piątek, 12 lutego 2016

Lirene, Pure, Nawilżająco-rozświetlający płyn micelarny z witaminą C

Demakijaż to podstawa. O tym wie każda szanująca się kobieta, która dba o swoją pielęgnację skóry. Płyny micelarne to najbardziej skuteczne preparaty, dlatego tak mile są u mnie widziane. Tym razem padło na Lirene. Jestem totalnie oczarowana produktem i jednocześnie zaskoczona, gdyż nie spodziewałam się takiej skuteczności, oraz delikatności wobec skóry. Do tej pory żaden płyn micelarny Lirene nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Co jest zaskakujące, gdyż mogę go porównać na równi ze sławnym Garnierem.
Płyn micelarny odstajemy w przeźroczystym opakowaniu, który zdecydowanie umożliwia mi wgląd do ilości płynu, bez obawy, że któregoś wieczoru zwyczajnie mi się skończy.

Jak przystało na płyn ma on wodnistą konsystencję, ale całe szczęście bez tłustych „oczek” jak w rosole. Na twarzy również nie zostawia tłustej, ani lepkiej warstwy.

Posiada delikatny kwiatowy zapach, który umila stosowanie. Nie podrażnia on w żaden sposób, co okazało się kolejnym zaskoczeniem, a tak tego się bałam.

Płyn micelarny Lirene to skuteczny płyn do demakijażu, który usuwa dosłownie wszystko. Nawet trudną do usunięcia kredkę Avon. Rozpuszcza tak makijaż, aby nie trzeć mocno skóry. Choć delikatnie muszę to zrobić jakoś tak z przyzwyczajenia. Wszystko bez podrażnień, pieczenia czy swędzenia.
Oczyszczenie jest na tyle skuteczne, gdyż nie wymaga dodatkowego przemywania. Bałam się, że skóra może być zapchana, nie doczyszczona, gdyż w pory podkład lubi się wkraść. A było to zupełnie nie potrzebne. Sprawnie sobie z tym poradził.

Płyn nie wysusza skóry i jest to kolejna dobra zaleta tego produktu. Nie nawilża skóry, ale tego to nie mam mu za złe, bo od nawilżania mam kremy. Ważne, że obchodzi się ze skórą dobrze.
Czuję się komfortowo. Skóra nie szczypie, nie piecze jest w doskonałym stanie. Oczyszczona, wypoczęta, możliwe, że lekko rozjaśniona.
Najważniejsze, że nie podrażnia oczu, ani skóry.

Z wydajnością przy codziennym makijażu starcza go na miesiąc czasu, czyli tradycyjnie.

Płyn kosztuje ok.14zł/200 w tej cenie, a nawet niższej dostanę drugie tyle Garniera. Ale jeśli musiałabym coś kupić, a nie byłoby Garniera wtedy wybór na pewno padnie na ten płyn.

czwartek, 11 lutego 2016

Avon, Luksusowa szminka Luxe z jedwabiem - pink satin -

Ostatnio na blogu pojawiło się sporo opinii o kosmetykach pielęgnacyjnych, ale uwierzcie na równi używam również kosmetyki kolorowe. Make-up stosuję codziennie (oprócz sobót i niektórych niedziel), z tym, że są to cały czas te same kosmetyki i na blogu nie raz o nich wspominałam. Dlatego od święta, gdy pojawia się coś kolorowego nowego to pasowałaby zaprezentować. Tym bardziej jak są to nowości. Ale na nie jeszcze przyjdzie czas.
W boxie InspiredBy Joanny Krupy pojawiła się szminka Luxe katalogowej firmy Avon. Marka wszystkim doskonale znana. Jest wielu przeciwników, jak i zwolenników. Większości kosmetyki Avon kojarzą się źle, ale jak to bywa w każdej firmie są buble i perełki.

Luxe pochodzi z tej wyższej półki cenowej Avon. Są to bardziej powiedzmy „ekskluzywne - luksusowe” kosmetyki (wg Avon). Dla mnie są owszem lepsze niż te z serii dla nastolatek Color Trend (ta seria to już porażka). Ale ogólnie są jak inne kosmetyki drogeryjne z tym, że czasem cena lekko jest przesadzona. Ja bym ich luksusowymi nie nazwała. 
Szminkę dostajemy w pięknym złotym opakowaniu.
Konsystencja szminki jest bardzo miękka, kremowa. Cudownie i tak łagodnie, lekko sunie się po ustach. Można by powiedzieć, że jest „mokra”.
Nie posiada drobinek. Ale ma w sobie coś z rozjaśnienia lekko jakby perłowego. Nie jest to babciny perłowy odcień. Choć mam tę świadomość, że nie wszystkim się spodoba wykończenie.

