/75ml – opcja wyjazdowa
3. Vitatol, Zestaw Witamin i minerałów- Produkt pełnowymiarowy, 23zł/opk.30sztuk
4. Stenders, Borówkowy krem do rąk, Produkt pełnowymiarowy, 23zł/25ml + saszetka peelingu
5. Biały Jeleń, Kremowy żel pod prysznic (cudowny zapach), Produkt pełnowymiarowy, 10zł/250ml
6. Joanna, Sweet Fantasy, Ekspresowa odżywka do włosów kokos, Produkt pełnowymiarowy, 7zł/150ml

A Wam jak się podoba ta zawartość? 
shinybox.pl


Uwaga!dwa rabaty:
1. 30% na cała linię Wild Rose (rabat ważny 1-31.08.2016)
2. 30% na wybrane produkty z linii: żurawinowej, borówkowej i porzeczkowej w terminie do końca września br.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Farmona, Herbal Care, Kuracja w ampułkach Skrzyp polny do włosów bardzo zniszczonych

Zniszczone włosy wymagają odpowiedniej troski i również kosmetyków wspomagających pielęgnację w walce o zdrowe włosy. Tak, świat kręci się wokół włosa. Ale my kobiety doskonale wiemy, że one są dla nas ważne, a nawet najważniejsze. Dlatego tak zwracamy uwagę na ich właściwą dbałość w każdym calu.

Kuracja w ampułkach to świetny krok w walce o zdrowe włosy. Bardzo zniszczonym posiadaczkom włosów polecam w pierwszej kolejności podcięcie rozdwojonych końcówek i dopiero wtedy zabrać się do kroku drugiego jakim jest odpowiednia pielęgnacja i użycie tych oto ampułek oraz dalsze podtrzymywanie najlepszych efektów.

Aktualnie to moje kolejne ampułki Farmony, więc moja kuracja jest cały czas podtrzymywana i zdecydowanie po kilku egzemplarzach widać różnicę w jakości włosa. Zdecydowanie mniej narażone są na zniszczenia, mniej wypadają i coś jeszcze, ale o tym niżej.
Przede wszystkim ampułki chronią włosy przed rozdwojeniem i wzmożonym wypadaniem. Są zdecydowanie mocniejsze, choć w dalszym ciągu wypadają, ale nie tak bardzo jak wcześniej to jednak czuć tę poprawę kondycji włosa. I uwaga, po dwóch takich opakowaniach (drugi z innej serii) pojawiło się dużo nowych, młodych włosów „baby hair”. Jejku jak to mnie ucieszyło, to nawet sobie nie wyobrażacie. Już straciłam nadzieję, że nie będzie tych małych włosków. Dużo wzrost zaobserwowałam przy spożywaniu siemienia lnianego, ale zaprzestałam go jeść i jednak muszę wrócić do tego. Ale dzięki temu, że systematycznie stosowałam ampułki naprawdę odniosłam sukces. Ogromnie się cieszę, że po całej kuracji wprawdzie podwójnej, i mimo że z odstępami to jednak rezultat jest. Teraz wracam do innej firmy i mam nadzieję, że ten wspaniały stan wzrostu nowych włosów będzie się utrzymywał. Bo na burzę gęstych włosów to raczej nie liczę. Ale pragnę, aby te co mam zostały na głowie, a nowe „baby hair” z przyjemnością przyjmę, utrzymam.

Ampułki to doskonała inwestycja i sama nie wiem, które są lepsze. Czy te z Jantar czy te z Herbal? Osobiście polecam obie wersje.
Dodam jeszcze, że te mają przyjemny zapach, taki jakby wiosenny, świeży. Zapachem jak i konsystencją nie obciążają włosów. Wręcz nawet powiedziałabym, że odbijają dzięki nim bardziej od nasady. Podoba mi się, że preparat nie skleja włosów, co jest ogromnym ułatwieniem.
Włosy ślicznie pachną, wyglądają dobrze, naturalnie. Błyszczą, są miłe w dotyku, lekko nawilżone.
Zdecydowanie jestem za taką kuracją dla włosów, gdzie widać efekty. Szkoda, że nie tak szybko, tylko po tak długim czasie. Ale i to można nazwać dużym sukcesem, bo nie wiązałam z nimi, aż tak dużych nadziei. Po prostu nie spodziewałam się takich fajerwerków. Farmona zawsze mnie zadziwi.