Szminka posiada również zapach. Jest delikatny, taki „szminkowaty”. Nie jest on duszący, ani gryzący gardło.
Posiadam odcień pink satin. Piękny delikatnie różowy odcień, taki "nudziakowy" do stosowania na co dzień. Szminka pochodzi z serii z jedwabiem i kompleksem powiększającym usta, więc nie pomylcie jej z nowa serią z kolagenem.

Zdziwieniem jest również odcień w samym opakowaniu, jak i po nałożeniu na usta, bo lekko się różnią. W opakowaniu jest ciemny, a na ustach ukazuje się cudownie jasny kolor.
Zaskakujące jest również to, że pomadka to nie tylko ładny nudziakowy odcień na co dzień, ale także i posiada działanie pielęgnacyjne. Działanie o powiększaniu ust nie wspomnę, bo to tylko może jakieś odczucie optyczne. W moim przypadku moje usta są w normalnym stanie. Bardziej podobają mi się efekty pielęgnacyjne. Gdyż nie tylko to mnie ucieszy, ale także i posiadaczki wysuszonych ust będą miały na uwadze to działanie. 

Pomadka nie wysusza usta, a co lepsze podczas jej stosowania jakby poprawiała stan. Nie raz zdarza mi się nakładać szminkę, a później denerwują mnie suche skorki i nieestetyczny wygląd. Od razu szminka zostaje skreślona (choć i na takie mam sposoby, aby nałożyć wcześniej pomadkę ochronną), a w tym przypadku zostałam mile zaskoczona, gdyż usta zostały doskonale nawilżone i zmiękczone oraz gładkie. Wyglądają na zadbane, zdrowe i zmysłowe, wprost do całowania.

Szminka na ustach utrzymuje się u mnie góra 2 godziny bez jedzenia i picia. Z tym, że ja lubię powtarzać aplikację, gdyż „zlizuję”. Podczas jedzenia utrzymuje się jakaś lekka powłoka, którą ustami rozprowadzam, aby nie została sama otoczka, której nie lubię. Choć taka nachalna nie zostało, to lubi wyjść za kontur.
Szminkę można nakładać bez lusterka, ale ja lubię mieć wgląd na wygląd nałożonej szminki. Muszę mieć tę pewność nałożenia i zapanować nad ewentualną porażką:)
Sam kolor jak widzicie ożywia twarz, dodaje rozjaśnienia, rozpromienienia. Nie jest to przytłaczający odcień, a wręcz przeciwnie taki, który wielu osobom się spodoba.

Dla mnie jest dobra na co dzień. Bardzo lubię ją za delikatny odcień i przede wszystkim działanie pielęgnacyjne. Sama jestem zaskoczona tym efektem. Ale są lepsze, z lepszym wykończeniem i działaniem. Nie jest źle, choć mogłoby być lepiej.

Cena pomadki w katalogu jest różna, zazwyczaj to między 20-25zł. Moim zdaniem trochę dużo.

środa, 10 lutego 2016

Buskowianka, Krem do rąk z linii "Słonecznych kosmetyków" Uzdrowiska Busko-Zdrój

Do tej pory Buskowianka zawsze kojarzyła mi się z wodą mineralną do picia. Nie spodziewałam się, że w swoim asortymencie mają kosmetyki. I to nie tyle jakie bo dermokosmetyki, które produkowane są na bazie wody mineralnej uzdrowiskowej.
Po więcej informacji kieruję Was na stronę, uzdrowisko-busko-zdroj, a międzyczasie za nim tam podążycie zapraszam na opinię jednego z produktów, który wchodzi w skład nowej linii „Słonecznych kosmetyków” Uzdrowiska Busko-Zdrój.
Linia kosmetyków posiada białe opakowania z pastelowymi etykietami, które są bardzo schludne, czyste, przyciągające uwagę i jakoś tak chętnie się po nie sięga. Do każdego produktu dopasowany jest pastelowy odcień etykiety. W tym przypadku jest ona w tonacji różowej(brudnego różu), a na etykiecie piękny kwiat orchidea, która jest główną nutą zapachową praktycznie każdego produktu.
Ale za nim o zapachu to wspomnę jeszcze o konsystencji, która jest biała, bardzo lekka. I taki sam jest krem - lekki. Do normalnych dłoni, bez większych problemów.
Zostawia ochronny film na dłoniach. Nie jest on bardzo tłusty, ale dłużej się wchłania niż inne, które do tej pory stosowałam. Dla nie których, którzy się spieszą lub nie lubię tego typu konsystencji może to być problem, a dla cierpliwych i tych, którzy stosuje taki krem w domu nie powinien przeszkadzać.Ale to ma być Spa, więc oto chodzi o dłuższy masaż i pieszczotę. 

Zapach jest fenomenalny. Spodziewałam się bardziej jakoś takiej delikatnej woni tylko. A tu proszę rozpieszcza nas kwiatowo- słodki zapach orchidei, który jak wspomniałam wyżej jest głównym składnikiem. Zapach jest bardzo świeży, kojarzy się z wiosną. Nie mylcie, ze jest mdły nic bardziej mylnego. Wyczuwalny, śliczny i przyjmie unosi się na ciele czy dłoniach. Trwałość zapachu oceniam na bardzo dobrze. Rano na dłoniach wyczuwam jeszcze jego resztki.

Krem do rąk jest kremem lekkim na lekkie, delikatne potrzeby. Bardziej do skóry normalnej, bez potrzeb, ani problemów skórnych. Ochronna warstwa delikatnie nawilży, zmiękczy i wygładzi dłonie. A dodatkowo piękny zapach odurzy i rozpieści zmysły. Uwielbiam ten zapach, bo jest taki słodki, a jednocześnie świeży. Krem będzie idealnym kompanem na wiosnę, choć w tej chwili również sprawdza się w domu po obowiązkach Pani domu (typu mycie naczyń). Aby uniknąć typowego dla kremu lepienia się nakładam i rozprowadzam tylko zewnętrzną stroną rąk, tam krem fajnie się wchłania, a wewnętrzna strona nie lepi się . Wtedy mogę robić cokolwiek, a krem wchłania się wystarczająco długo, aby zadziałać na skórę. Jeśli nie mamy czasu nie warto się spieszyć wtedy lepiej użyć innego kremu. Ten krem jest bardziej do domowego spa, gdy mamy więcej czasu i chcemy sobie zapewnić relaks i chwilę wytchnienia.
 
Jeśli chodzi o mocno wysuszoną, szorstką skórę warto wspomóc się rękawiczkami. Skóra staje się bardziej jedwabiście miękka. Lubię ten efekt, choć on tak u mnie krótko trwa. Nie jest to wina kosmetyku tylko ogromnej pracy jaką wykonuję dłońmi. Dlatego też tak często sięgam po kremy do rąk. Bez nich byłoby tylko gorzej.

Jak się okazuje pierwsze spotkanie jest dobre, ale jak przekonałam się później w dalszej fazie testowania linii kolejny produkt balsam zaskoczył mnie totalnie. Ale o nim za jakiś czas. Bo za każdym razem pojawiały się coraz to lepsze kosmetyki. Potrzymam Was trochę jeszcze w niepewności.

Za krem o pojemności 100ml trzeba zapłacić ok. 10zł
Uważam, że jest to cena adekwatna do jakości (dla przypomnienia krem jest na bazie wody mineralnej, więc cena nie jest wygórowana).

Co myślicie o kosmetyku na bazie wody mineralnej? 

poniedziałek, 8 lutego 2016

5 ulubionych i prostych koktajli/smoothie, które zmienią Twoją dietę

Wiosna to czas na zmiany, więc warto się do niej przygotować. A to już tuż tuż. Jedni odwiedzają fryzjera, drudzy prowadzą aktywniejszy tryb życia, a trzeci nie robią kompletnie nic. U mnie wiosna wprowadza szereg wielu prac, które kończą się gdzieś pod koniec później jesieni. Dom, budowa i ogród mówią same za siebie. Ale nie tylko to.
Wraz z aktywniejszym trybem życia warto zadbać o to co jemy, a dobrze wiemy, że temu sprzyjają koktajle. Zmiksowane jedzenie wspomaga szybszą przemianę materii. Temat nie polega na tym, aby rezygnować z czegoś, w wręcz przeciwnie jeść wszystko z umiarem. Nawet te mniej ulubione warzywa zmiksowane z ulubionymi zmienią cały system żywienia. Oczywiście na dobre.