5x5ml kosztuje ok.15zł w sklep.farmona.pl

środa, 24 sierpnia 2016

Veera

Sezon jesienny zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim cieplejsza odzież i dla miłośniczek spódnic, spódniczek rajstopy, pończochy itd. W sezonie letnim także pojawiają się chłodniejsze dni, w które można nogi odziać w rajstopy. Ale właśnie nie takie zwykłe rajstopy czy pończochy. Zobaczcie dlaczego?
Veera to rajstopy uciskowe, które polecane są osobom poprawiającym krążenie i perfekcyjnie modelują nogi. Co prawda nie posiadam (od pukać) żylaków, ale taka profilaktyka przeciwżylakowa jest mile widziana. Tym bardziej, że stale jestem na „nogach”, nie raz mam czucie ciężkich, zmęczonych nóg, co doprowadza do utraty sił.

Rajstopy jak i pończochy cudownie przylegają do mojej skóry, czuję się jakby to była moja druga skóra. Co lepsze ten ucisk powoduje, że nogi wyglądają szczuplej, zdrowej i zdecydowanie piękniej. Co poprawia także moje samopoczucie. Ogólnie wyszczuplają i modelują sylwetkę. To ogromna zaleta takich produktów.
Są to wyjątkowe rajstopy, które są bardzo trwałe i odporne na puszczanie oczek.
Co ciekawe różnią się od tradycyjnych, gdyż zaznaczone są pięty i palce.
Do wyboru mamy rajstopy, pończochy i podkolanówki. Pończochy nawet przystosowane do butów bez palca, czyli peep toe.

Broniłam się przed nimi rękami i nogami, a nie potrzebnie, gdyż teraz zdecydowanie wolę je od zwykłych. Moje nogi są szczupłe, ale wraz z tymi rajstopami czy pończochami jeszcze bardziej kuszące i ponętne. Uwielbiam je.
Produkty Veera różnią się cenowo dużo od tradycyjnych rajstop, ale te dają gwarancję dłuższej żywotności, gdyż doskonale każda kobieta wie o tym jak szybko zadrzeć rajstopy. Te jak wspomniałam wyżej są odporniejsze, bardziej elastyczne. I wyprofilowane.
Zwykłe po wyciągnięciu z opakowania są nijakie, dopiero pod wpływem naszych kształtów się doprasowują, a te są wyprofilowane i nawet po ściągnięciu dalej mają kształt łydek, palców.
Po dniu pełnym wrażeń, gdzie spacerów, wypadów było od groma. Ciągle czuć lekkość. To przyleganie do ciała sprawia (jakby to nie brzmiało) duże zadowolenie.

Do wyboru mamy 3 rodzaje denów:
- 40 den dla osób prowadzących siedzący tryb życia
- 70 den dla osób wykonujących stojąca pracę
- 140 den przy pierwszych objawach dolegliwości żylnych.

Moje obie wersje są 40 den, ale bardziej sugerowałam się grubością i trochę mi się pomyliło z tym trybem siedzącym, a jak dobrze mnie znacie raczej jest u mnie tryb stojący, w ciągłym biegu. Mimo to w kwestii ciągłego ruchu te także spisały się wyśmienicie.

Jak widzicie nie są to tylko rajstopy typowo dla osób z problemem żylaków. To wręcz świetna technologia, która sprawia, że możemy zapobiegać tej nieprzyjemnej dolegliwości.


Pończochy  kosztują 56,16zł w pomaranczka.pl, a rajstopy 37,77zł wpomaranczka.pl

Lubię także te opakowania co zdecydowanie ułatwiają znalezienie rajstop podczas szukania ich w komodzie.


P. S Teraz Wera ma swoje rajstopy i pończochy Veera:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...