W moim przypadku koktajle spożywam cały rok wraz z moimi chłopakami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż w tym roku nastąpił pewien przełom, gdyż w końcu odważyłam się na spróbowanie znanego wszystkim jarmużu. Jak się okazuje jest on wspaniałym i bogatym warzywem, który zawiera mnóstwo źródła błonnika, Wit. A, K i C oraz kwas foliowy i wapń.
Nie muszę chyba pisać, że osoby, które borykają się z problemem wypróżnienia się ( a kiedyś on również i mnie dotyczył) powinny spożywać jarmuż. To właśnie koktajle sprawiły, że mój organizm w końcu się unormował.

Niestety do tej pory popełniam błędy żywieniowe, a o tym wiedzą wszyscy, którzy obserwują mnie na instagramie. Te słodkie grzeszki kiedyś nie tylko mnie wykończą. Ale życie jest krótkie, więc warto sobie dogadzać. Wszystko z umiarem i będzie dobrze. A więc nie zbaczając z tematu. Zapraszam na kilka moim ulubionych pozycji warzywno-owocowych koktajli.

Wiem doskonale, że w internecie jest pełno takich zestawów. Ale ja zawsze podchodzę do nich z dystansem, gdyż wiele rzeczy mi nie pasuje i muszę stopniowo wprowadzać pewne składniki. A druga sprawa jest taka, że lubię małym kosztem zrobić coś z tego co aktualnie mam w lodówce. Lubię także owoce, które są dobrze dostępne. Denerwują mnie przepisy, które zawierają takie owocowe czy warzywa, po które musiałabym jechać kilometry, bo nie wszystkie sklepy są tak dobrze zaopatrzone.

 Oczywiście wszystkie koktajle są blendowane w blenderze. Tak też wykonuję zupy krem. Ale dziś ulubione koktajle

1) Jarmuż + banan + sok z cytryny
- jarmuż kupuję gotowy (zazwyczaj oczyszczony bez środka, którego się nie daje,) same liście. Garść liści na dwie osoby, dwie garści na 3 większe porcje lub wg uznania
- banan lub dwa (w zależności od porcji)
- wyciśnięty sok z cytryny
- szkl. wody mineralnej lub przegotowanej

2) Jarmuż + ananas + banan + sok z pomarańczy
- jarmuż (garść)
- plaster ananasa
- banan
- pół dużej pomarańczy (wyciśnięty sok)
- szkl. Wody mineralnej lub przegotowanej (ostudzonej)

3) Ananas + banan
- plaster ananasa
- banan
- szkl. Wody mineralnej lub przegotowanej (ostudzonej)
- często do tej wersji dodaję również siemię lniane (przygotowane wcześniej: rozdrobnione w młynku i zalane wrzątkiem) 

4) Koktajl truskawkowy lub malinowy + jogurt naturalny
- maliny lub truskawki
- jogurt naturalny

5) Borówka + jogurt naturalny
- borówka
- jogurt naturalny

Porcje owoców dajemy według uznania i ilości osób, które będą z nami spożywać. A wiadomo, że spożywać najlepiej świeże po wykonaniu.

Nic skomplikowanego tutaj nie ma. Wszystko wrzucamy do blendera i gotowe!
Smacznego!
Zielone koktajle smakują wyśmienicie i są ogromnie zdrowe, dlatego też sukcesywnie będę wprowadzać kolejne zieleniny. Następnym krokiem będzie szpinak.

A Wasze jakie są ulubione koktajle/smoothie?
Chętnie poznam Wasze sprawdzone sposoby

* Dla zainteresowanych: drewniany kalendarz, pudełko na herbatę i słoik ze słomką możecie dostać w domowe_brudy

sobota, 6 lutego 2016

Czytam Vol.9 - Książki Styczeń 2016

Plan na styczeń zawierał 5 książek, ale stało się szczęśliwie, gdyż ogarnęłam, aż 9 książek, a nawet 9 i pół gdyż jedną odłożyłam na rzecz przeczytania drugiej ze względów czasowych biblioteki.
Zobaczcie co ciekawego przeczytałam w styczniu. A było naprawdę gorąco. Coben, Jo Nesbo, Link, Gerritsen i Musso spełnili moje oczekiwania względem wielu emocji, nie których aż za nadto.

1. Garane Dore – Love Style Life – Książka dla osób lubiących modę, z której dowiedzą się, że nie warto jej szukać przecież wszystko mamy pod nosem. Dowiemy się co o tym wszystkim sądzi autorka i pokieruje nami w dobrym kierunku. Poznamy jej historie z życia wplątane właśnie w modę. Przez błahe codzienne sprawy, po miłość, a wszystko ujęte lekkim słowem i z nutą śmiechu.
Istny szał na te książkę sprawił, że każdy chciał ją mieć. Piękna okładka, cudowna grafika w środku. Mądre wskazówki, choć to wszystko już było i niczym szczególnym mnie nie ujęło. Nie wiem skąd ten wielki boom, ale jak dla mnie przereklamowane i nic ciekawego nie wniosło do mojej głowy.

2. Edyta Świętek – Tam, gdzie rodzi się zazdrość
Książka ujęła mnie swoim podejściem do życia, a przy okazji wspominaniem przez autorkę o Solinie, która jest tak bliska memu sercu. Fajnie jest odnaleźć w książkach element miejsc, w których sama mieszkam i jakoś tak łatwiej mi podejść do dotyczących spraw.
Jak sam tytuł mówi jest o zazdrości, co wiąże ze sobą również miłość, przyjaźń i zaufanie. Niestety nie zawsze szczerość, bezpieczeństwo i w jakim kręgu obracamy się z jakimi ludźmi, którzy mają dwie twarze i nie koniecznie te dobre. Trochę adrenaliny pod koniec. 
Sprawy przeszłości, które lubią powracać. Wiele nie wyjaśnionych sytuacji, które zawsze potrafią namieszać. Jednym słowem bardzo fajna książka. Wątek miłosny, trochę scen dramatyzmu, wielkiej straty i zaskoczenia jednak. Bo Ci co są koło nas nie zawsze okazują się tym kim są:) Mam nadzieję, że zaciekawiłam Was. Niestety nie czytałam pierwszej części, gdyż ta jest drugą. O tym musicie pamiętać.

3. Harlan Coben – Nie mów nikomu
Mija 8 lat od śmierci ukochanej żony, gdy nagle bohater książki dostaje wiadomość, która zwala go z nóg. Twierdzi, że żona jednak żyje. Wszyscy myślą, że postradał zmysły. Stara dociec się prawdy, ale gdy wykonuje jeden ruch rusza cała machina zdarzeń (i nie tylko tych przyjemnych, gdyż po drodze będzie również śmierć). 
Zaskakująca choć jednak przez chwilę przewidywalne zdarzenie doprowadza do takich informacji, które nie są do pojęcia. A jednak są ludzie, którzy mieli z tym więcej do czynienia niż by się wydawało.
Sensacja, emocje, akcja i to wszystko co ma dobry kryminał jest w tej książce.

4. Nina George – Lawendowy pokój
Och dawno nie przeczytałam tak nudnej książki. Początek zapowiadał się dość ciekawie, bo bohater prowadzi swoją księgarnię. Sprzedaje książki ludziom, którzy jakby do nich pasowali. Bareter ma dar dopasowania książki do człowieka. I pomaga ludziom dopasować książkę do nastroju. Ale sam nie potrafi uleczyć swojego bólu. W końcu dowiadujemy się o jego stracie i o zatajonym liście, który po kilkunastu latach wychodzi na wierzch, gdyż wcześniej nie miał odwagi go przeczytać. Dopiero wtedy dochodzi do niego co zrobił i wyrusza w podróż. Podróż nudna, która bardzo mnie wykończyła, wynudziła i nic nowego nie wniosła. Dopiero spotkanie wyjaśnia wszystko. Ale nie takie spotkanie, które może się Wam wydawać. Stracił ukochaną, nie chciał zgodzić się na taki los. Wszystko zrozumiałe. Ale dlaczego dopiero po tylu latach tam wyrusza zamiast przeczytać wcześniej list. 
Sama nie wiem co o niej mogę powiedzieć. Dla mnie jest taka bez tego czegoś. No brakuje w tej książce czegoś, co mogłoby mnie przekonać. Wątek miłosny, z tragizmem we wspomnieniach, choć nadal aktualny przez tą drugą kobietę. Spodziewałam się lepszej zawartości, gdyż okładka mnie zauroczyła. A książka nudna przewidywalna.

5. Harlan Coben – Bez skrupułów
Pewna Studentka Kathy znika. Po odnalezieniu jej bielizny policja twierdzi, że padła ofiarą gwałtu i nie żyje. Po kilkunastu miesiącach jej zdjęcie pojawia się w gazecie pornograficznej. Żeby nie było mało ginie również ojciec Kathy. Dopiero wtedy siostra Kathy zaczyna głębiej się zastanawiać nad tym co się stało. Gdy Myron wchodzi do akcji zaczyna węszyć i małymi krokami dochodzi do sprawcy. Ale zanim to się stanie jest pełno nie wyjaśnionych pytań, zdarzeń, nie rozwiązane zagadki, a także i ślepe zaułki. Akcja rozgrywa się bardzo po woli, jakbym czytała akta policyjne i każdy szczegół jest mi tłumaczony jak dziecku. Jak dla mnie mało interesujące. Gdy trafiłam na ciekawa akcję szybko wciąga i szybko również się kończy. Już mam pewność, że wszystko zostanie wyjaśnione, a tu proszę znowu zonk. Ale to tak pomiędzy wierszami bywało.
Lubię to zaskoczenie, gdyż książki Coebna nie są przewidywalne i ciężko postawić na daną osobę. Ale nie które sprawy ciągną się i to mnie drażni. Bo nie raz mam wrażenie, że czytam pamiętnik, który opisuje każdy ruch. Jakby to pominął książka byłaby krótsza to fakt, ale bardziej ciekawsza. Mimo to lubię Cobena i jest to jedna z lepszych. Choć szczerze przyznam, ze wątek sportowy mocno mnie drażni.

6. Charlotte Link – Lisia dolina.
Po kłótni w samochodzie małżeństwo postanawia ochłonąć. Mattew wyrusza na spacer z psem, a Vanessa zostaje na ławce. Wtedy dochodzi do tragedii. Zostaje uprowadzona przez porywacza, który wielokrotnie był skazany. Za nim zacznie domagać się okupu, zostaje aresztowany za nieszczęsną bójkę. Vanessa zostaje uwięziona, a porywacz mimo, iż wie jaki los ją spotka nie ma odwagi przyznać się do prawdy. Po kilku latach Ryan Lee wychodzi z więzienia. Sytuacja z porwaniem ponawia się, ale nie jest to już jego sprawka. Zresztą nawet nikt nie wie o jego karygodnym czynie. Ryan zaczyna wariować, bo myśli że ktoś wie, zaczyna nawet twierdzić, że Vanessa chce się zemścić.
Genialny kryminał. Wiele emocji przeze mnie przeszło. Czytałam to wieczorem i serce biło mi jak oszalałe. Nie chciałabym być na miejscu Vanessy. Okropny los ją spotkał. Zresztą nie tylko ją, bo po drodze za nim doszło do prawdy wiele podobnych wątków się przebiło. A jest ich wiele.
Dużo napięć, nie wyjaśnionych zagadek, sytuacji, które zbijają z tropu. A także zaskakujące życie mężczyzny, który wychowuje dzieci zamiast pracować, gdyż jego żona wspomina się po szczeblach kariery. Niestety również kończy się to tragedią. Nawet nie spodziewałabym się, że aż taką. Niesamowita historia, książka pełna napięć, zagadek. Wspaniały kryminał, choć ogromnie katastrofalny.

7. Jo Nesbo – Krew na śniegu
Bohater jest zabójcą. Zabija na zlecenie. Jest samotny, nie ma rodziny, nikomu nie może zaufać. Gdy niespodziewanie zakochuje się dostaje właśnie zlecenie na tę kobietę. Kobieta nie byle jaka bo żona szefa. Zaczynają się problemy, dużo krwi. Totalna, że tak powiem „rozpierducha”. Nawet w kostnicy padają strzały.
Jeden na drugiego zlecają zabójstwo.
Krótka książka, a pełno w niej krwi, nienawiści, a jednocześnie pojawia się wątek miłosny, który prowadzi do złego.
Mafia, ciemne strony życia wszystko wychodzi na jaw.
Podobał mi się wątek kryminalistyczny. To moje pierwsze i na pewno nie ostatnie spotkanie z pisarzem.

8. Tess Gerritsen – Prawo krwi
Willy chce poznać prawdę o śmierci ojca. A raczej o jego życiu, które do tej pory prowadził. Co się stało z jego ciałem, dlaczego to ukryto i kto to zrobił? Gdy zaczyna węszyć dowiadują się o tym specjalne władze, które też chciałaby poznać prawdę, a może chcą to ukryć, żeby na wierzch nie wyszedł skandal sprzed kilkunastu lat w czasie wojny. Tego Will nie wie, ale pragnie odnaleźć ojca i nie ma pojęcia jakie kłopoty ją czekają.
Podczas śledztwa pomaga jej Guy, który nie raz jak się okazało ocalił jej życie.
Poznanie prawdy to jak się okazuje wielki krok, który niesie za sobą ogromny, wręcz olbrzymi ból. Chcemy ją poznać za każdą cenę, a tyle nas to kosztuje i ogromnie boli po poznaniu jej, że nie raz pada pytanie czy warto było? Wybór nie był łatwy. Dać sobie spokój i nie znać prawdy, ale tym samym zawieść rozchorowaną matkę. A może poznać ją i niestety pociągnąć wiele sznurków, które rozpętały małą „wojnę”. I pociągnęły za sobą wiele nieszczęść. Czy prawda okazuje się zbawieniem i spokojem ducha, a może wręcz przeciwnie wywoła falę nieszczęść i zburzy harmonię dobrych myśli? O tym musicie sami się przekonać.

9. Guillaume Musso – Central Park
Młoda policjantka buzi się rano na ławce w central Park skuta kajdankami z obcym mężczyzną. Podczas ubiegłej nocy bawiła się z koleżankami, upiła do nieprzytomności i nie pamięta nic więcej, a przecież mieszka w Paryżu. Jak to się stało, że teraz jest w Nowym Jorku? Bez pieniędzy, dokumentów, komórki postanawia na własną rękę z nieznajomym dojść prawdy. Wymaga to trochę przegięcia regulaminu, mimo wszystko stara się rozwiązać tę zagadkę. Przede wszystkim dlaczego nic nie pamięta?
Niesamowita książka, która z każdym krokiem ma nowe zagadki, nie wyjaśnione sytuacje. Dlaczego Alice ma dziwne numery zapisane na dłoni? Dlaczego w broni brakuje jednego pocisku i skąd krew na koszulce?
Książkę czyta się bardzo szybko, gdyż od pierwszych stron ogromnie wciąga. Zainteresowała mnie historia, i po prostu chciałam dociec prawdy. Totalnie mnie zaskoczyła, bo nie spodziewałam się takiego zakończenia. W końcu po całych tych niewyjaśnionych pytaniach doszłam do celu i złożyłam w całość. Co teraz z perspektywy czasu wydaje się takie proste, przewidywalne, jednak do końca nie wiedziałam, że tak będzie. Nie spodziewałam się takiej powagi sytuacji, gdzie mamy problem z... no właśnie z czym. Tego Wam nie powiem. Musicie sami się przekonać.
Tytuł książki ogromnie mnie zmylił. Myślałam, że będzie o Central Park, ale to na prawdę nie wiele w książce jest o tym. Akcja w sumie tam się rozgrywa. Ale nie ma zbędnych opisów i nie potrzebnych wątków, które by mnie nie interesowały. Fajnie, że związane jest to z zabójstwem i tak Alice to na swój sposób rozumuje. Jeśli lubicie Musso na pewno będziecie zadowoleni. Ja jestem.

Jak widać kilka doskonałych nazwisk, które wiele wniosły, pomijając dwie nudne i tak jest świetnie. Reszta zapewniła mi wiele emocji i wrażeń, które kłębiły i nawet teraz męczą moją głowę.

Jestem ciekawa czy jest coś co Was zainteresowało?

czwartek, 4 lutego 2016

Foto Mix 1/2016

Dziś krotki wpis dotyczący migawek ze stycznia. Czyli co nowego przeczytałam, zjadłam haha:D i ogólnie. Zapraszam Was do obejrzenia i zachęcam do założenia profilu na instagramie, który ogromnie wciąga.

1. Plany czytelnicze na styczeń
2. Zły dzień warto rozpogodzić
3. Zapas herbatek i dwie nowe z biedronki
4. Kawa musi być
5. Pyszne śniadanko
6. Fajna książka z krótkimi wspomnieniami o Solinie
7. Nareszcie pada śnieg! W tych czasach to towar deficytowy:P
8. Świetna książka Cobena. Wciągająca. I małe info statystyczne. To zdjęcie dostało, aż 1,235 serduszek. Jestem pod wrażeniem i ręce mi opadają. Bo nie ma przepisu na dobre foto.
10. Nowa zabawka (jedna z 3:P)
11. Home decor
12. Dobra kawa z piankami na poprawę humoru nie jest zła
13. Łupy z lombardu. Większość już przemalowana
14. Lawendowy pokój. Piękna okładka, ale mniej piękny środek
15. „Raz śnieg pada, a raz deszczyk”... aż miło było zobaczyć swój ogród, szczególnie prawie zimową porą. Tęsknię. Wiosno przybywaj!
16. Popołudnie z teekanne_polska to zdjęcie również zostało uznane za najlepsze 1,489 serduszek! WOW! ( dla mnie to szok, bo najwięcej miałam ponad 700)
17. Drugie śniadanie i odmalowany kominek. Teraz wygląda lepiej, prawda?
18. Planowanie postów
19. Książka nie porywa, ale zaskakuje zakończeniem
20. Coraz więcej śniegu je jeje...
21. Tak pięknie jest. Latarenka z Jysk
22. Zabawa Black and white. Swoją drogą było wyzwanie.
23. Nowości Bjobj
24. Nowy tydzień, nowe plany...
25-26. Kolejne dni zabawy blackandwhite
27. Malowanie na raty. Pogoda zmieniła plany
28. Oszalałam! Cudności do domu scandinavian/shabby. Wszystkie te wspaniałości możecie zamówić instagram.com/domowe_brudy/ aktualnie zamówienia składa się na e-maila! Wiele osób zamówiło. Nie musicie się bać. Przesyłka ekspresowa! W dodatku na reszcie mam upragniony kalendarz, który tak ciężko było dostać i doprosić się w pepco.
29. Hiacynt
30. Czas na popołudniową kawę
31. Drugie śniadanie, to zawsze smoothie
32. Home decor z instagram.com/domowe_brudy
33. Świetny kryminał
34. Sweterek z sh za 1zł! Mój jeden z najlepszych zakupów
35. Udane śniadanie prawie fit. W dodatku kolejny powód do szczęścia - 1,028 serduszek!
36. Wykorzystanie skrzyni
37. Takie popołudnie
38. Nie ma jak w domu. Dekoracje z instagram.com/domowe_brudy
39. Pyszne śniadanko
40. Bo moje poniedziałki zawsze są pracowite. A szarlotka za mną „chodziła”.
41. Koktajl rano musi być
42. Wieczorny zestaw
43. W Tesco promocja na kalendarze to skusiłam się. Kalendarz książkowy z każdym dniem osobnym na kartce. To jest to.
44. Na instagramie wybiło 6000 obserwujących! Dziękuję kochani!
45. Korytarz dnia na dzień piękniejszy. Tylko słonka brak. Dodatki z instagram.com/domowe_brudy
46. O moje usta dba Tisane!
47. Dlaczego wybór herbaty jest taki trudny? Teekanne
48. Na złość dobra czekolada. Nie ma jak dobrze zemdli. E.Wedel – Uwielbiam!
49. Wieczorny klimat na poprawę humoru
50. Napad na bibliotekę
51. Koniec miesiąca również może być słodki.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Choć może książki przyciągną Waszą uwagę. 
Zapraszam więcej na instagram.com/zakreconyswiatwery
tam znajduje się więcej zdjęć
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...